FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Art & Dizajn

Emil Bucki: „Nie wierzę, że ktokolwiek naprawdę może o sobie powiedzieć, że jest wolny” [WYWIAD]

Autor: Jakub Pojda
12-08-2026
Emil Bucki: „Nie wierzę, że ktokolwiek naprawdę może o sobie powiedzieć, że jest wolny” [WYWIAD]
Emil Bucki: „Nie wierzę, że ktokolwiek naprawdę może o sobie powiedzieć, że jest wolny” [WYWIAD]
Emil Bucki, fot. Igor Kozieradzki

Emil Bucki traktuje malarstwo jako sposób budowania komunikatów. Przy okazji wystawy w Bunkrze Sztuki opowiada o wolności, która bardziej przypomina izolację niż swobodę, oraz o pracy artysty, który sam dla siebie staje się nadzorcą.

materiał pochodzi z numeru K MAG 127 Into the Wild 2026, tekst: Jakub Pojda

Urodziłeś się w Lublinie, skończyłeś liceum plastyczne w Nałęczowie, potem ASP w Krakowie, teraz mieszkasz w Warszawie. Które z tych miejsc cię uformowało?

W sumie żadne z nich. Najbardziej formacyjnym doświadczeniem była dla mnie wschodnia Ukraina, a dokładnie Donieck. Mieszka tam część mojej rodziny. Wyjazdy do babci, wakacje tam spędzane były doświadczeniem, które mnie ukształtowało. Szkoły i uczelnie były raczej kolejnymi etapami, nie mam poczucia, że mnie zasadniczo zmieniły. Starałem się zawsze bardziej wyizolować niż wchodzić w ich rytm. W gimnazjum miałem mniej niż pięćdziesiąt procent obecności, w liceum też funkcjonowałem głównie w swoim świecie. Nie byłem osobą, która szczególnie żyła życiem towarzyskim lub określała się poprzez przynależenie do jakiejś grupy.

 

Masz dziś poczucie przynależności do jakiegoś miejsca?

Moim domem rodzinnym jest dom mojej babci, ale wiem, że najprawdopodobniej nigdy już do niego nie wrócę. Gdybym miał dziś wskazać miejsce dla siebie, powiedziałbym: bunkier. Podobają mi się takie zbieżności losu – wystawa w Bunkrze Sztuki pojawiła się w momencie, kiedy nabrałem przekonania, że prawdziwa wolność możliwa jest tylko w bunkrze, w totalnej izolacji. A ta oczywiście jest niemożliwa.

 

Co to dla ciebie znaczy?

Określenie „bańka społeczna” wydaje mi się nieaktualne. Bańki wcześniej czy później pękają, nie da się ich zacementować. Obecnie mam wrażenie, że wszyscy się bunkrujemy, uciekamy przed natłokiem rzeczywistości, przemian i chaosu, barykadując się we własnym mentalu. Czasem tak mocno, że potrzebujemy już tylko kogoś, kto potwierdzi nam nasze własne przekonania o tym jak wygląda świat. Nie jest to nowość, lecz dominanta, znak czasów: wycofanie, zabunkrowanie, potrzeba zastąpienia rzeczywistości własnym prostszym, ale kompleksowym obrazem świata.

 

Twoim podstawowym medium jest malarstwo. Czy myślisz o nim jako o czymś stałym? 

Gdy wybierałem kierunek studiów miałem jeszcze naleciałości z liceum. Wydawało mi się, że malarstwo jest czymś szlachetnym, niemal misyjnym. Kraków trochę to we mnie zabił, obrzydził ten sposób myślenia. Nienawidzę słowa „artysta” – brzmi pretensjonalnie. Nie postrzegam tego, czym się zajmuję, jako „Malarstwo”. Medium jest dla mnie narzędziem. Tworzę komunikaty wizualne, które obrazują jakiś stan, moją obserwację lub w miarę możliwości zunifikowane doświadczenie. 

 

W twoich obrazach często pojawia się figura, gest, ciało. Czym ono jest: świadkiem, ofiarą, nośnikiem historii?

Ciało jest narzędziem. Kolejnym narzędziem, obok farb, pędzli czy aerografu. Mógłbym obciąć ręce i powiesić je na gwoździu obok szpachli, oczywiście mówię to metaforycznie, ale tak właśnie je traktuję. Ciało nie jest dla mnie samo w sobie motywem czy autonomicznym tematem, tylko symbolem, poprzez który można budować komunikat.

 

Czy malarz powinien opowiadać się politycznie?

Nie będę nikomu dyktować, co ma robić. Sam unikam jednoznacznego opowiadania się po którejkolwiek ze stron, starając się spojrzeć bardziej kompleksowo. Przeprowadziłem się do Warszawy nie dlatego, że tu kreci się rynek, tylko dlatego, że chciałem znaleźć się w epicentrum konfliktu: społecznego, kulturowego, klasowego. W stolicy te napięcia są bardziej nasycone i wyraziste. Nawet jeśli nie zawsze widać je na powierzchni. Uważam jednak, że jeśli jest cokolwiek przydatnego w takiej jak moja działalności, to fakt, że możemy zadawać pytania, a nie dawać odpowiedzi. Z nią można się już tylko zgodzić albo nie – i na tym koniec. Sztuka za bardzo zaangażowana łatwo staje się zamówieniem, a autor narzędziem, z którego korzysta ktoś inny.

 

Od czego zaczynasz?

Na pewno nie wstaję o szóstej rano. Wstaję wtedy, kiedy się obudzę, i nie zawsze od razu. Motywy przychodzą same, długo wiercą się w głowie jak brudne ubrania w bębnie pralki, aż w końcu po nie sięgnę, gdy przyjdzie moment. Mam na pewno potrzebę kontroli. Planuję. Kiedy zaczynam obraz, mniej więcej wiem, jak będzie wyglądał. Zostaje więc tylko go zrobić, a to przy moich formatach kwestia czysto fizycznego wysiłku. Przypadek jest podniecający, ale kiedy próbowałem nim grać, miałem zbyt dużo różnych możliwości, postanowiłem je ograniczyć, uzyskując spójność, zwięzłość i klarowność formy. Na studiach byłem zapisany do pracowni grafiki – myślę, że to było doświadczenie rozwijające i uwalniające mój warsztat.

„Niech to zostanie między nami”, Emil Bucki

Stąd aerograf i graficzność twoich obrazów?

Tak. Aerograf interesuje mnie jako narzędzie bardziej graficzne niż środek budowania malarskiej ekspresji. Nie pociąga mnie „rozmalowana” materia, tkanka, sama malarskość. Ona skrywa i gubi istotę rzeczy. 
Staram się maksymalnie zunifikować powierzchnię płótna, żeby komunikat był jak najbardziej czytelny. Format też ma znaczenie, jako osoba z naleciałościami totalitarnymi chciałbym widza przytłoczyć. Obraz ma być wykrzyknikiem.

 

Jaką rolę odgrywa tytuł?

Jest rameczką wokół obrazu. Czasem są one cytatami z piosenek, książek albo prześmiewczymi parafrazami innych dzieł. Otwarcie mówię, że żeruję na kulturze, często powierzchownie. Nie zależy mi na pozie erudyty przetwarzającego naszą skomplikowaną kulturę, to tylko barbarzyńskie korzystanie: ukraść słowo, przerzucić je na płótno i nadać mu nowe znaczenie. Interesują mnie zwłaszcza rzeczy emblematyczne – na przykład pieśni, które kiedyś wzywały do rewolucji, a później wracają jako gest kolejnego, skazanego na rozczarowanie zrywu. Chciałbym, by te rameczki dopełniały lub otwierały interpretację.

 

Gdzie przebiega granica między opowiadaniem o przemocy a używaniem jej jako atrakcyjnego tematu?

Przemoc jest atrakcyjna i wszyscy w jakimś sensie z tego korzystają. Jest podniecająca, bo człowiek ją z siebie wypiera, chcąc widzieć się jako tę cywilizowaną małpę, której się udało. Ja widzę na horyzoncie raczej archaizację stosunków międzyludzkich – i stąd prawdopodobnie te tematy. Nie chcę odpowiadać na to pytanie wprost, bo każda myśl odziana w słowa jest w dużej mierze kłamstwem. Powiem inaczej: mam w głowie zdjęcie z Muzeum Tretiakowskiego, na którym kobieta na widok obrazu Riepina „Iwan Groźny i jego syn Iwan” wymiotuje. To jest dla mnie pewien ideał reakcji na sztukę. Nie chodzi o dosłowność, tylko o przełamanie bariery, o doświadczenie fizyczne, fizjologiczne, wykraczające poza powierzchowną atrakcyjność malatury obrazu.

 

Bardzo szybko wszedłeś w obieg konkursów i nagród. One pomagają pracować czy produkują oczekiwania?

Dobrze odnajduję się w roli szczura wyścigowego i daje mi to satysfakcję. Konkursy dają widoczność, pięć minut, punkt w CV, potwierdzenie dla innych ludzi, że to, co robisz, „się nadaje”. Ale sobie samemu niczego w ten sposób nie udowodnisz. Efekt samozadowolenia jest chwilowy i lepiej się od niego trochę izolować. To niczym nie smakuje, niczym nie pachnie, nie da się dotknąć. Istnieje przede wszystkim w głowach innych.

 

Myślisz o tym, gdzie będziesz za kilka lat?

Chciałbym zobaczyć, co będzie dalej. Nie mam wielkich oczekiwań ani celów. Wydaje mi się, że najlepiej przyjmować to, co daje los, i być za to wdzięcznym na tyle, na ile się da. Po wystawie w Bunkrze Sztuki mam jednak poczucie, że powinienem się bardziej oszczędzać i zwolnić tempo. Ludzie myślą, że artysta jest wolnym atomem, robi, co chce, i nie ma nad sobą presji. To nieprawda. Jestem sam swoim szefem, więc sam siebie wyzyskuję, okradam z życia, trzymam w rękach kij i marchewkę. Nie mam nikogo, na kogo mógłbym sobie ponarzekać, pretensje mogę mieć tylko do siebie.

„Lobotomia”, Emil Bucki

Czy wejście w stałą współpracę z galerią nie zdjęłoby z ciebie części tej odpowiedzialności?

Być może, ale nie chciałbym w tej chwili tracić decyzyjności, która w istocie niesie ze sobą ten ciężar. Chociaż naiwnością byłoby z mojej strony zakładać, że w ogóle jakąkolwiek decyzyjność nad własnym życiem posiadam. W moich pracach coraz mocniej wybrzmiewa temat współzależności. Ludzkość jest jak mrowisko: jesteśmy zależni od siebie, nawet jeśli żyjemy w kulturze skrajnego indywidualizmu.

 

Tematem numeru jest wolność. Czy kiedykolwiek czułeś się wolny?

Paradoksalnie najbardziej wolny czułem się jako dziecko, czyli wtedy, kiedy byłem totalnie ubezwłasnowolniony. Nie miałem odpowiedzialności, byłem zaopiekowany, a jednocześnie nie czułem, że ktoś mnie „wychowuje”. Uważam, że pozwolenie dziecku po prostu być jest świetną metodą wychowawczą. Dzieciństwo jest dla mnie rajem utraconym. W dorosłości wolność wydaje się czymś bardzo nośnym, ale nie wierzę, że ktokolwiek naprawdę może o sobie powiedzieć, że jest wolny. Żeby być wolnym, trzeba by było być wolnym od wspomnień, doświadczeń, traum. Trzeba by dostać amnezji i zacząć od nowa.

 

Mówisz też o poczuciu wynarodowienia. Jak ono wpływa na twoje myślenie?

Mam wrażenie, że jestem człowiekiem wynarodowionym. Nie do końca rozumiem polską kulturę, wiele jej kodów jest mi obcych. Patrzę na zastanę konflikty, raczej obserwując mechanizmy, które w nas aktywują. Duży wpływ miało na mnie to wschodnie doświadczenie – ukraińsko-rosyjsko-białorusko-postradzieckie. Dla części mojej rodziny upadek Związku Radzieckiego był zatonięciem Atlantydy. 
To byli ludzie zagubieni do końca życia. Ta trauma, może nawet genetyczna, myślę, że jest we mnie nadal aktywna. W jednym z wywiadów Brodski mówi, że ludzie bardzo lubią określać się poprzez wielkie kwantyfikatory: narodowość, religia, poglądy ekonomiczne, polityczne, podziały prawactwo – lewactwo. Zamiast po prostu zrozumieć jakimi są dla bliskich, dalekich i przypadkowo spotkanych w życiu ludzi. Myślę, że miał rację i chciałbym bardziej pracować nad tym aspektem swojego stosunku do świata.

 

Na koniec: jesteś szczery dla samego siebie?

Zapytaj mnie za dwadzieścia lat. Na pewno nie jestem wobec siebie szczery na tyle, by dokonywać publicznych wiwisekcji. Mam dużą dozę zachowawczości. Mniej więcej wiem, kiedy się okłamuję z przyjemnością i w pełni świadomie. Staram się nie robić nic wbrew własnym przekonaniom, pozwalam sobie na momenty słabości, kiedy bardziej kieruje mną instynkt niż racjonalna ocena sytuacji.

Wybierz Waszą Pracę Miesiąca: zagłosuj w konkursie

Polecane

Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]

Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]

Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]

Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]

Typy Muzyka, czyli Lass, powrót Keleli i album „Enjoy!”– ostatni projekt współtworzony przez Michała Urbaniaka

Typy Muzyka, czyli Lass, powrót Keleli i album „Enjoy!”– ostatni projekt współtworzony przez Michała Urbaniaka

Typy Art, czyli Alexander Calder, Dispatch Art i rdzenny futuryzm

Typy Art, czyli Alexander Calder, Dispatch Art i rdzenny futuryzm

Typy Moda, czyli Pola Wiślicz, projekt „Exactitudes” i styl Georgii O’Keeffe

Typy Moda, czyli Pola Wiślicz, projekt „Exactitudes” i styl Georgii O’Keeffe

Alex Hayel: „Wrażliwość zaczyna się tam, gdzie jesteś w pełni sobą” [WYWIAD]

Alex Hayel: „Wrażliwość zaczyna się tam, gdzie jesteś w pełni sobą” [WYWIAD]

Polecane

Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]

Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]

Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]

Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]

Typy Muzyka, czyli Lass, powrót Keleli i album „Enjoy!”– ostatni projekt współtworzony przez Michała Urbaniaka

Typy Muzyka, czyli Lass, powrót Keleli i album „Enjoy!”– ostatni projekt współtworzony przez Michała Urbaniaka

Typy Art, czyli Alexander Calder, Dispatch Art i rdzenny futuryzm

Typy Art, czyli Alexander Calder, Dispatch Art i rdzenny futuryzm

Typy Moda, czyli Pola Wiślicz, projekt „Exactitudes” i styl Georgii O’Keeffe

Typy Moda, czyli Pola Wiślicz, projekt „Exactitudes” i styl Georgii O’Keeffe

Alex Hayel: „Wrażliwość zaczyna się tam, gdzie jesteś w pełni sobą” [WYWIAD]

Alex Hayel: „Wrażliwość zaczyna się tam, gdzie jesteś w pełni sobą” [WYWIAD]

Więcej od autora

Przewodnik kulturalny. 5 wystaw, które warto zobaczyć w lipcu

Przewodnik kulturalny. 5 wystaw, które warto zobaczyć w lipcu

Typy Art, czyli Alexander Calder, Dispatch Art i rdzenny futuryzm

Typy Art, czyli Alexander Calder, Dispatch Art i rdzenny futuryzm

Przewodnik kulturalny. 6 wystaw, które warto zobaczyć w czerwcu

Przewodnik kulturalny. 6 wystaw, które warto zobaczyć w czerwcu

Przewodnik kulturalny. 5 wystaw, które warto zobaczyć w lipcu

Przewodnik kulturalny. 5 wystaw, które warto zobaczyć w lipcu

Typy Art, czyli Alexander Calder, Dispatch Art i rdzenny futuryzm

Typy Art, czyli Alexander Calder, Dispatch Art i rdzenny futuryzm

Przewodnik kulturalny. 6 wystaw, które warto zobaczyć w czerwcu

Przewodnik kulturalny. 6 wystaw, które warto zobaczyć w czerwcu

FacebookInstagramTikTokX
Wybierz Waszą Pracę Miesiąca: zagłosuj w konkursie