Na Goodreadsie, największym anglojęzycznym serwisie dla czytelników, od lat istnieje lista „Best Polish Books”. Zbiera dziś ponad 570 tytułów, a na jej szczycie stoi niewzruszenie „Lalka” Bolesława Prusa.
Nie „Solaris” i nie żaden z „Wiedźminów”, choć trzy tomy sagi też weszły do pierwszej dziesiątki. Nie żaden z dwóch literackich Nobli, które Polska ma na koncie. Lektura obowiązkowa, na dźwięk której przeciętny licealista przybiera minę człowieka skazanego na powtórkę z pracy pisemnej.
Bądźmy przy tym szczerzy, jest to ranking stworzony przez użytkowników Goodreads, nie przez portal czy jury: ludzie głosują nie na książki dobre, tylko na te, które akurat przeczytali. Wśród głosujących roi się zresztą od polskich imion. „Zagraniczni czytelnicy” to więc pewne zaokrąglenie w górę. Bliżej prawdy byłoby: ci użytkownicy Goodreadsa, którym chciało się kliknąć.
W sumie jednak ta oddolna procedura czyni wynik ciekawym. Nikt nie kazał tym ludziom docenić powieści z 1890 roku. Nikt jej nie promował, nie było premiery, nie było płatnej współpracy. Prus po prostu wypływa na wierzch za każdym razem, gdy ktoś każe cudzoziemcom uczciwie wskazać, co z polskiej literatury zostało im w głowie, a to jest tendencja. Dlaczego jednak on?
Być może dlatego, że „Lalka” jest napisana wbrew temu, czego obcokrajowiec spodziewa się po polskiej klasyce. Nie ma tu powstańczej szarży ani martyrologii. Jest kupiec, Stanisław Wokulski, który dorobił się fortuny na dostawach dla armii rosyjskiej podczas wojny na Bałkanach, majątek zdobyty w sposób na tyle śliski, że czytelnik do dziś musi zaufać autorowi na słowo. Jest jego obsesyjne, upokarzające uczucie do Izabeli Łęckiej, arystokratki, która widzi w nim plebejusza o wielkich czerwonych dłoniach. I jest Warszawa opisana z taką dokładnością, że w dwudziestoleciu międzywojennym dało się wskazać konkretne kamienice na Krakowskim Przedmieściu, w których „mieszkał” Wokulski i stał jego sklep. Miasto nie jest tu tłem, a jednym z bohaterów, obok Wokulskiego i starego subiekta Rzeckiego, który w swoim dzienniku wciąż czeka, aż Napoleon naprawi Europę. To w zasadzie historia uniwersalna i ponadczasowa, choć jednego Francuza zastąpiła Unia.
Jest w powieści także wątek niemal fantastycznonaukowy. W Paryżu Wokulski trafia na uczonego nazwiskiem Geist, który pracuje nad metalem lżejszym od powietrza – substancją zdolną, w odpowiednich rękach, przynieść ludzkości pokój. Powieść pozytywistyczna z 1890 roku zawiera więc część o cudownym supermetalu i pokusie porzucenia wszystkiego dla nauki. Dla czytelnika wychowanego na science fiction to coś nęcącego.
Uwaga, ważne! Tytuł. Wszyscy zakładają, że „Lalką” jest Izabela Łęcka – chłodna, wypielęgnowana, traktowana przez adoratora jak kosztowny bibelot. Otóż nie. Tytuł pochodzi z epizodu drugoplanowego: z procesu sądowego o skradzioną dziecięcą zabawkę, prawdziwą lalkę. Prus zresztą chciał początkowo nazwać rzecz „Trzy pokolenia”. Na szczęście tytuł zmienił.
Co dalej na liście?
Tak wygląda pierwsza dziesiątka w chwili przygotowania tekstu, z zastrzeżeniem, że algorytm przelicza listę co kilka minut i miejsca poniżej podium potrafią się przetasować:
1. „Lalka”, Bolesław Prus
2. „Ferdydurke”, Witold Gombrowicz
3. „Solaris”, Stanisław Lem
4. „Krew elfów”, Andrzej Sapkowski
5. „Quo Vadis” Henryk Sienkiewicz
6. „Sklepy cynamonowe”, Bruno Schulz
7. „Kamienie na szaniec”, Aleksander Kamiński
8. „Chrzest ognia”, Andrzej Sapkowski
9. „Tango”, Sławomir Mrożek
10. „Inny świat”, Gustaw Herling-Grudziński
Kilka rzeczy zwraca uwagę. Sapkowski jest jedynym żyjącym autorem, który wcisnął się do dziesiątki i to od razu dwoma tomami, a dalej w rankingu ciągnie się reszta sagi. Dwaj polscy nobliści – Reymont i Sienkiewicz, jeśli już się pojawiają, to nie za rzeczy, za które dostali Nobla: Sienkiewicz wjeżdża „Quo Vadis”, nie „Trylogią”.
Przypominamy, że „Lalka” wraca na ekrany podwójnie. 16 września na Netfliksie debiutuje sześcioodcinkowy serial Pawła Maślony z Tomaszem Schuchardtem jako Wokulskim i Sandrą Drzymalską jako Łęcką. Dwa tygodnie później, 30 września, do kin wchodzi kinowa „Lalka” Macieja Kawalskiego – wersja z obsadą: Marcin Dorociński jako Wokulski, Kamila Urzędowska jako Łęcka i Marek Kondrat, wracający po latach do aktorstwa, jako Rzecki.









