70 proc. Polaków przed trzydziestką randkowało już przez Internet – tak wynika z czerwcowego sondażu CBOS „Życie towarzyskie i uczuciowe młodych Polaków”. Ten sam sondaż pokazuje jednak, że zaledwie 9 proc. osób będących w związku poznało partnera dzięki aplikacji lub portalowi randkowemu. Szukają niemal wszyscy. Znajduje mniej więcej co jedenasty.
Konstrukcja aplikacji randkowych jest prosta: zdjęcie, wiek, lokalizacja, lista zainteresowań. Zdaniem dr. Roberta Kowalczyka, seksuologa klinicznego z Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, to właśnie ta prostota odpowiada za ich popularność. Aplikacja daje poczucie nieograniczonego wyboru i obiecuje oszczędność czasu – algorytm sam ma podsunąć osobę najlepiej do nas dopasowaną. Liczby z sondaży sugerują, że z tej obietnicy niewiele wynika.
Człowiek jako produkt
Im popularniejsza aplikacja, tym więcej trzeba zapłacić za dostęp do pełnej wersji. Już samo to daje do myślenia: żeby „skutecznie” szukać miłości życia, najpierw trzeba wykupić abonament. Płatny pakiet nie gwarantuje jednak, że ktokolwiek po drugiej stronie ekranu mówi prawdę. Jak zauważa prof. Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, użytkownicy kreują wizerunek pod rynek matrymonialny: retuszują zdjęcia, podkręcają biogramy, chowają wszystko, co mogłoby „obniżyć wartość oferty”. Człowiek staje się własnym działem marketingu. Do tego dochodzi porównywanie się z cudzymi profilami, które skutecznie zaniża samoocenę - konkurencja zawsze ma lepsze zdjęcia z wakacji.
Mechanizm przesuwania zdjęć, choć wygodny, uprzedmiotawia oglądanych kandydatów. Urwane rozmowy, ghosting, nadmierna bezpośredniość – to nie wypadki przy pracy, tylko zachowania, do których ta konstrukcja wprost zachęca. Randkowanie zaczyna przypominać zakupy online: produkt można obejrzeć, dodać do koszyka i porzucić przed kasą. Kolejne profile zlewają się przy tym w jedną całość i żeby ktoś w ogóle skłonił nas do spotkania, musi wyraźnie odstawać od reszty.
Mniejsza satysfakcja, słabsze uczucia
Zespół kierowany przez dr Martę Kowal z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego przebadał 6646 osób pozostających w związkach, korzystając z danych zebranych w 50 krajach. Wniosek: osoby, które poznały partnera w sieci, deklarowały niższą satysfakcję ze związku i mniej intensywną miłość – mniejszą intymność, namiętność i zaangażowanie – niż pary poznane offline. Prof. S. Craig Roberts, współautor badania, wskazuje na kilka przyczyn. Pary z „realu” częściej mają wspólnych znajomych, podobne wykształcenie i światopogląd. Fundament, którego algorytm nie potrafi policzyć. Co ciekawe, amerykańskie badania sprzed kilkunastu lat sugerowały coś dokładnie odwrotnego. Według badaczy zmieniło się samo randkowanie w sieci: dawne portale nastawione na budowanie stałych relacji wyparły aplikacje premiujące kontakty krótkoterminowe.
Ghosting, czyli znikanie bez paragonu
Kiedyś rozstanie wymagało rozmowy – nagłe zniknięcie z czyjegoś życia kosztowało znacznie więcej niż dziś. Aplikacje pozwalają wymazać się jednym kliknięciem: wystarczy zablokować. Po tygodniach rozmów, po zwierzeniach, czasem po spotkaniach – ktoś po prostu przepada. W rozmowie z Hanną Lis dla „Elle” seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski porównuje randkowanie online do supermarketu, w którym ludzi bierze się z półki i zwraca, tyle że bez paragonu i bez procedury zwrotu. Ghosting wynika wprost z takiego podejścia i z paradoksu wyboru: kontakt trwa, dopóki nie pojawi się ktoś „lepiej dopasowany”. Porzucony zostaje z pytaniem, co jest z nim nie tak. Gryżewski nie ma wątpliwości: nic. Problem leży po stronie tego, kto znika.
Młodzi zresztą coraz częściej wystawiają aplikacjom rachunek. W sondażu Forbes Health 79 proc. przedstawicieli pokolenia Z deklaruje wypalenie randkowe – zmęczenie powtarzalnymi rozmowami, brakiem prawdziwej więzi i znikającymi rozmówcami. Zamiast swipe'ować, zapisują się na zajęcia, chodzą na wydarzenia, angażują się w wolontariat. I słusznie: według CBOS najwięcej młodych par, 24 proc., poznało się na prywatnych spotkaniach i imprezach u znajomych. Algorytm, który miał zoptymalizować miłość, na razie przegrywa z domówką.








