FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Film
Patronat

„Kandydaci Śmierci”: jak krótka jest wieczność dzieciństwa? [RECENZJA]

Autor: Weronika Zarzecka
06-08-2026
„Kandydaci Śmierci”: jak krótka jest wieczność dzieciństwa? [RECENZJA]
„Kandydaci Śmierci”: jak krótka jest wieczność dzieciństwa? [RECENZJA]
fot. materiały prasowe

Jest takie lato, które każdy z nas nosi w kieszeni niczym kamień znaleziony na plaży – gładki, ciepły, z niewiadomych powodów bardzo ważny, bez którego cała kolekcja kamieni z dzieciństwa w ogóle nie ma sensu. U Stasia to lato ma barwę po raz setny przewijanej taśmy VHS, zapach keczupu udającego plamy krwi i dźwięk śmiechu, który jeszcze nie wie, że kiedyś będzie brzmiał jak żałobne echo po minionych czasach beztroski.

Zaczyna się niewinnie, jak zaczynają się właściwie wszystkie historie, które ostatecznie łamią serce i wywracają je na drugą stronę, bo Cuske, kręcąc dokument o przyjaźni i rodzinie, faktycznie – może nieświadomie – nakręcił przejmujący traktat o entropii. Chłopak, jego ojciec, dwóch kumpli, w asyście psa imieniem Frunia, postanawiają zostać reżyserami. Nie mają budżetu, mają za to całe wakacje i tę żelazną, nieprzekupną pewność, że z pożyczoną kamerą mogą one trwać w nieskończoność. Kręcą horrory – amatorskie, po swojemu, które w perspektywie mijających lat stają się najcenniejszym prezentem, jaki mogliby sobie sami sprawić: zapisem historii ich wspólnego dorastania.

I tu zaczyna się prawdziwa opowieść. Bo dzieciństwo, kiedy się w nim jest, wydaje się nie mieć końca. To jedno z tych okrutnych złudzeń, które los serwuje nam za młodu, żebyśmy w ogóle mieli odwagę dorastać: przekonanie, że koledzy zostaną kolegami na zawsze, że lato będzie się powtarzać w nieskończoność, że nic naprawdę złego nie może się zdarzyć, dopóki mamy siebie nawzajem.

W fakcie, że chłopcy nie kręcili komedii, a akurat horrory, jest coś groteskowo trafnego. Prawdziwym horrorem tej opowieści nie jest ujęcie niebieskiego potwora straszącego w lesie. Jest nim świadomość, że pewnego dnia patrzysz na taśmę sprzed piętnastu lat i rozumiesz, oświecony brutalnie i bez znieczulenia, że tamten chłopiec z gumową siekierą w ręku już nie istnieje – a ty, dorosły, który go ogląda, jesteś jednocześnie jego zabójcą i jedynym świadkiem owej zbrodni.

Kandydaci na dorosłych

Maciej Cuske, dokumentalista znany dotąd z filmów o twardszym, społecznym zacięciu, sięga w „Kandydatach Śmierci” po materiał najbardziej osobisty z możliwych – kilkanaście lat nagrań własnego syna, Stasia, oraz jego dwóch przyjaciół, Rafała i Adriana, kręcących w czasie wakacji amatorskie horrory klasy B. Efektem jest film, który krytycy i widzowie – nagradzając go w Konkursie Polskim i dwoma nagrodami publiczności na Millennium Docs Against Gravity – nazwali „dokumentalnym Boyhoodem”. To porównanie, choć wygodne marketingowo, oddaje istotę projektu: obserwację dorastania rozłożoną na lata, bez fabularnego skrótu, jaki musiał zastosować Linklater.

Cuske filmuje syna przez kilkanaście wakacji i w pewnym momencie – nie od razu, o nie, to by było zbyt uczciwe – zaczynamy widzieć to, czego bohaterowie jeszcze nie widzą, bo są zbyt zajęci byciem szczęśliwymi: że przyjaźń, tak jak ta ich taśma, wymaga konserwacji, przewijania, czyszczenia głowicy, całego tego smutnego rytuału, o którym nikt nie uprzedza nastolatka. Że można ją zgubić nie przez wielką zdradę, tylko przez zwyczajne rozjechanie się życiorysów – studia, praca, kobieta, dziecko, milczenie, które z tygodnia rozciąga się przebiegle, cichcem, w pełen rok. Nikt w wieku jedenastu lat nie wierzy, że koledzy rozjadą się po świecie, że jeden się przeprowadzi, drugi ożeni, a trzeci zniknie gdzieś bez wyjaśnienia.

To, co zostanie, trzeba będzie odbudowywać już świadomie, dorosłymi rękami, bez naiwnej pewności, że samo się utrzyma. Ta wieczność dzieciństwa jest naprawdę bardzo krótka – może to najkrótsza wieczność, jaką człowiek przeżywa – i cały ten film jest w gruncie rzeczy próbą złapania jej za rękaw, zanim ostatecznie zniknie gdzieś za rogiem.

A jednak – i to jest największa siła tego filmu – kamera, która miała być zabawą, okazuje się ostatecznie kotwicą. Póki chłopcy wracają, żeby kręcić dalej, więź trwa, uparcie, wbrew fizyce i grawitacji dorosłego życia. Ojciec uczy się od syna patrzeć na świat na nowo. Syn uczy się od ojca, że można być mężczyzną i jednocześnie płakać przy wieczornej rozmowie o lękach, o marzeniach, bez wstydu i bez błazenady.

„Wpadłem więc na pomysł: zabiorę ich wszystkich na wspólne wakacje. Chciałem przy okazji z bliska podpatrzeć ten ulotny moment – sam koniec ich dzieciństwa” , opowiada o początkach projektu reżyser.
fot. materiały prasowe

Jest taka szkoła myślenia o kinie, w której montaż traktuje się jako składnię, a ujęcie jak zdanie – pisanie, tylko światłem, a nie atramentem. Cuske, może bez tej terminologii, ale prowadzony jednakowym instynktem, robi dokładnie to: zestawia dziecięce ujęcia małego Stasia z dzisiejszym, ostrym jak żyletka obrazem dorosłego już de facto mężczyzny – i w tym zestawieniu, w tym cięciu, opowiedziane jest wszystko. W szwie między klatkami, tam, gdzie nikt nie zagląda, bo wszyscy czekają na to, co bohaterowie powiedzą, a tymczasem zza pleców ich historii wychyla się to całe dojmujące widza napięcie bezwzględnie mijającego czasu (a wraz z nim rosnących ambicji chłopaków na nowe części „Kandydatów”).

To, co w klasycznym kinie o dorastaniu bywało fikcją udającą dokument – tu jest dokumentem, który przez lata bawił się w fikcję. Chłopcy przecież nie kręcili kroniki rodzinnej. Kręcili prowizoryczne produkcje w tej samej domowej, garażowej tradycji, z której wyszło pół światowego kina gatunkowego – bo miłość do kina zawsze zaczyna się od braku budżetu i nadmiaru wyobraźni, od przekonania nastolatka, że wystarczy keczup i determinacja, żeby stworzyć coś nieśmiertelnego. I właśnie dlatego, że nie wiedzieli, że dokumentują coś innego – dokumentują dokładniej i szczerzej, niż robiłaby świadoma tego kamera.

fot. materiały prasowe

O ojcostwie i przyjaźni

To jest w gruncie rzeczy film o polskiej męskości, która postanowiła się rozbroić. Żadnego zaciskania szczęki, żadnego bohatera à la Cybulski, który cierpienie nosi jak dobrze skrojony płaszcz. „Chłopaki nie płaczą” – ten cichy nakaz wypisany między wierszami całej naszej kultury emocjonalnej – nie jest tu afirmowany ani nawet subwersywnie parodiowany, a zwyczajnie czule i konsekwentnie ignorowany, bohater po bohaterze, ujęcie po ujęciu. To odwrócona hierarchia: starszy uczy się świata równolegle z młodszymi, a nieraz uczy się go nawet dzięki nim. Cała czwórka solidarnie szukająca własnych ścieżek i pomysłów, na siebie, na filmy, na przyszłość, na przekór przeciwnościom losu trwa w cykliczności tradycyjnych, wakacyjnych wojaży, a mi łzy lecą do oczu i sama nawet nie wiem czemu.

Nie jestem pewna, czy „Kandydaci Śmierci” to film o dorastaniu. Myślę raczej, że to film o niemożności dorośnięcia do końca – o tym, że zawsze zostaje w nas ten chłopiec z kamerą, przekonany, że da się nakręcić coś, co pokona śmiertelność. Nie da się. Ale można nakręcić coś, co tę porażkę oswoi. Coś, co pozwoli spojrzeć na upływający czas nie jak na wroga, tylko jak na współreżysera, który akurat robi swoje, bez zbędnej złośliwości.

Jest taki moment w kinie dokumentalnym, który André Bazin nazwałby „mumifikacją czasu” – gest zatrzymania tego, co i tak przeminie, zanim jeszcze zdążymy się z tym pożegnać. Maciej Cuske robi z tego gestu cały film. I robi to z czułością, która w polskim kinie o męskości bywa towarem deficytowym, na kartki, spod lady.

fot. materiały prasowe

Film w kinach od 7 sierpnia. I przygotujcie się na to, że wyjdziecie z sali z tym szczególnym rodzajem bólu, który nie boli może faktycznie – tylko przypomina, że żyliście, że mieliście kiedyś tę krótką, fałszywą wieczność, i że ktoś, na szczęście, miał może wtedy włączoną kamerę.

Wybierz Waszą Pracę Miesiąca: zagłosuj w konkursie

Polecane

10 gorących premier na platformach streamingowych w sierpniu

10 gorących premier na platformach streamingowych w sierpniu

Od dziś na HBO Max jeden z najlepszych polskich filmów ubiegłego roku. „Dom dobry” to historia przemocy, o której się milczy

Od dziś na HBO Max jeden z najlepszych polskich filmów ubiegłego roku. „Dom dobry” to historia przemocy, o której się milczy

Film o nieoczywistej relacji artystek bliźniaczek nagrodzony na 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty

Film o nieoczywistej relacji artystek bliźniaczek nagrodzony na 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty

Nie będzie darmowej kranówki w restauracjach. Resort wycofał własną decyzję

Nie będzie darmowej kranówki w restauracjach. Resort wycofał własną decyzję

12 filmów, na które warto wybrać się do kina w sierpniu

12 filmów, na które warto wybrać się do kina w sierpniu

Polski film „Kamathipura Express” w finale Studenckich Oscarów

Polski film „Kamathipura Express” w finale Studenckich Oscarów

Polecane

10 gorących premier na platformach streamingowych w sierpniu

10 gorących premier na platformach streamingowych w sierpniu

Od dziś na HBO Max jeden z najlepszych polskich filmów ubiegłego roku. „Dom dobry” to historia przemocy, o której się milczy

Od dziś na HBO Max jeden z najlepszych polskich filmów ubiegłego roku. „Dom dobry” to historia przemocy, o której się milczy

Film o nieoczywistej relacji artystek bliźniaczek nagrodzony na 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty

Film o nieoczywistej relacji artystek bliźniaczek nagrodzony na 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty

Nie będzie darmowej kranówki w restauracjach. Resort wycofał własną decyzję

Nie będzie darmowej kranówki w restauracjach. Resort wycofał własną decyzję

12 filmów, na które warto wybrać się do kina w sierpniu

12 filmów, na które warto wybrać się do kina w sierpniu

Polski film „Kamathipura Express” w finale Studenckich Oscarów

Polski film „Kamathipura Express” w finale Studenckich Oscarów

Więcej od autora

Nie odpalamy już papierosa po seksie. Czy to koniec ery Pani Robinson?

Nie odpalamy już papierosa po seksie. Czy to koniec ery Pani Robinson?

[K-ONNECTION] Szymon Kowalczyk w odzie do polskości krzyżuje ludowe mity z poszukiwaniem współczesnego sacrum

[K-ONNECTION] Szymon Kowalczyk w odzie do polskości krzyżuje ludowe mity z poszukiwaniem współczesnego sacrum

Czterej pancerni, kamera i pies. Nagradzani „Kandydaci Śmierci” Macieja Cuske wkrótce w kinach

Czterej pancerni, kamera i pies. Nagradzani „Kandydaci Śmierci” Macieja Cuske wkrótce w kinach

Nie odpalamy już papierosa po seksie. Czy to koniec ery Pani Robinson?

Nie odpalamy już papierosa po seksie. Czy to koniec ery Pani Robinson?

[K-ONNECTION] Szymon Kowalczyk w odzie do polskości krzyżuje ludowe mity z poszukiwaniem współczesnego sacrum

[K-ONNECTION] Szymon Kowalczyk w odzie do polskości krzyżuje ludowe mity z poszukiwaniem współczesnego sacrum

Czterej pancerni, kamera i pies. Nagradzani „Kandydaci Śmierci” Macieja Cuske wkrótce w kinach

Czterej pancerni, kamera i pies. Nagradzani „Kandydaci Śmierci” Macieja Cuske wkrótce w kinach

FacebookInstagramTikTokX
Wybierz Waszą Pracę Miesiąca: zagłosuj w konkursie