Aleksandra Rita Maczuga zadebiutowała na łamach naszego 127 numeru „Into the Wild” i opowiedziała o tym, co warto śledzić w świecie mody. W jej selekcji znalazł się temat indywidualności jako zbiorowej fantazji w projekcie „Exactitudes” Ariego Versluisa i Ellie Uyttenbroek. Autorka próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie: kto naprawdę jest muzą? A także przyjrzała się Poli Wiślicz, młodej polskiej projektantce, która zaprezentowała swoją kolekcję dyplomową MA FW26 podczas pierwszego dnia London Fashion Week.
Luksus – kontrola czy jej świadoma utrata?
Haute couture to najwyższa forma krawiectwa, system oparty na ręcznej pracy i absolutnej precyzji, który przez dekady definiował luksus jako perfekcję. Dziś jednak ta definicja zaczyna się zmieniać. Pola Wiślicz, młoda polska projektantka, która zaprezentowała swoją kolekcję dyplomową MA FW26 podczas pierwszego dnia London Fashion Week, w ramach pokazu Central Saint Martins, podkreśla, że luksus nie polega już na kontroli, ale na jej świadomej utracie. „Proces nigdy nie jest idealny i to jest w nim najciekawsze”, mówi projektantka. Jej podejście do krawiectwa opiera się na intuicji: ręcznych haftach, które eksponują swoją niedoskonałość. Widać, że ubranie zostało wykonane przez człowieka, że niesie ślad pracy, czasu i decyzji podejmowanych w trakcie tworzenia. „Ważne jest dla mnie tworzenie projektów, których nie da się odtworzyć, każdy element kolekcji staje się wtedy unikatem niosącym wyjątkowość”. Haute couture okazuje się być jedną z najbardziej zrównoważonych praktyk. „Chciałabym sprzedawać tylko tyle, ile jestem w stanie wytworzyć”, mówi projektantka. Praca z naturalnymi materiałami, wysoka jakość i poszanowanie procesu stają się fundamentem tego podejścia. Jednocześnie należy zwrócić uwagę na potrzebę zmiany w postrzeganiu dostępności couture. „Chciałabym, żeby szycie na miarę było dostępne dla większej liczby osób, nie tylko dla wybranej grupy. Przecież kiedyś było to czymś zupełnie naturalnym, ubrania powstawały dla konkretnej osoby”. To powrót do pierwotnej formy – relacji między twórcą a odbiorcą. Luksus nie polega więc na perfekcji, ale na zmianie perspektywy – uważności oraz świadomości, która stoi za każdym wyborem. Czy jesteśmy gotowi płacić za proces, a nie tylko za efekt?
fot. Kaiwei Duan, modelka Seham Aar
Kto naprawdę jest muzą?
Zaczyna się od dzikości, impulsu, obsesji, która szuka nie tyle inspiracji, co ujścia. W przeszłości relacja między kobietą a artystą korespondowała z koncepcją „élan vital” („pędu życia”) Bergsona, która zakłada, że życie jest dynamiczną, nieustannie odnawiającą się siłą. W tym sensie muza była sposobem ponownego podłączenia się do „pędu życia”. Nie chodziło o samą personę, lecz o to, co umożliwiała – często ucieleśniała młodość, uporządkowanie chaosu oraz pragnień poprzez nadanie im formy. Artysta nie tworzył dzięki niej, lecz poprzez nią, co sprawiało, że relacja ta często oscylowała na granicy obsesji. Audrey Hepburn dla Givenchy’ego, Kate Moss dla Calvina Kleina czy Edie Sedgwick dla Warhola – każda z nich stała się ikoną, silnie kojarzoną z określoną estetyką i nazwiskiem twórcy. Ich wizerunki funkcjonowały jako część wizji, w której znaczenie było definiowane przez kontekst marki. W świecie mody widzialność od zawsze była podstawową funkcją, problem w tym, że widzialność nigdy nie oznaczała głosu. Muza w modzie była więc nie tyle podmiotem, co narzędziem narracji. Jej zadaniem było „uniesienie” idei. To dlatego tak często powtarza się określenie „twarz marki”, a nie „głos marki”. Dziś ten model zaczyna się powoli rozpadać, bo przecież w erze inkluzywności nie chodzi już tylko o obecność, lecz o sprawczość. Idealnym przykładem na to jest relacja na przykład Haidera Ackermanna i Tildy Swinton, które redefiniują klasyczny układ. Swinton nie „nosi” ubrań, lecz je interpretuje, współtworzy ich znaczenie. Podobny kierunek można zauważyć także w polskiej modzie, wielu projektantów inspiruje się ciałem kobiecym w sposób głębszy niż tylko jako estetyczne odniesienie czy powierzchowna forma. Oczywiście nie oznacza to całkowitego porzucenia tego schematu, bo relacja oparta na projekcji oraz fascynacji jest głęboko zakorzeniona zarówno kulturowo, jak i psychologicznie. Odpowiedź na pytanie „Kto naprawdę jest muzą?” może być łatwiejsza, niż nam się wydaje – każdy albo nikt. Różnica polega tylko na tym, kto ma kontrolę.
„Flaws ‘22 by Alex Hayel”, fot. Alex Hayel, modelka Zuza KacperczykIndywidualność to zbiorowa fantazja
Czy tak naprawdę jesteśmy unikalni, wyjątkowi, niepowtarzalni? Wystarczy spojrzeć uważniej, by dostrzec coś zupełnie innego – powtarzalność oraz pewien wzór. Pierre Bourdieu, socjolog, opisywał nasze wybory jako część habitusu, czyli zbioru nawyków i wyrobów kształtowanych przez nasze otoczenie. Projekt „Exactitudes” Ariego Versluisa i Ellie Uyttenbroek, wielokrotnie prezentowany w formie wystaw międzynarodowych, a także funkcjonujący jako publikacja książkowa wydana przez IDEA Books, opiera się właśnie na tej obserwacji. Setki ułożonych w siatki portretów pokazują ludzi, którzy, choć przekonani o swojej wyjątkowości, wpisują się w wizualne schematy. Ari Versluis zauważa, że im bardziej ktoś próbuje być wyrazisty, tym łatwiej wpisać go w konkretną kategorię, a próba wyróżnienia się często prowadzi do odnalezienia własnej „grupy wyróżniających się”. Nie chodzi o to, że wszyscy wyglądamy tak samo, bardziej o to, że działamy w podobny sposób – obserwujemy, inspirujemy się, kopiujemy, czasem nawet nieświadomie. Chcemy się wyróżnić, ale jednocześnie chcemy pasować – gdzieś pomiędzy tym powstaje nasz styl. „Exactitudes” nie dokumentuje więc wyłącznie wyglądu, pokazuje sposób, w jaki myślimy o sobie i o innych. Versluis wielokrotnie podkreślał, że ludzie często nie zdają sobie sprawy, jak bardzo chcą się klasyfikować. Bardzo często jedynie wydaje nam się, że wybieramy ubrania spontanicznie, że to jest nasze. „Ulica zawsze jest odpowiedzią – to właśnie tam widać najlepiej, jak te wybory funkcjonują w rzeczywistości”. Można stwierdzić, że im bardziej świadomi jesteśmy swojego stylu, tym bardziej stajemy się czytelni. Wyrazistość nie wyklucza powtarzalności, wręcz ją wzmacnia. Oryginalność nie polega na byciu innym, ale na tym, jak odnajdujemy się wśród podobnych.
projekt „Exactitudes”, fot. Ari Versluis, stylizacja Ellie UyttenbroekUbranie jako manifest obecności – styl Georgii O’Keeffe
Opisywana jako „buntowniczka ubioru, zanim została radykalną malarką”, Georginia O’Keeffe traktowała modę niczym przestrzeń wyboru. Postrzegała ubrania jako „energetyczną klarowność” przez pryzmat minimalizmu – nie dla efektu, ale jako sposób dotarcia do tego, co najbardziej osobiste i prawdziwe. Jej styl nie był spektakularny, był konsekwentny, był rozmową z otoczeniem i materią, często określano go także jako androgeniczny. Podkreślała indywidualność, jednocześnie odrzucając wszystko, co zbędne – wygoda i prostota były dla niej warunkiem autentyczności. Kiedy znajdowała formę, która odpowiadała jej ciału i potrzebom, wielokrotnie ją powtarzała. Żyjąc w odosobnieniu na pustyni w Nowym Meksyku, wciąż traktowała ubiór jako integralną część codzienności, coś, co kształtuje jej sposób bycia i wpływa na proces twórczy. Istotną rolę w jej podejściu odgrywała także uważność na detal. Mosiężna broszka „OK” zaprojektowana przez Alexandra Caldera, którą nosiła przez lata, stała się jej znakiem rozpoznawczym. Sposób ekspresji nie był efektem potrzeby bycia widzianą, ale wynikał z głębokiej zgodności z ciałem i wartościami. Czego uczy nas relacja z ubraniem Georginii O’Keeffe? Odrzuć wszystko, co przytępia twój głos, pozwól, by prostota wyostrzyła twoją obecność.
Paradoks dziewiarstwa
Czy kiedy coś staje się modne, traci swoją autentyczność, czy dopiero ją ujawnia? Napięcie pomiędzy potrzebą powrotu do prostoty a jej estetyzacją jest dziś szczególnie wyraźne. Dziewiarstwo, pomimo że trafiło do głównego nurtu mody, dla wielu pozostaje czymś znacznie głębszym. „Nie sposób mówić o dziewiarstwie bez jego kontekstu”, podkreśla Iga Radecka, dziewiarka, kostiumografka i założycielka marki Notmyarn. „To praktyka zakorzeniona w historii, w pracy kobiet, w relacjach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, coś, co nie powstało z potrzeby ekspresji, ale z potrzeby przetrwania, troski i bliskości. Dla mnie ma wymiar niemalże rytualny, uczy pokory, staje się formą oczyszczenia, momentem skupienia i bezpośredniego kontaktu z materią. „Popularność dziewiarstwa nie musi oznaczać utraty jego autentyczności, wszystko zależy od intencji. Jeśli wynika ona z potrzeby tworzenia, poznawania techniki podtrzymywania tradycji, autentyczność nie znika – zmienia jedynie swoją formę”. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy proces zostaje podporządkowany wyłącznie efektowi końcowemu. W rzeczywistości nastawionej na tempo i widoczność łatwo zatracić to, co w dziewiarstwie najważniejsze – proces. Może właśnie dlatego jego współczesna popularność jest tak ambiwalentna. Paradoks dziewiarstwa polega więc właśnie na tym, że funkcjonuje ono jednocześnie w dwóch płaszczyznach. Jako trend, szybki, wizualny, łatwo przyswajalny, oraz jako praktyka – powolna, relacyjna, odporna na sezonowość. Autentyczność nie znika, tylko wymaga od nas więcej uwagi.
Typy to jeden z filarów każdego magazynu K MAG. Nasi redaktorzy i redaktorki dokładają wszelkich starań, żeby opowiedzieć wam o nietuzinkowych zjawiskach i wybitnych postaciach ze świata muzyki, sztuki, mody, dizajnu i filmu.