Powodów jest kilka i żaden z nich nie jest do końca muzyczny. Format duetu sprawdza się dziś przede wszystkim dlatego, że odpowiada na specyficzne wymagania sceny. W muzyce elektronicznej na żywo jedna osoba przy sprzęcie to często widok statyczny, trudny do przeżycia jako spektakl. Dwie osoby wprowadzają ruch, napięcie, możliwość podziału ról: ktoś zostaje przy konsolecie, ktoś inny przejmuje scenę. Do tego dochodzi logika social mediów – duet to z definicji podwójny zasięg, dwie narracje, dwa charaktery, które mogą się ze sobą ścierać albo uzupełniać. A że algorytmy lubią relacje i dramę – tym lepiej. Wreszcie jest coś głębszego: w kulturze zdominowanej przez przeindywidualizowany content twórczy, powrót do modelu „my” zamiast „ja” ma coś z oddechu.
Nie znaczy to, że duety w muzyce elektronicznej to wynalazek ostatnich lat. Pionierzy mieli inne czasy, ale podobną intuicję. Daft Punk, dwaj Francuzi, którzy pod koniec lat 90. zbudowali cały gatunek French house i przemienili się w roboty (dosłownie i metaforycznie), stworzyli model, który do dziś jest punktem odniesienia: produkcja jako bricolage, tożsamość jako projekt, wizerunek jako część muzyki. Justice poszedł podobną drogą, dorzucając do elektronicznego minimalizmu wpływy heavy metalu i kompresję brzmienia. Crystal Castles to historia bardziej mroczna: duet słynący z chaotycznych koncertów na granicy kontroli i melancholijnej, klaustrofobicznej produkcji. Zespół rozpadł się po tym, gdy wokalistka Alice Glass oskarżyła producenta Ethana Kath o przemoc i wykorzystywanie. Mimo to ich wpływ na obecną wersję gatunku jest wciąż słyszalny w coraz to nowszych utworach. Dziś scena wygląda inaczej, ale pewne wzorce wracają.
Co te wszystkie nowe pary mają ze sobą wspólnego? Są młode. Pracują na granicy gatunków. Większość z nich poznała się przez internet albo w czasie krótkiego, intensywnego spotkania – Berlin, Tinder, Twitter, sesja w bibliotece z iPhonem. Przyciągają do siebie podobnych ludzi: na ich koncertach zbiera się to, co w popkulturze trudno zdefiniować: cool kids różnych typów, osoby rzadko siedzące w tej samej sali. I wreszcie – trochę paradoksalnie – żadne z nich nie chce być przykładem trendu. Oto kilka z najgorętszych duetów w muzyce elektronicznej.