„Genialna” książka wycofana z publikacji wobec oskarżeń o użycie AI.
Nikogo nie powinno dziwić, że ogólnodostępna sztuczna inteligencja wkradła się do uczniowskich zeszytów i zajęła się na poważnie odrabianiem prac domowych. Ale czy spodziewalibyśmy się, że tekst napisany przez ChatGPT będzie opublikowany w tak renomowanym serwisie jak The Guardian? W marcu 2025 roku gazeta wrzuciła na swoją stronę internetową opowiadanie wygenerowane przez AI – i otwarcie się do tego przyznała. Sam „autor” rozpoczyna od zastrzeżenia: „Zanim pójdziemy dalej, muszę przyznać, że to zaczęło się od instrukcji: bądź metafikcyjny, literacki, bądź o AI i żałobie i – przede wszystkim – bądź oryginalny”. Pisarka Jeanette Winterson nazwała opowiadanie „pięknym i poruszającym”. Nawet krytycy, którzy wytknęli „autorowi” wiele objawów słabego pisarstwa, przyznali, że to duży krok w przód.
Przez ponad rok wiele się zmieniło. Wyścig zbrojeń w branży AI trwa, każdy model jest lepszy od poprzedniego, a wykrycie użycia sztucznej inteligencji w pisaniu tekstów staje się coraz trudniejsze. Nowe, ulepszone modele pozbywają się starych sygnałów, wycierają odciski palców AI. Kiedyś były to słynne już długie myślniki (—), następnie satysfakcjonujące wyliczenia w trójkach, jeszcze później zdania „nie X, lecz Y”. Łatwo zgubić się wśród znaków interpunkcyjnych i nienaturalnie brzmiących metafor. Nawet specjalnie szkolone programy do wykrywania AI mylą się nagminnie. Jedno jest pewne: AI coraz częściej jest odpowiedzialne za to, co czytamy, i niewiele jest zgody w kwestii tego, co z tym zrobić.
Skandal w amerykańskim wydawnictwie
W zeszłym miesiącu szerokim echem odbiła się sprawa Jerry’ego Falade – debiutującego pisarza, który stracił kontrakt książkowy na dwa miliony dolarów wobec oskarżeń o użycie AI w swoim manuskrypcie. Długo wyczekiwana powieść kryminalna została wycofana z publikacji po tym, jak agent autora doszedł do wniosku, że nie jest w stanie potwierdzić oryginalności tekstu. Początkowo książka wydawała się obietnicą sukcesu. Agent literacki Marc Gerald powiedział, że „była zachwycająco dobra, każdy się w niej zakochał”. Na półmetku projektu jeden z redaktorów wyraził niepokój, że powieść może nosić na sobie znaki sztucznej inteligencji, lecz wydawca odrzucił zarzuty, stwierdzając, że Falade jest „czysty i wiarygodny”. Dopiero pod koniec lipca agencja postanowiła odciąć się od młodego autora, co stanowiło kolejną już aferę w świecie literackim ostatnich miesięcy.
Czy cel uświęca środki?
Ale czy autentyczność tekstu w obliczu jego geniuszu w ogóle ma znaczenie? Jeśli książka jest w stanie porwać czytelnika, czy ważne jest, kto ją napisał? Wydawcy powieści Falade’a postawili jasną granicę – brak tolerancji dla nieoznaczonego użycia sztucznej inteligencji. Czytelnicy wydają się tego samego zdania. Ankieta Ipsos pokazuje, że trzy czwarte Amerykanów chce, by to ludzie tworzyli newsy i kontent rozrywkowy. Ma to szczególne znaczenie w czasach, w których modele językowe są w stanie tworzyć treści o porównywalnej lub nawet wyższej jakości niż te tworzone przez człowieka. Nowe badania dr Weisberg z Villanova University sugerują nawet, że czytelnicy podświadomie faworyzują teksty, które oficjalnie wyszły spod pióra człowieka, a w rzeczywistości były napisane przez AI. Jaki z tego wniosek? Że odbiorcy tracą zainteresowanie treścią, gdy dowiadują się, że została stworzona przez sztuczną inteligencję. W literaturze szukamy cząstki siebie, uczymy się poprzez przeżycia bohaterów, znajdujemy emocjonalną głębię umysłu autora. Trudno utożsamić się z powieścią, wiedząc, że za słowami kryje się komputer.
Walka z AI czy czarnym pisarzem?
Dlatego tak ważne stało się oznaczanie każdego kontentu stworzonego przez AI. Od początku sierpnia wszystkie publiczne treści stworzone przez sztuczną inteligencję muszą być oflagowane, zgodnie z nowymi przepisami Unii Europejskiej. Jednak by takie treści oznaczyć, użycie AI musi być wykrywalne – a to okazuje się coraz trudniejsze do wykonania w uczciwy i etyczny sposób.
Jerry Falade zaprzeczył oskarżeniom swoich agentów, podtrzymując, że jego powieść jest w całości jego dziełem, a AI użył jedynie do researchu i sprawdzania interpunkcji. Pochodzący z Nigerii autor jako powód utraty kontraktu przytacza rasizm. W oficjalnej wypowiedzi do The Guardian zauważył, że trzech czarnych pisarzy straciło w tym roku kontrakty książkowe ze względu na podejrzenia związane z AI. Według autora, w świecie literackim panuje niepokojące przekonanie, że gdy praca czarnego twórcy zdobywa duże zainteresowanie, to prawdopodobnie nie była przez niego napisana.
Liczba podobnych przypadków wydaje się potwierdzać argument Falade’a. Wiele osób niebiałych, których prace osiągnęły komercyjny sukces lub uznanie krytyków, zmaga się z falami hejtu w mediach społecznościowych. Jednym z najczęstszych argumentów jest oskarżenie o użycie AI. To właśnie Falade, Ballard, H.M. Wolfe, Nazir oraz inni autorzy o różnym pochodzeniu etnicznym są bohaterami afer literackich ostatnich miesięcy. W międzyczasie biali twórcy otwarcie przyznają się do korzystania z AI podczas pisania, a ich kariery nie zbaczają z kursu. W maju tego roku Olga Tokarczuk powiedziała, że korzysta z modelu językowego, by analizować i rozwijać wątki powieści. Sama przyznała swój zachwyt umiejętnościami programu: „Bywam w głębokim szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne”. Słowa noblistki wywołały oburzenie w świecie literackim. Korzystanie z AI przez tak uznaną pisarkę było szokujące. W odpowiedzi na krytykę Tokarczuk podkreśliła, że żadna z jej książek nie została napisana przez algorytm: „Od kilkudziesięciu lat piszę sama”. Lecz w tej sprawie nie ma znaczenia, czy ktoś naprawdę pisze sam, czy nie. Białej autorce wydawcy uwierzyli na słowo – nowa powieść Tokarczuk ma ukazać się w październiku. Inni pisarze – zwłaszcza ci o innym kolorze skóry – nie otrzymali takiego kredytu zaufania.
Przed wydawcami wciąż wiele nauki
Czy ChatGPT zasługuje na miejsce wśród autorów prestiżowych publikacji i odbiorców nagród? Wydawcy, krytycy i czytelnicy dają jasny sygnał: nie. Teksty wygenerowane przez AI są dziełem algorytmu, który układa zdania na podstawie prawdopodobieństwa. Mimo że na papierze czy ekranie wyglądają tak samo, brakuje im jednej rzeczy, która nadaje literaturze piękno – ludzkiego doświadczenia. Nawet w książkach fantastycznych, rozgrywających się w wymyślonych światach odległych od rzeczywistości, pisarze zawierają cząstkę tego, kim są, i tego, co przeżyli. „Autor” opowiadania w The Guardian imituje emocje z polecenia użytkownika, chłodno kalkulując ułożenie słów, aby stworzyć tekst, który spełni oczekiwania. Popularna preferencja ludzkich twórców nad AI i problemy etyczne z niej wynikające wskazują na jedno: mamy jeszcze długą drogę do przebycia w kwestii wykrywania i oznaczania treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. Pierwsze regulacje już weszły w życie. Teraz należy się upewnić, że wszystkich obowiązują takie same standardy.








![„Tony”: zanim stał się Bourdainem, musiał zostać kucharzem [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_TONY_fotos_1_dadaa9c51b.jpg&w=1920&q=75)
![Zwiastun „Primetime” z Robertem Pattinsonem bije rekordy. Zapowiada się najgorętsza premiera jesieni [WIDEO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_74553_5_d9d426ac14.jpg&w=1920&q=75)