Trauma bonding, czyli relacja, która przypomina uzależnienie od substancji, to pojęcie, o którym w ostatnich latach mówi się coraz więcej. . Jego popularność nie świadczy jednak o zrozumieniu – najczęściej używane jest bowiem w błędnym kontekście.
Choć więź traumatyczna pod względem odczuć przypomina miłość, tak naprawdę opiera się na lęku zamaskowanym jako przywiązanie. Taka relacja tworzy się, gdy przemocowe zachowania występują na przemian z ciepłem i zapewnieniem komfortu.
Samo pojęcie nie jest nowe. Ukuł je w 1997 roku amerykański terapeuta Patrick Carnes, opisując w książce „The Betrayal Bond” jaka potrafi połączyć osobę krzywdzoną z tym, kto ją krzywdzi. W sieci „trauma bonding” zaczęło jednak żyć własnym życiem – dla wielu osób, zwłaszcza z pokolenia Z, oznacza dziś zbliżenie na gruncie wspólnie przeżytej traumy, a to coś zupełnie innego. Więź traumatyczna nie powstaje między dwiema osobami, które przeszły przez to samo, lecz między ofiarą a sprawcą.
Mimo że krzywdzona strona widzi, że relacja, w której tkwi, nie jest zdrowa, nie potrafi odejść. I to nie ze względu na brak inteligencji czy słabość. Nieustanna huśtawka emocjonalna, polegająca na powtarzających się epizodach przemocy, po których bezpośrednio następują przeprosiny, bliskość i zbliżenie emocjonalne, powoduje, że układ nerwowy ofiary zaczyna utożsamiać osobę, która sprawia jej ból, z osobą, która sprawia, że ból ustaje.
Relacja niepartnerska
Więź traumatyczna najczęściej pojawia się w relacjach, w których proporcja władzy rozłożona jest nierównomiernie. Stosunki z dużo starszymi osobami partnerskimi, romanse z przełożonymi w pracy czy wykładowcami na studiach, a nawet dynamika rodzic-dziecko pozostawiają szeroką przestrzeń do nadużyć, ale nie są ich determinantem.
Początek przypomina narkotykowy haj. Uwaga, podziw czy deklaracje więzi na poziomie bratnich dusz po tygodniu znajomości sprawiają, że osoba o mniejszej władzy czuje się wyjątkowa, wybrana i kochana w sposób, którego wcześniej nie znała. A układ nerwowy reaguje przywiązaniem.
Kiedy przywiązanie się utrwala, pojawiają się pierwsze negatywne sygnały. Krytyczne komentarze, oddalanie się i nagła lista wad, które jeszcze chwilę wcześniej nie miały żadnego znaczenia. Okazuje się, że jednak nie jesteśmy idealni, więc staramy się zredukować błędy i wrócić do okresu, w którym czuliśmy się zaopiekowani i kochani – a ten wysiłek i zaangażowanie pogłębiają więź.
Stamtąd już blisko do nadużycia, które powoduje lęk lub cierpienie. Emocjonalna, psychiczna, fizyczna czy seksualna przemoc wprowadza nasz układ nerwowy w tryb przetrwania, w którym bardziej niż czegokolwiek pragniemy bezpieczeństwa. Bezpieczeństwa, które znajduje się w osobie, która tę krzywdę wyrządziła – w jej przeprosinach, deklaracjach miłości i powrocie do początków. Układ nerwowy czuje, że może się rozluźnić, do mózgu wysyłana jest dopamina i bum – nasza podświadomość uczy się, że ból prowadzi do ulgi. Dlatego bardzo często im dłużej ludzie tkwią w przemocowej relacji, tym trudniej im się uwolnić.
Wyjście z więzi traumatycznej może wydawać się niemożliwe
Mimo że druga osoba nieustannie nas krzywdzi, szukamy dla niej wymówek – zarówno przed sobą, jak i przed osobami dookoła. Bierzemy na siebie odpowiedzialność za emocjonalny rollercoaster i łudzimy się, że jeśli wystarczająco się postaramy, wszystko wróci do normy i będzie tak, jak na początku. Ale cały ciężar emocjonalny relacji nie powinien spoczywać na barkach jednej osoby. Szczególnie jeśli druga strona, zamiast starać się pomóc, uzależnia nas od siebie.
W internecie trauma bonding i toksyczna relacja występują zamiennie
Każda relacja typu trauma bond jest toksyczna, ale nie każda toksyczna relacja musi wiązać się z trauma bondingiem. Internauci, którym spodobało się słówko, nadużywają go, rozmywając jego rzeczywiste znaczenie.
Kontrast między więzią traumatyczną a zwykłą, toksyczną relacją dobrze widać w „Euphorii" – w relacji Maddy z Natem, a później Nate'a z Cassie. Pierwsza opiera się na cyklach, w których para przechodzi od miłości do nienawiści tylko po to, by za chwilę znów do siebie wrócić. Nate grozi Maddy, dręczy ją skrajną zazdrością i sięga po przemoc fizyczną, żeby utrzymać nad nią kontrolę.
Druga dynamika wygląda zgoła inaczej. Tam zamiast wojny widzimy powolne znikanie. Cassie wyzbywa się własnej osobowości i całkowicie poddaje się chłopakowi, który dyktuje jej, jak ma wyglądać, odcina ją od dawnego świata i karmi się wizją idealnej, uległej żony.
Pierwszym krokiem do wyjścia z więzi traumatycznej jest zwykle nazwanie jej po imieniu. Kiedy przestajemy tłumaczyć cudze zachowanie i zaczynamy widzieć wzór – przemoc, przeprosiny, spokój, i znowu przemoc – schemat traci część swojej mocy. W takiej sytuacji warto przełamać strach i poprosić o pomoc – bo wstyd, który tak często towarzyszy osobom krzywdzonym, należy się komu innemu.



![„Blade Runner” wraca po niemal dekadzie. Tym razem jako serial [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_MT_06_2026_BULO_S1_946x132_PRE_PV_FINAL_en_US_KAPS_HUNTER_7de588cc3b.jpg&w=1920&q=80)





