Słowo „partnerstwo” nie padało w niej ani razu. Nie pomogło. W piątek 17 lipca prezydent Karol Nawrocki zawetował rządową ustawę o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu oraz ustawę ją wprowadzającą – pierwszy w historii III RP projekt formalizujący związki nieformalne, także jednopłciowe, który przeszedł przez obie izby parlamentu i rozbił się dopiero o prezydenckie biurko.
Warto pamiętać, co konkretnie poszło do kosza. Ustawa zakładała, że dwie pełnoletnie osoby mogłyby zawrzeć przed notariuszem rejestrowaną w urzędzie stanu cywilnego umowę regulującą wspólność majątkową, obowiązek alimentacyjny, prawo do mieszkania, dostęp do informacji medycznej i kwestie pochówku, z możliwością dołączenia aneksu z testamentami obu stron. Czyli rzeczy, o które para bez ślubu potyka się dziś na szpitalnym korytarzu, u notariusza i w urzędzie skarbowym. Senat poparł ustawę 25 czerwca głosami 55 do 29. Trzy tygodnie później prezydent powiedział „nie”.
Uzasadnienie? Konstytucja i kamuflaż. Nawrocki oświadczył, że jako strażnik konstytucji nie może zaakceptować rozwiązania podważającego szczególny status małżeństwa z art. 18, definiowanego jako związek kobiety i mężczyzny, i że nie zgadza się na wprowadzanie związków partnerskich „tylnymi drzwiami”. Wytknął też skalę operacji legislacyjnej: ustawa wprowadzająca zmieniała 238 innych ustaw – od prawa rodzinnego po podatki – co jego zdaniem zdradzało, że pod techniczną nazwą budowano nową instytucję o pełnym ciężarze systemowym. Przypomniał również kampanijną deklarację: był gotów rozmawiać o statusie osoby najbliższej, ale „nic, co jest quasi-małżeństwem”, nie mogło liczyć na jego podpis.
Problem w tym, że wyborcy prezydenta czytali tę deklarację inaczej niż on sam. Badania z ostatnich tygodni układają się w wyjątkowo spójny obraz. W czerwcowym sondażu IBRiS dla Polsat News 53 proc. Polaków chciało, by Nawrocki ustawę podpisał, przeciw było 37,4 proc. W badaniu SW Research dla Kampanii Przeciw Homofobii za podpisem opowiedziało się 47,8 proc. respondentów, przeciw – 14,3 proc., przy czym prawie jedna czwarta badanych w ogóle nie słyszała o projekcie.
Założyciel IBRiS Marcin Duma zwracał uwagę, że poparcie dla instytucji związków partnerskich jest w zasadzie stałe niezależnie od tego, jak sformułuje się pytanie – od lat utrzymuje się w okolicach 60 proc. Ciekawostka z geografii poparcia: najwięcej zwolenników podpisu było w miastach do 20 tys. mieszkańców (62,4 proc.), najmniej na wsi (41,1 proc.). Mit, że to temat wielkomiejskiej bańki, nie wytrzymuje kontaktu z tabelką.
Wyraz pogardy
Reakcje koalicji były do przewidzenia, choć temperatura zaskakuje. Donald Tusk na platformie X nazwał weto „wyrazem pogardy wobec ludzi i ich prawa do szczęścia i normalnego życia”. Katarzyna Kotula, która wynegocjowała ten projekt w koalicji, napisała, że prezydent obrócił się plecami do dwóch milionów osób żyjących w związkach nieformalnych. Kamila Gasiuk-Pihowicz sięgnęła po określenie „wetomat”, a Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił, że prezydent „wybrał politykę zamiast ułatwiania ludziom życia”.
Reakcje koalicji były do przewidzenia, choć temperatura zaskakuje. Donald Tusk nazwał weto „wyrazem pogardy wobec ludzi i ich prawa do szczęścia i normalnego życia”. Katarzyna Kotula, która wynegocjowała ten projekt w koalicji, napisała, że prezydent obrócił się plecami do dwóch milionów osób żyjących w związkach nieformalnych. Kamila Gasiuk-Pihowicz sięgnęła po określenie „wetomat”, a Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił, że prezydent „wybrał politykę zamiast ułatwiania ludziom życia”.
Najbardziej gorzki jest tu jednak wątek Kotuli. Ustawa o statusie osoby najbliższej zastąpiła wcześniejszy projekt rejestrowanych związków partnerskich, który dawał znacznie szersze prawa – sama autorka mówiła o „kroku wstecz”, zrobionym po to, by cokolwiek w ogóle przeszło przez Radę Ministrów, Sejm i Senat. Nazwę wyczyszczono ze „związku partnerskiego” właśnie po to, by projekt był strawny dla konserwatywnych wyborców PSL-u.
Co dalej?
Do odrzucenia weta koalicji brakuje sejmowej większości trzech piątych, więc na razie – nic. Kotula zapowiada, że weto „nie jest blokadą, tylko opóźnieniem”, bo poparcie dla związków partnerskich i równości małżeńskiej rośnie. Może i rośnie. Tyle że para, która dziś nie może odebrać w szpitalu informacji o stanie zdrowia drugiej połowy, nie żyje w trendzie sondażowym, tylko w konkretnym lipcu 2026 roku.
Na koniec detal, który zostanie z tej historii na dłużej: spór o ustawę, w której nie było słowa „partnerstwo”, rozstrzygnięto ostatecznie na poziomie słownika. Prezydent stwierdził, że ładna nazwa nie zmienia treści. Ma rację, działa to w obie strony. Brzydka polityczna łatka „quasi-małżeństwo” też nie zmienia tego, czym ta ustawa była w praktyce: plikiem pełnomocnictw dla ludzi, którzy i tak razem mieszkają, razem spłacają kredyt i razem się zestarzeją.










