Praktyka kojarzona ze studentami i młodymi dorosłymi rozszerza swoje pole rażenia. Rosnące ceny drinków w barach i klubach sprawiają, że coraz częściej zaczynamy pić już w domu. I niech pierwszy rzuci kamieniem ten, komu nigdy się to nie zdarzyło.
Choć według danych udostępnionych przez GUS Polak kupi dziś więcej alkoholu za średnią pensję niż dwie dekady temu, nie ma to żadnego przełożenia na ceny drinków w lokalach ten alkohol serwujących. Wręcz przeciwnie – w związku z coraz wyższymi cenami najmu, rosnącymi płacami minimalnymi i kosztami energii, numerki w menu zamiast maleć, rosną.
Na biforku spędzamy czasem więcej czasu niż na imprezie
Wieczór, który zaczyna się od spotkania z najbliższymi przyjaciółmi, podczas którego stroimy się, słuchamy muzyki i wprawiamy się w odpowiedni, imprezowy nastrój – nie może skończyć się źle. Choć początkowo bifor miał być szybkim, krótkim preludium imprezy, dziś dla wielu stał się jej nieodłączną częścią, która przedłuża się na tyle, że w klubach pojawiamy się między północą a pierwszą. Pojawiają się nawet głosy, że to właśnie pregame jest najprzyjemniejszą częścią wieczoru – bez kolejek do toalety, w której boimy się czegokolwiek dotknąć, bez przepychania się przy barze i muzyki tak głośnej, że rozmowa staje się niemożliwa.
Coraz częściej na rozpoczęcie nocy w mieszkaniu któregoś ze znajomych decydujemy się nie tylko ze względów społecznych, ale też ekonomicznych. Koszt domowego whisky sour zrobionego z wysokiej jakości produktów oscyluje w okolicach 10–15 zł. Marża barowa, wynosząca nawet 500%, podnosi tę cenę dość znacząco. Mimo że marża ta niejednokrotnie nie jest fanaberią właścicieli, tylko koniecznością potrzebną do utrzymania lokalu, ceny są na tyle abstrakcyjne, że dla wielu osób po prostu nieosiągalne.
40 złotych za szprycer, 60 za autorskiego drinka
Młodzi ludzie po pandemii zmienili kryteria wyboru miejsc na wieczór. Coraz częściej są w stanie dopłacić za panującą w lokalu energię. Modne bary i restauracje dodają do swoich drinków nietypowe składniki i ozdabiają je w coraz bardziej fikuśny sposób, windując jednocześnie cenę. Bo za gin z tonikiem nikt nie zapłaci 60 złotych – ale za infuzowany młodą marchwią gin z sodą i nutą palonego rozmarynu już tak. Mimo, że jest to absurdalne, to czasami ciężko nie ulec tej propagandzie.
Błędne koło
Drogie drinki w lokalach sprawiają, że ludzie kupują ich mniej, stawiając zamiast tego na picie w domu. Lokale, chcąc się utrzymać, podnoszą ceny – a w rezultacie jeszcze mniej osób decyduje się na zakup. Przedłużające się bifory oznaczają też krótszy czas spędzony w klubie, a co za tym idzie – mniejsze prawdopodobieństwo wydania jakichkolwiek pieniędzy. Teraz pozostaje nam tylko czekać, jaką taktykę przyjmą poszczególni przedstawiciele branży rozrywkowej – czy postawią na elitaryzm i w zaparte będą podnosić ceny, czy raczej złamią się i zaczną szukać nowego rozwiązania. Bo zwykłe obniżenie cen raczej nie wchodzi w grę.





![Jakich sławnych ludzi najbardziej chciałaby naśladować generacja Z? [RAPORT]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Zrzut_ekranu_2026_05_20_o_15_08_24_725da89531.png&w=1920&q=80)
![[K-ONNECTION] Jan Suchorab w projekcie „Showcase” poszukuje momentów, w których kreacja spotyka się z rzeczywistością](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_7_dd12813191.jpg&w=1920&q=80)
![Nicolas Cage, jakiego nie znacie. Mamy najnowszy zwiastun serialu „Spider-Noir”[TRAILER]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Screenshot_2026_05_19_at_8_40_27_AM_jpg_1394c8ba15.webp&w=1920&q=80)
