FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Ludzie

Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]

Autor: Agnieszka Sielańczyk
18-06-2026
Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]
Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]
fot. Wojtek Serowik

Mistrzyni świata i Europy w wioślarstwie, wicemistrzyni olimpijska. Dziewczyna zbudowana z precyzji i dzikości jednocześnie. Z Katarzyną Zillmann rozmawiamy o tym, czego uczy woda, i dlaczego wolność to nie ucieczka, a powrót.

materiał pochodzi z numeru K MAG 127 Into the Wild, tekst: Agnieszka Sielańczyk

Masz z wodą relację, która wydaje się wręcz organiczna. Jak to się zaczęło?

Znamy się już ponad piętnaście lat i bardzo się lubimy [śmiech]. Myślę, że nawet się kochamy. Woda mi dała wszystko – ja oddałam jej wszystko, przynajmniej do tej pory. Był taki okres, kiedy dorastałam, kiedy zaczęłam startować w zawodach międzynarodowych, spełniać marzenia z dzieciństwa. Przez cały ten czas byłyśmy nierozłączne. To dzięki temu, że ją zrozumiałam, mogłam pójść dalej.

 

Brzmi jak opis związku.

Bo to jest związek. Praca z wodą w sporcie wyczynowym jest o tyle specyficzna, że to nie jest basen, tu nic nie możesz zaprojektować. To jest żywioł i musisz się z nim idealnie zsynchronizować. Kiedy jest porywisty wiatr, kiedy robi się ekstremalnie – nie możesz panikować. Musisz się dostroić.

A kiedy jest spokojnie, słyszysz idealny dźwięk przecięcia tafli – czysty, precyzyjny. Czujesz synergię z całym otoczeniem. I wchodzisz w taki stan, którego nie da się opisać. Nigdy nie brałam narkotyków, ale wydaje mi się, że to porównywalne uczucie. To może być to, nie?

 

Odpowiem poprawnie: nie wiem. Ten stan – osiągasz go regularnie czy walczysz o każdy raz?

To jest właśnie klucz do poziomu mistrzowskiego. Możesz mieć siłę konia i wydolność faceta, ale jeśli nie złapiesz z wodą wspólnego języka, to się nie uda. Możesz włożyć trzy razy więcej siły i płynąć trzy razy wolniej. Chodzi o to, żeby przepchnąć łódkę, odbijając się od wody – nie przeciąć ją wiosłem i sprawić, żeby stała w miejscu. Musisz użyć siły precyzyjnie: zaczepić wodę, nie stracić oporu ani na chwilę, ale też nie zerwać go siłą. To jest taki bound, który musisz wykonać.

fot. Wojtek Serowikfot. Wojtek Serowik

Uczyłaś się tego na błędach?

Pamiętam, jak miałam piętnaście lat. Obóz klubowy. Był porywisty wiatr, musieliśmy zjechać interwał. Jadę z całej siły — i nic. Trener Kruszkowski mówi z brzegu spokojnie: „Lżej. Lżej, a szybciej”. Nie siłuj się. Zabieraj tę wodę, ale nie walcz z nią. Determinuj, kiedy wchodzisz, kiedy wykonujesz ruch, ale nie spinaj się. I nagle zupełnie inaczej. Motoryka ciała zmieniła się całkowicie. Od tamtej pory słyszę jego głos w głowie, gdy muszę się zmierzyć z wiosłowaniem pod ostry wiatr.

 

Brzmi jak lekcja życia, nie tylko wioślarstwa.

To jest lekcja dla wielu sytuacji. Kiedy staniesz naprzeciw czemuś trudnemu i zaczniesz panikować – będzie gorzej. Odpuść, zachowaj precyzję, działaj krok po kroku – to daje o wiele lepszy efekt niż spięcie.

 

Rozumiem synergię z żywiołem, ale sport wyczynowy to też ból. Kontuzje. Jak godzisz jedno z drugim?

Ten sport polega na tym, że musisz pokochać ból. Serio. Kwas mlekowy, który wydziela się w mięśniach podczas intensywnego wysiłku – to jest informacja wysyłana do mózgu: przestań. I ciało chce przestać. Odcina nogi, dosłownie. Siedzimy w łódkach i pchamy ją siłą nóg, transferując moc przez plecy, i właśnie tam, w nogach, zaczyna się ten ból, z którym musisz żyć, dealować, nauczyć się go olewać i działać dalej. Boli już od drugiej, trzeciej minuty i musisz skupić się na technice, na precyzji, a nie na tym, że boli. Inaczej nic z tego.

fot. Wojtek Serowikfot. Wojtek Serowik

A kiedy ciało odmawia naprawdę?

Wyskakiwał mi dysk. Miałam kontuzję stawu biodrowo-krzyżowego przed ważnymi zawodami. Nie spałam, bo bóle szły od kolana do biodra przez cały czas. Leżałam z nogą na krześle, inaczej nie dało się tego wytrzymać. A rano wstawałam, ciągnęłam tę nogę do łódki i wsiadałam. I cisnęłam. I tak przez kilka miesięcy.

Są momenty, kiedy po prostu nie ma opcji na kontuzję. Nie ma czasu. Jako juniorka bałam się każdej drobnostki, każdego bólu. Teraz wiem, co mogę, a czego nie. Margines tego, czego nie mogę, jest coraz mniejszy. To nie jest lekkomyślność, tylko doświadczenie. Kowalczyk zdobyła złoto olimpijskie z pękniętą kością w stopie. Ja na igrzyskach wlokłam nogę. Takie rzeczy się zdarzają, ale jest granica między tym, co konieczne, a tym, co głupie. Zawsze szukam dobrego lekarza, dobrego specjalisty od treningu medycznego. Nie godzę się na „nie może pani nic zrobić”. Zawsze jest jakieś wyjście.

Oczywiście – to nie jest rada dla ogółu populacji. Ja w końcu wylądowałam na stole operacyjnym, odchorowałam swoje, ale to w zawodowym sporcie niestety się zdarza.

 

„Into the Wild”. Uciec. Zostawić wszystko. Coś w tobie na to reaguje?

Bardzo. Bo ja nie uprawiam sportu w basenie – pracuję z żywiołami. I to nie jest tylko woda. To wiatr. Góry. Mróz. Ekstremalne ciepło, wilgotność, brak tlenu na wysokości. To jest to, do czego tak naprawdę dążymy, te pierwotne instynkty, powrót do siebie, do czegoś sprzed cywilizacji.

 

Finał Mistrzostw Europy 2018 w Glasgow. Pamiętasz?

Wiatr z boku, otwarte fale, ledwo daję radę utrzymać łódkę w torze. A my po prostu lecimy. Łódkę wody przed wszystkimi. Przy takich warunkach to się nie zdarza. To się po prostu nie zdarza. I właśnie dlatego, że nie walczyłyśmy z żywiołem, a dałyśmy mu się zabrać. To jest coś, czego nie zapomnę do końca życia.

fot. Wojtek Serowikfot. Wojtek Serowik

Niedawno wygrałaś zawody krajowe przy ekstremalnych warunkach.

To były pierwsze zawody na dystansie olimpijskim – dwóch kilometrach na jedynkach, czyli umiesz liczyć, licz na siebie! Fale przelewały się przez burtę, wiatr rozwalał tory, organizatorzy przekładali biegi. Ja wygrałam czterema sekundami. I wiesz, co mi pomogło? To, że warunki były hardkorowe. Wtedy przestajesz myśleć. Odrzucasz wszystko. Nie patrzysz, nie obracasz się, nie sprawdzasz, co się dzieje dookoła. Po prostu jedziesz. I cieszyłam się tak, jakbym wygrała Mistrzostwa Świata. Cieszę się też, że od lat dodatkowy spokój procesu treningowego zapewnia mi Totalizator Sportowy, to również pomaga.

 

Trenujesz też w takich warunkach celowo? Na Malcie startowałaś przy wietrze 90 km/h.

Na treningu nie możesz unikać ekstremalnych warunków. Jak jest deszcz – pływasz. Jak są fale – pływasz. Jak wieje, jakby koniec świata – pływasz. Musisz znieść wszystko. I właśnie dlatego ten sport jest piękny, bo jest w naturze, jest nieprzewidywalny. Nie wiesz, co się wydarzy. To szkoła życia w najczystszej formie.

 

Chris McCandless wsiadł do vana, wziął trzy rzeczy i pojechał w głąb Alaski.

Był świetnym studentem, miał wszystko ułożone. Dobrą rodzinę, perspektywy. I zrezygnował ze wszystkiego. Krótko pożył, niestety, ale moim zdaniem poczuł więcej przez ten czas niż większość z nas przez całe życie. My sobie to odbieramy. Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie.

 

On chciał wrócić do natury, uciec od projekcji innych ludzi.

Bohater tej historii miał piękne relacje z napotkanymi ludźmi. Obdarzał ich wrażliwością i uczuciem, które zostawało z nimi na zawsze, kiedy znikał za horyzontem. On chciał uciec od norm, od tego, co „powinien”. Chęci zjednoczenia z naturą nie odbieram jako ucieczki od ludzi. Wydaje mi się, że to próba powrotu do siebie. Dopiero pozbycie się tych umownych powinności odkrywa, czego naprawdę potrzebujemy, i okazuje się, że nie potrzebujemy wiele. Odsuwamy się od świata, gdy decydujemy się na wysiłek stawienia czoła nurtowi. W którym przypadku zatem jesteśmy prawdziwymi outsiderami?

Ja się też odcinam od świata, który wymaga ode mnie określonych norm. Robię to przez sport, przez ciało, przez żywioł. Kiedy wystawiam ciało na ekstremalne warunki, kiedy doprowadzam się do granicy – to jest powrót do siebie. Poznanie tego, do czego naprawdę jestem zdolna.

fot. Wojtek Serowikfot. Wojtek Serowik

Kobiety w sporcie były lekceważone przez dekady. Dopiero od niedawna dostosowuje się ich treningi do badań z udziałem kobiet, nie mężczyzn. A różnic jest trochę.

Zawsze, kiedy kobiety zaczynały zajmować przestrzeń – w sporcie, w polityce, gdziekolwiek – ktoś zamykał drzwi. Jak już raz zobaczysz te mechanizmy, to już nie możesz ich nie zobaczyć. Z potrzeby dzielenia się sportem założyłam fundację. Widzę, jak te dziewczyny trenują – ze mną czy same. Niektóre zapisały się nawet na zajęcia w moim klubie AZS AWF Warszawa. Chciałabym tworzyć więcej wspólnych grup, okazji do spotkań. Emocje są w ciele i piękne jest ich wyrażanie, na przykład poprzez taniec.

Mamy mniej siły, ale już pod względem wytrzymałości różnica między kobietami a mężczyznami jest znacznie mniejsza. I im dłuższy dystans, tym lepiej dla nas. Na ekstremalnych długościach — wielodniowe biegi ultra, przepływanie otwartych wód – kobiety trzymają rekordy. Mamy inną fizjologię, inne mechanizmy spalania, inne zarządzanie energią.

 

A kwestia treningów dostosowanych do kobiecego cyklu?

Badania z udziałem kobiet były trudne do wykonania właśnie ze względu na cykl hormonalny kobiet. To zresztą temat na osobny wywiad, serio. Ale powiem tyle: dopiero teraz, na poziomie elitarnym, zaczyna się dopasowywać programy treningowe do kobiecego cyklu hormonalnego, który realnie wpływa na siłę, wydolność, regenerację i ryzyko kontuzji.

 

Mówisz, że sport cię uziemia. Co to konkretnie znaczy?

Kiedy jestem na wodzie, w ruchu, kiedy czuję ciężar własnej pracy – przypomina mi to, kim jestem. I że żaden medialny szum, żadna plotka, żaden zewnętrzny hałas mnie nie definiuje. Definiuje mnie praca, jaką włożyłam w sport.

 

Skąd ta odwaga, żeby żyć poza oczekiwaniami innych?

Dorastałam w blokach z wielkiej płyty, na PRL-owskim osiedlu. Biegałam, rywalizowałam i cieszyłam się dzieciństwem na pełnym gazie. Byłam duszą młodego towarzystwa. Później zaczęły pojawiać się schematy, powinności dotyczące płci. Poczułam, że jako dziewczynka muszę często iść pod wiatr, żeby zachować swoją tożsamość.

Trenowałam. Po treningu jadłam banana i kiełbasę i szłam na drugi trening. Poruszałam się w systemie Szkoły Mistrzostwa Sportowego, który mi pomagał, ale przede wszystkim miałam matkę, która zawsze stała za mną murem – dosłownie.

 

Dosłownie?

Wychodzę kiedyś z klatki, jakieś dzieciaki pytają głośno: „Chłopak czy dziewczyna?”. Wchodzę do mieszkania i mówię mamie. Ona wkłada kurtkę, schodzi, staje przed nimi: „Jeszcze raz coś do mojego dziecka powiedz, a gorzko pożałujesz” [śmiech]. I nie powiedziała przy tym: „Może załóż sukienkę, to nie będą cię zaczepiać”. Nic z tych rzeczy. Miałam ulubiony zestaw w moro i tak biegałam.

fot. Wojtek Serowikfot. Wojtek Serowik

Czy nazwałabyś to, co robisz, tę swoją wolność – dzikością?

Na sto procent. Ta dzikość to odwaga, żeby wyjść poza oczekiwania innych i robić to, do czego naprawdę zostałyśmy stworzone. Do czerpania z możliwości własnych ciał, przesuwania granic wytrzymałości, do bycia panią we własnym ciele. Ta odwaga to również to, żeby nie siedzieć w odpowiedni sposób, nie uśmiechać się na sygnał. Próbują wmówić kobiecie, że powinna — a ja za bardzo kojarzę tę wizję. I robię na odwrót.

 

Jak to wpływa na ludzi dookoła?

Najpiękniejsze, co dostaję, to kiedy ktoś do mnie pisze, że dzięki mnie zrozumiał, że nie musi się powstrzymywać. Że ta ekspresja jest dobra, ciekawa, że można być sobą i cieszyć się z tego. Mamy jedno życie – czemu mamy je spędzić ze spiętymi rękami? Życie nie jest aż tak poważne, nie?

 

Na sesję zdjęciową przyszłaś z tym wszystkim – atletycznym ciałem, energią, dziką obecnością. Co odkryłaś w tym procesie?

Ta sesja utwierdziła mnie w przekonaniu, że jestem też delikatna. Naprawdę. W projektach artystycznych, w których teraz uczestniczę, ujawniam tę sensualność i wrażliwość, która we mnie zawsze była, tylko rzadko pokazuję ją publicznie. Chciałam to zrobić jako dowód, że nie muszę się okopywać po jednej stronie – ani po stronie siły, ani po stronie wrażliwości. Że obie te rzeczy tworzą całość i że ta całość nie musi mieć nazwy.

 

Sesja odbyła się w polowych warunkach.

Było zimno, ale ja mam zahartowane ciało całe życie, następnego dnia nie miałam nawet kataru. Traktowałam to jak dzień treningowy. Było zadanie, trzeba było je wykonać. I co się okazało? Że mogę używać swojego ciała z pełną świadomością – zarówno z atutu siły, jak i wrażliwości. Jedno i drugie jest kobiece. Jedno i drugie jest moje.

 

Co jest dla ciebie prawdziwym smakiem życia?

Ta odwaga i ta dzikość. To jest prawdziwy smak życia. Kiedy wychodzisz poza to, czego oczekują od ciebie inni. Kiedy przestajesz pytać o pozwolenie. Kiedy wchodzisz w żywioł – dosłownie albo w przenośni – i przestajesz z nim walczyć. Po prostu płyniesz.

fot. Wojtek Serowikfot. Wojtek Serowik

foto i dyrekcja artystyczna photo & art direction Wojtek Serowik

stylizacja styling Aleksander Kotłowski

makijaż makeup Klaudia Konarska

włosy hair Adam Kufel

produkcja production Marcelina Słomian / K MAG

asystenci fotografa photographer’s assistants Łukasz Biernat, Miko Marczuk, Jan Suchorab

asystentka produkcji production assistant Anna Mróz / K MAG

asystentka stylisty stylist’s assistant Dominika Kowalska

asystentka sesji photoshoot assistant Anna Rupacz / K MAG

podziękowania dla special thanks to ciemnia darkroom a10 & Fundacja Las Na Zawsze

katering catering brainfarm biohacking cafe&bistro

Najnowsze wydanie do kupienia w naszym sklepie oraz w salonach prasowych.

Polecane

 „Instynkt macierzyński”: to jeden z mocniejszych dokumentów true crime, jakie widziałam [RECENZJA]

„Instynkt macierzyński”: to jeden z mocniejszych dokumentów true crime, jakie widziałam [RECENZJA]

Ponad połowa przedstawicieli generacji Z boi się poczucia cringe'u

Ponad połowa przedstawicieli generacji Z boi się poczucia cringe'u

Typy Moda, czyli Pola Wiślicz, projekt „Exactitudes” i styl Georgii O’Keeffe

Typy Moda, czyli Pola Wiślicz, projekt „Exactitudes” i styl Georgii O’Keeffe

Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]

Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]

6 queerowych filmów z happy endem

6 queerowych filmów z happy endem

Kto trzyma wyłącznik do AI? Anthropic i koniec wygodnej iluzji

Kto trzyma wyłącznik do AI? Anthropic i koniec wygodnej iluzji

Polecane

 „Instynkt macierzyński”: to jeden z mocniejszych dokumentów true crime, jakie widziałam [RECENZJA]

„Instynkt macierzyński”: to jeden z mocniejszych dokumentów true crime, jakie widziałam [RECENZJA]

Ponad połowa przedstawicieli generacji Z boi się poczucia cringe'u

Ponad połowa przedstawicieli generacji Z boi się poczucia cringe'u

Typy Moda, czyli Pola Wiślicz, projekt „Exactitudes” i styl Georgii O’Keeffe

Typy Moda, czyli Pola Wiślicz, projekt „Exactitudes” i styl Georgii O’Keeffe

Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]

Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]

6 queerowych filmów z happy endem

6 queerowych filmów z happy endem

Kto trzyma wyłącznik do AI? Anthropic i koniec wygodnej iluzji

Kto trzyma wyłącznik do AI? Anthropic i koniec wygodnej iluzji

Więcej od autora

Czy krótki metraż to przyszłość branży filmowej?

Czy krótki metraż to przyszłość branży filmowej?

 „Instynkt macierzyński”: to jeden z mocniejszych dokumentów true crime, jakie widziałam [RECENZJA]

„Instynkt macierzyński”: to jeden z mocniejszych dokumentów true crime, jakie widziałam [RECENZJA]

Test Bechdel oblały nie tylko klasyki. Oskarżenia o seksizm dotyczą również wielu nowych produkcji

Test Bechdel oblały nie tylko klasyki. Oskarżenia o seksizm dotyczą również wielu nowych produkcji

Czy krótki metraż to przyszłość branży filmowej?

Czy krótki metraż to przyszłość branży filmowej?

 „Instynkt macierzyński”: to jeden z mocniejszych dokumentów true crime, jakie widziałam [RECENZJA]

„Instynkt macierzyński”: to jeden z mocniejszych dokumentów true crime, jakie widziałam [RECENZJA]

Test Bechdel oblały nie tylko klasyki. Oskarżenia o seksizm dotyczą również wielu nowych produkcji

Test Bechdel oblały nie tylko klasyki. Oskarżenia o seksizm dotyczą również wielu nowych produkcji

FacebookInstagramTikTokX