Mija sto lat. Czy osoby artystyczne muszą udowadniać swoją wartość przez tradycyjną formę lub powagę tematu? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami. Ja natomiast uważam, że coraz częściej jej sens, rodzi z miejsca, gdzie trafia nasze spojrzenie.
Eggsplosion Arkadiusza Szweda jest właśnie takową zmianą perspektywy. Z pozoru lekki, absurdalny, a jednocześnie zaskakująco konsekwentny. Wszystko zaczęło się spontanicznie, podczas pandemii, od zabawy i ciekawości. Jajko stało się bohaterem serii obserwacji. Pękało, wybrzuszało się, rozrywało pod wpływem temperatury, ciśnienia i przypadku. Z czasem z tych drobnych eksplozji powstał osobliwy szkicownik, wizualne archiwum form i deformacji.
W procesie uczestniczy Marta Łempicka oraz kocica Bożenka, regularna asystentka dokumentacji. Szwed tłumaczy wybrane obserwacje na język ceramiki, budując obiekty, w których powracają podobne napięcia. To, co w jajku było ulotne i organiczne, w porcelanie zostaje utrwalone. Moment wybuchu, zamienia się w formę, którą można obejść, dotknąć wzrokiem, potraktować jak zapis energii.