FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Art & Dizajn

[K-ONNECTION] Szymon Kowalczyk w odzie do polskości krzyżuje ludowe mity z poszukiwaniem współczesnego sacrum

Autor: Weronika Zarzecka
06-08-2026
[K-ONNECTION] Szymon Kowalczyk w odzie do polskości krzyżuje ludowe mity z poszukiwaniem współczesnego sacrum
[K-ONNECTION] Szymon Kowalczyk w odzie do polskości krzyżuje ludowe mity z poszukiwaniem współczesnego sacrum
fot. Szymon Kowalczyk

Choć folklor jako produkt gotowy na eksport sprzedaje się od jakiegoś czasu lepiej niż kiedykolwiek, mało kto pochyla się nad pytaniem, co właściwie w tej transakcji nasza najdroższa polskość gubi. Szymon Kowalczyk jednak, uzbrojony w arsenał ludowego abecadła, pyta – a robi to w swojej najnowszej sesji, zrealizowanej w kreacjach Nikoli Jabłońskiej, gdzieś na polskiej wsi u znajomego Kuby Kępki.

Kowalczyk – fotograf, reżyser i artysta wizualny – od dłuższego czasu z powodzeniem porusza się w przestrzeni, w której obowiązujące rejestry teoretycznie powinny się wykluczać. W jego pracach kamp spotyka się z kulturą wysoką, ironia wchodzi w dialog z powagą, a sacrum płynnie przechodzi w absurd i komizm profanum. Rezultat rodem jak ze sceny teatralnego spektaklu to połączenie humorystycznej reinterpretacji ludowych motywów z hołdem otaczającego nas piękna tradycji. To właśnie to permanentne napięcie, a nie gotowe, podane na tacy odpowiedzi, stanowi punkt wyjścia dla jego twórczości.

 

Czym jest dla Ciebie polskość?

Polskość jest dla mnie pamięcią. Czymś zapisanym głęboko, trochę jak kawałek naszego wspólnego DNA, ale też bardzo konkretnym językiem wizualnym. To są przedmioty, krajobrazy i obrazy, które często traktujemy jako oczywiste, bo są zbyt blisko nas. A mnie interesuje właśnie to, co jest blisko: wspomnienia z dzieciństwa, rzeczy trochę święte, trochę absurdalne. Polskość nie jest dla mnie jedną definicją, tylko zbiorem napięć, między sacrum a codziennością, między tradycją a współczesnym chaosem.

Ten wątek – lokalność, folklor, zbiorowa pamięć – towarzyszy ci od dawna. Kiedy po raz pierwszy poczułeś, że to temat, który chcesz eksplorować wizualnie? Czy był jakiś konkretny obraz, wspomnienie albo miejsce, które to uruchomiło?

Myślę, że ten temat jest po prostu najbliżej nas. On nie pojawił się nagle, tylko zawsze gdzieś był, w dzieciństwie, w powrotach do miejsc, które wydawały się sielankowe, a jednocześnie trochę dziwne. Interesuje mnie krajobraz, który już nie wróci w tej samej formie, ale zostaje w pamięci jako obraz. Wieś, ogród, przydrożne kapliczki, plastikowe ceraty, to wszystko buduje bardzo mocny wizualny świat. Chcę sobie przypominać, że Polska i to, co lokalne, może być użyte jako pełnoprawny materiał artystyczny, a nie tylko jako tło.

Skąd czerpiesz inspiracje poza samym folklorem? Masz jakieś konkretne źródła – filmy, archiwa, fotografię dokumentalną – do których wracasz, pracując nad tym tematem?

Fotograficznie bardzo ważny jest dla mnie Philip-Lorca diCorcia, jego sposób wyrywania codziennych sytuacji z kontekstu i nadawania im czegoś niemal świętego poprzez światło. On potrafi sprawić, że dokumentalna scena zaczyna wyglądać jak objawienie. Bardzo ważny jest dla mnie też David LaChapelle, za jego odwagę w łączeniu sacrum, popkultury i teatralności. U niego obraz może być jednocześnie absurdalnie piękny, religijny i współczesny, i to napięcie jest mi bardzo bliskie.

Trzecią bardzo ważną postacią jest dla mnie Gregory Crewdson. Jest filmowy do granic fotografii. Buduje małomiasteczkowy, amerykański krajobraz jako przestrzeń tajemnicy i zawieszenia.

„Ja chciałbym podobnie myśleć o Polsce, nie jako o prostym dokumencie, tylko jako o scenie, na której można uruchomić zbiorowe lęki i fantazje. Interesuje mnie współczesna Polska, która jest jednocześnie lokalna i globalna” .
Roxi Sobocińska @roxi_sobocinska w projekcie Nikoli Jabłońskiej @nikolamartynaa / fot. Szymon Kowalczyk @algidaphotos

Ta sesja przenosi temat w bardzo konkretne miejsce – na wieś, do Kuby. Skąd wziął się pomysł na taką scenografię i współpracę właśnie z projektami Nikoli Jabłońskiej?

To wyszło bardzo naturalnie. Znam przestrzeń wokół działki Kuby i od dawna czułem, że ona jest gotową scenografią. Nie trzeba tam wiele dopowiadać, bo te miejsca już same w sobie mają ogromny potencjał wizualny: stajnia, ogród, detale, które są bardzo polskie, ale jednocześnie trochę teatralne. Z Kubą Kępką rozmawialiśmy o tym, że tak naprawdę nigdy nie mieliśmy fotografii z elementami polskiego folkloru w tle, mimo że one są tam wszędzie, wystarczy się odwrócić.

Projekty Nikoli Jabłońskiej idealnie weszły w tę przestrzeń, bo mają w sobie coś obrzędowego i rzeźbiarskiego. Nie są tylko ubraniem, ale formą. To było dla mnie bardzo ciekawe: zestawić je z miejscem, które nie jest neutralnym studiem, tylko żywą przestrzenią. Dzięki temu moda nie istnieje w próżni, tylko wchodzi w dialog z krajobrazem i folklorem.

Skoro już przy formie projektów Nikoli – opisujesz je jako niemal rzeźbiarskie. Jak przełożyło się to na reżyserię kadru i pozy modeli/modelek? Czy pracowałeś inaczej niż zwykle?

Raczej wróciłem do swoich korzeni. Model albo modelka stoi bez ruchu, patrzy w zawieszeniu, skomponowana centralnie. Moim zdaniem to podbija formę stroju i nie wchodzi z nią w konflikt. Przy projektach, które są tak rzeźbiarskie, ciało nie musi już wykonywać wielkiego gestu, bo sama forma bardzo dużo mówi. Można oczywiście zarzucić, że takie pozy są nudne, ale dla mnie w statyce i zastygnięciu jest często więcej napięcia niż w czymś, co za wszelką cenę chce robić efekt. Interesuje mnie moment, w którym postać wygląda jak pomnik.

Zostając przy scenografii – wieś jako miejsce akcji. Czy to ona dyktowała koncepcję sesji, czy raczej dopasowywałeś ją do pomysłu, który już miałeś w głowie?

W tym wypadku naprawdę poddałem się lokalizacji. Znam dobrze przestrzenie wokół działki Kuby i one same zaczęły dyktować obrazy. To nie było tak, że przyjechałem z zamkniętym scenariuszem i tylko szukałem pasującego tła. Raczej pozwoliłem, żeby miejsce mnie poprowadziło. Ta wieś, czy u Kuby, czy kilometr dalej, wygląda podobnie, bo jest częścią pewnego wspólnego krajobrazu. To jest coś gotowego, co już istnieje i zaprasza. Trzeba tylko odpowiednio spojrzeć, żeby zobaczyć w tym potencjał sceny.

Projekty Nikoli Jabłońskiej @nikolamartynaa / fot. Szymon Kowalczyk @algidaphotos

Kamp i kultura wysoka to na pozór odległe rejestry. Jak znajdujesz między nimi balans?

Dla mnie one wcale nie są tak daleko od siebie. Kamp może być bardzo mądry, a kultura wysoka bywa przecież przerysowana i teatralna. Myślę, że w każdym mądrym żarcie musi znaleźć się jakaś gramatyka, która ten żart uwzniośla. Interesuje mnie moment, w którym coś jest jednocześnie śmieszne i poważne. Gdzie widz nie wie, czy ma się śmiać, czy czuć niepokój. Ten balans jest dla mnie najciekawszy, bo pozwala uniknąć dosłowności. Obraz może wtedy działać na kilku poziomach: jako komentarz i jako coś zupełnie osobistego.

Jak to wygląda w praktyce – ile w twoich zdjęciach jest humoru jako narzędzia, a ile powagi? Gdzie leży granica między ironią wzmacniającą wydźwięk a go spłaszczającą?

Humor jest dla mnie narzędziem, ale nie celem samym w sobie. Nie interesuje mnie robienie obrazu tylko po to, żeby był zabawny. Bardziej interesuje mnie sytuacja, w której humor otwiera temat, rozbraja go, a potem nagle okazuje się, że pod spodem jest coś poważnego. Ironia może bardzo wzmocnić wydźwięk, jeśli nie niszczy emocji. Granica pojawia się wtedy, kiedy obraz zaczyna śmiać się z bohatera, a nie z systemu czy kodu kulturowego. Staram się, żeby moje zdjęcia nie były cyniczne. Mogą być przerysowane, teatralne, kampowe, ale muszą mieć w sobie czułość. Bez niej ironia robi się pusta.

Jak myślisz, czy odbiorcy zawsze odczytują to tak, jak zakładałeś?

Myślę, że tak, przynajmniej na poziomie emocji. Nie zawsze muszą odczytać wszystkie symbole dokładnie tak, jak ja je zaplanowałem, i to jest w porządku. Nie zależy mi na tym, żeby widz dostał instrukcję obsługi obrazu. Ważniejsze jest dla mnie, żeby poczuł napięcie, dziwność, może jakiś rodzaj znajomości. Czasami ktoś nie nazwie wszystkich odniesień, ale rozpozna atmosferę. I to jest dla mnie bardzo cenne, bo obraz zaczyna wtedy działać poza tekstem i poza deklaracją autora.

Oliwier Kondrat @oliwier_kondrat w projekcie Nikoli Jabłońskiej @nikolamartynaa / fot. Szymon Kowalczyk @algidaphotos

Czy w pracy z symbolami, które dla wielu wciąż są „święte”, czujesz odpowiedzialność – czy raczej to napięcie jest dla ciebie punktem wyjścia?

Czuję odpowiedzialność, ale właśnie to napięcie mnie interesuje. W Polsce religia zawsze była bardzo obecna, nawet jeśli ktoś nie jest religijny, to i tak żyje wśród tych znaków: krzyży, obrazów, rytuałów. One są częścią naszej zbiorowej wyobraźni. Jednocześnie mam wrażenie, że dziś sacrum trochę zmienia miejsce. Coraz częściej szukamy go w sobie, w jednostce. To napięcie między dawnym sacrum a nowym, indywidualnym sacrum jest dla mnie bardzo ważne.

Co dla ciebie dziś jest sacrum w polskości – jest w ogóle coś, czego nie chciałbyś przepuszczać przez filtr dystansu?

Dystans nie musi oznaczać braku szacunku. Dla mnie sacrum w polskości może być pamięć, wspólnota, rzeczy bardzo kruche. Nie chciałbym ich niszczyć cynizmem. Mogę je przetwarzać, przerysowywać, wkładać w kampowy filtr, ale nie chcę odbierać im emocji. Najciekawsze jest dla mnie to, co jednocześnie śmieszne i wzruszające.

Nad czym teraz pracujesz? To kontynuacja wątku zawartego w projekcie, czy zupełnie nowy i inny kierunek?

Pracuję teraz nad projektem „Chrzest Polski”, który będzie moim dyplomem w Łódzkiej Szkole Filmowej. To będzie trochę wyreżyserowana impreza, trochę narodowy teatr. Interesuje mnie stworzenie sytuacji, w której spotykają się różne postacie, klasy i wyobrażenia o wspólnocie. To jest zdecydowanie kontynuacja moich wcześniejszych zainteresowań: polskości, sacrum i kampu, ale w większej, bardziej rozbudowanej, filmowej formie.

foto Szymon Kowalczyk @algidaphotos

moda Nikola Martyna Jabłońska @nikolamartynaa

modelka Roxi Sobocińska @roxi_sobocinska

model Oliwier Kondrat @oliwier_kondrat

makijaż Kaja Widera @widera_kaja

światło Marysia Kępka @vveektatoo

podziękowania za udostępnienie lokacji dla Jakub Kępka @jakub___kepka

Wybierz Waszą Pracę Miesiąca: zagłosuj w konkursie

Polecane

Czy przyjaźń to nowy sposób na popularność w internecie?

Czy przyjaźń to nowy sposób na popularność w internecie?

Historyczny sukces polskiego malarza. Wilhelm Sasnal laureatem Nagrody Rubensa

Historyczny sukces polskiego malarza. Wilhelm Sasnal laureatem Nagrody Rubensa

Jak aplikacje randkowe zmieniły nasze postrzeganie miłości?

Jak aplikacje randkowe zmieniły nasze postrzeganie miłości?

„To wyraz pogardy” – Nawrocki odrzucił ustawę o statusie osoby najbliższej

„To wyraz pogardy” – Nawrocki odrzucił ustawę o statusie osoby najbliższej

Najdziwniejsze festiwale na świecie. 7 wydarzeń, w których istnienie trudno uwierzyć

Najdziwniejsze festiwale na świecie. 7 wydarzeń, w których istnienie trudno uwierzyć

Powrót z zaświatów. Reżyser „Drive” po 10 latach przerwy prezentuje „Jej piekło” [ZWIASTUN]

Powrót z zaświatów. Reżyser „Drive” po 10 latach przerwy prezentuje „Jej piekło” [ZWIASTUN]

Polecane

Czy przyjaźń to nowy sposób na popularność w internecie?

Czy przyjaźń to nowy sposób na popularność w internecie?

Historyczny sukces polskiego malarza. Wilhelm Sasnal laureatem Nagrody Rubensa

Historyczny sukces polskiego malarza. Wilhelm Sasnal laureatem Nagrody Rubensa

Jak aplikacje randkowe zmieniły nasze postrzeganie miłości?

Jak aplikacje randkowe zmieniły nasze postrzeganie miłości?

„To wyraz pogardy” – Nawrocki odrzucił ustawę o statusie osoby najbliższej

„To wyraz pogardy” – Nawrocki odrzucił ustawę o statusie osoby najbliższej

Najdziwniejsze festiwale na świecie. 7 wydarzeń, w których istnienie trudno uwierzyć

Najdziwniejsze festiwale na świecie. 7 wydarzeń, w których istnienie trudno uwierzyć

Powrót z zaświatów. Reżyser „Drive” po 10 latach przerwy prezentuje „Jej piekło” [ZWIASTUN]

Powrót z zaświatów. Reżyser „Drive” po 10 latach przerwy prezentuje „Jej piekło” [ZWIASTUN]

Więcej od autora

Czterej pancerni, kamera i pies. Nagradzani „Kandydaci Śmierci” Macieja Cuske wkrótce w kinach

Czterej pancerni, kamera i pies. Nagradzani „Kandydaci Śmierci” Macieja Cuske wkrótce w kinach

Stos za kota, jazz i szachy. 9 groteskowych sposobów na ekskomunikę w tysiącu lat historii Kościoła

Stos za kota, jazz i szachy. 9 groteskowych sposobów na ekskomunikę w tysiącu lat historii Kościoła

Powrót z zaświatów. Reżyser „Drive” po 10 latach przerwy prezentuje „Jej piekło” [ZWIASTUN]

Powrót z zaświatów. Reżyser „Drive” po 10 latach przerwy prezentuje „Jej piekło” [ZWIASTUN]

Czterej pancerni, kamera i pies. Nagradzani „Kandydaci Śmierci” Macieja Cuske wkrótce w kinach

Czterej pancerni, kamera i pies. Nagradzani „Kandydaci Śmierci” Macieja Cuske wkrótce w kinach

Stos za kota, jazz i szachy. 9 groteskowych sposobów na ekskomunikę w tysiącu lat historii Kościoła

Stos za kota, jazz i szachy. 9 groteskowych sposobów na ekskomunikę w tysiącu lat historii Kościoła

Powrót z zaświatów. Reżyser „Drive” po 10 latach przerwy prezentuje „Jej piekło” [ZWIASTUN]

Powrót z zaświatów. Reżyser „Drive” po 10 latach przerwy prezentuje „Jej piekło” [ZWIASTUN]

FacebookInstagramTikTokX
Wybierz Waszą Pracę Miesiąca: zagłosuj w konkursie