To, co dla jednej osoby brzmi fenomenalnie, u innej może powodować ból głowy. Muzyka działa jak wizytówka, pozwala odnaleźć przynależność do grupy i rozładować emocje. Ale dlaczego nasze gusta muzyczne mogą tak bardzo się różnić?
Choć mówi się, że o gustach się nie dyskutuje, to właśnie wokół gustów muzycznych tworzyła się historycznie znaczna większość subkultur. Muzyka działa bowiem jak łącznik. Teksty, opowiadające o frustracji, miłości czy nienawiści do rządu, sprawiają, że czujemy się zrozumiani i pozwalają na zbudowanie poczucia więzi. Ale jeśli chodziłoby tylko o teksty, to równie dobrze osią, dookoła której formują się subkultury, mogłaby być poezja – a nie jest. Co sprawia więc, że konkretne dźwięki budzą w nas konkretne emocje?
Wszystko zaczyna się w brzuchu mamy
Choć popularny w latach 90. efekt Mozarta, sugerujący, że ekspozycja płodu na muzykę klasyczną podnosi inteligencję dziecka, został dawno obalony, prenatalna ekspozycja na muzykę nie jest bez znaczenia. Udowodniono, że noworodki pamiętają dźwięki z tego okresu i preferują muzykę, którą słyszały przed narodzinami. Zaczynają słyszeć dźwięki około 16.–18. tygodnia ciąży, a w 27. tygodniu potrafią już rozróżniać wysokość dźwięku i wyraźne rytmy. Ale gust muzyczny nie kształtuje się tak wcześnie.
Faktem jest jednak, że nasz gust jest mocno kształtowany przez to, na co wystawiają nas rodzice, rówieśnicy czy nauczyciele. Zgodnie z efektem czystej ekspozycji, mózg nieświadomie uczy się wzorców tonalnych, skal, rytmów i harmonii z otoczenia – a im częściej stykamy się z danym bodźcem, tym bardziej zaczynamy go lubić. Choć wydaje nam się, że po prostu relaksujemy się przy piosence, w naszej głowie tworzą się i utrwalają gęste połączenia neuronalne, dzięki którym z czasem zaczynamy odbierać dany typ muzyki intuicyjnie.
Kontekst kulturowy
W popularnej w zachodnich kręgach kulturowych muzyce, od klasyki, przez jazz i pop, niektóre złożenia nutowe są bardziej popularne niż inne – a w związku z tym wydają nam się przyjemniejsze w odbiorze. Dla większości naszych uszu współbrzmienie dźwięków C i G wyda się przyjemniejsze niż to złożone z C i F#, znane pod nazwą „diabolus in musica”.
Choć trudno znaleźć ludzi, którzy zupełnie uniknęli ekspozycji na muzykę zachodnią, naukowcy podjęli taką próbę. W dwóch seriach badań, przeprowadzonych na społeczności Tsimane, czyli rdzennego ludu zamieszkującego boliwijską Amazonię, naukowcy pytali uczestników, jak bardzo podoba im się dany dźwięk. Zaczęli od sprawdzenia, czy przedstawiciele tej społeczności potrafią rozróżnić dźwięki dysonansowe (kłujące, nierówne) od konsonansowych (harmonijnych, miłych dla ucha). Nie było to dla nich problemem. Słyszeli różnicę, ale nie mieli powodu, żeby uznawać jedne dźwięki za ładniejsze od drugich.
Rezultaty zostały porównane z wynikami innych grup, o różnym stopniu ekspozycji na zachodnią muzykę. Okazało się, że to prawdopodobnie kultura, a nie czynniki biologiczne, decyduje o powszechnej preferencji dla konkretnych akordów muzycznych.
Wpływ otoczenia, charakteru i funkcji poznawczych
Nie tłumaczy to jednak, dlaczego wśród osób o równomiernej ekspozycji na zachodnią muzykę są zarówno tacy, którzy kochają metal, jak i tacy, którzy uważają go za kakofonię. Nasze preferencje muzyczne zależą nie tylko od kontekstu kulturowego, ale także od cech osobowości, potrzeb emocjonalnych czy sposobu, w jaki nasze mózgi przetwarzają dźwięk. Niemałą rolę odgrywa też społeczność związana z daną muzyką.
Psycholodzy próbowali to uporządkować. Zamiast pytać ludzi o gatunki, które są przecież kategorią marketingową, opisali preferencje przez pięć wymiarów brzmienia: od spokojnego i melancholijnego, przez nieskomplikowane i szczere, złożone, po intensywne i współczesne. Dopiero na tak opisane wymiary nakładają się cechy osobowości. Wysoka otwartość na doświadczenie wiąże się ze skłonnością do muzyki złożonej – jazzu, klasyki, eksperymentu. Ekstrawersja idzie w parze z brzmieniami rytmicznymi i energetycznymi. Ugodowość – z popem i muzyką nieskomplikowaną. Warto od razu zaznaczyć, że mowa o korelacjach słabych. Z tego, że ktoś słucha jazzu, nie wynika nic pewnego o jego charakterze.
Mózg lubi zgadywać
Słuchając muzyki, nieustannie przewidujemy, co wydarzy się za chwilę – jaki dźwięk padnie w kolejnym takcie, kiedy wróci refren, gdzie melodia się rozwiąże. Te przewidywania opierają się właśnie na wzorcach, które wchłonęliśmy przez lata słuchania. Kiedy utwór je potwierdza, dostajemy nagrodę w postaci dopaminy. Badania neuroobrazowe pokazały, że układ nagrody uruchamia się dwukrotnie – raz w momencie oczekiwania na kulminację i drugi, gdy ta kulminacja nadchodzi.
Muzyka zbyt przewidywalna nudzi, bo nie ma czego zgadywać. Zbyt nieprzewidywalna drażni, bo mózg nie potrafi znaleźć w niej żadnego wzoru. Dlatego dla każdego przyjemność kryje się gdzie indziej – w znacznym stopniu zależy bowiem od osłuchania z danym schematem.
Jedni szukają w niej regulacji nastroju, drudzy tła do pracy, trzeci intensywnego przeżycia, a jeszcze inni – materiału do myślenia. Ta sama piosenka może być więc dla dwóch osób zupełnie innym narzędziem. Warto pamiętać, że gust nie jest jednak ustalany raz na zawsze – możemy go poszerzać przez ekspozycję, cierpliwość i kilka przesłuchań utworu, który za pierwszym razem wydał się hałasem.









