Jeśli artysta tworzący w XXI wieku zostanie uznany za mało autentycznego, jego kariera się sypie. Ale czym właściwie jest autentyczność i jak media społecznościowe zmieniły nasze podejście do celebrytów?
Kultura celebrycka od lat kreuje iluzję, w której gwiazdy wydają się nastawionymi na komercję produktami. Zaprojektowana przez cały zespół persona przechodzi medialny trening i waży każde słowo. Nieprzerwany ciąg bezbłędnych postaci kroczących po czerwonym dywanie buduje patos – patrzymy na gwiazdy jak na bóstwa, ale to samo oddala nas od nich i utrudnia utożsamienie. Powiedzieć, że największe gwiazdy kina i muzyki były czczone z nabożnym oddaniem, to jak nie powiedzieć nic. A jednak czasy idoli, których znali wszyscy, minęły.
Jesteśmy zmęczeni brakiem człowieczeństwa
Stanford Encyclopedia of Philosophy wymienia „wiek autentyczności" jako jedną z cech wyróżniających współczesne zachodnie życie intelektualne. Mówi się, że publiczność autentyczności pragnie, artystów namawia się do eksponowania charakteru, a marki wydają miliony, żeby ją wytworzyć. Najpoważniejszym zarzutem wobec osoby publicznej stał się jej brak – zapominamy jednak, że nad autentycznością gwiazd pracują rzesze ekspertów.
Potknięcia stają się dowodem autentyczności i pozwalają nam uwierzyć, że celebryta jest prawdziwą osobą, a nie tylko wykreowanym produktem. Odczytujemy je jako momenty prywatności i intymności, dostępne poza scenariuszem – dzięki nim gwiazda wydaje się godna zaufania i emocjonalnego zaangażowania. Ale skoro wpadki zaczęły się opłacać, zaczęto je też planować.
Szczerość a autentyczność
Szczerość to zgodność między tym, co myślimy, a tym, co pokazujemy na zewnątrz. Autentyczność jest pojęciem znacznie głębszym – to życie w zgodzie z własną, wewnętrzną naturą, dokonywanie świadomych wyborów i branie za nie odpowiedzialności, nawet wbrew zewnętrznym oczekiwaniom. Można więc być szczerym, a jednocześnie nieautentycznym, bo szczerość nie wymaga refleksji.
Za prekursora koncepcji autentyczności uważa się duńskiego filozofa Sørena Kierkegaarda. Głosił, że człowiek powinien dążyć do swojej najprawdziwszej postaci. W szczerości chodziło o dobre relacje ze społeczeństwem, w autentyczności – o bycie sobą dla własnego dobra. Dlatego część myślicieli krytykuje ją jako koncepcję egocentryczną i moralnie wątpliwą.
Autentyczność od kuchni
Tame Impala, Charli XCX czy Demi Lovato – w teledyskach do swoich ostatnich hitów po prostu… szli. Świat dookoła wariuje, coś się pali, ktoś krzyczy, a oni noga za nogą suną do celu. To, co łączy pozornie niepowiązanych artystów, to dyrektorka kreatywna – Imogene Strauss.
Strauss to amerykańska dyrektorka kreatywna i projektantka, w 2025 roku nagrodzona Grammy za oprawę graficzną albumu „Brat" Charli XCX, za którą była współodpowiedzialna. Zaczynała jako producentka teledysków SOPHIE i Kim Petras, potem reżyserowała klipy Charli, aż w końcu zaczęła odpowiadać za cały wizualny świat jej projektów: okładki, trasę i teledyski. Dziś pracuje też z Clairo, Demi Lovato czy Tame Impalą.
Najgłośniejszym efektem jej pracy jest rozmazana, jadowicie zielona okładka „Brat" – dziś jeden z najczęściej kopiowanych i najbardziej rozpoznawalnych obrazów dekady. Nieostrość, która stała się cechą charakterystyczną okładki, wynikła z błędu przy eksporcie pliku, którego zespół zdecydował się nie poprawiać. Celem nie było stworzenie czegoś, co spodoba się wszystkim, tylko czegoś, co zmusi ludzi do zastanowienia się, dlaczego im się nie podoba.
Projekty Imogen wydają się bardzo ludzkie – tylko, że to człowieczeństwo ma reżysera, dyrektorkę kreatywną, wielotysięczny budżet i nagrodę Grammy.
Skoro autentyczność da się zaprojektować, wyprodukować i nagrodzić, trudno mówić o niej jako o cesze człowieka. Zamiast tego staje się produktem, który my, jako konsumenci bardzo chętnie kupujemy. Zmiana polega tylko na tym, że kiedyś produkt miał być nieskazitelny, a teraz ma mieć rysę.










