Młodzi Amerykanie spędzają na imprezach 70% mniej czasu, niż dwie dekady temu. Mimo to, mit amerykańskiej domówki ma się świetnie. W końcu kto z nas jako nastolatek nie marzył o imprezie w willi z basenem, rodem z kultowych filmów?
Legenda czerwonych kubeczków, rozmów z nieznajomymi w kuchni i dreszcz emocji związany z wyimaginowaną ucieczką przed policją, po którą zadzwonił wyimaginowany sąsiad. Filmy pokroju „Clueless”, „American Pie” czy „Projektu X” zbudowały w naszych głowach bardzo wyrazisty obraz tego, jak powinna wyglądać dobra domówka. Tyle że rzeczywistość wygląda zgoła inaczej.
Europejska tęsknota za amerykańskim snem
Choć największy szał na emigrację do Stanów skończył się już dawno temu (nie bez znaczenia są tutaj aktualne rządy, które nie ułatwiają życia migrantom), kraj za wielką wodą pozostaje dla wielu środowisk obiektem nocnych marzeń. Rzeczywistość projektujemy bowiem w znacznej części na bazie mediów – a te zdominowane są przez Amerykę. W końcu wśród 10 największych firm mediowych na świecie aż osiem pochodzi ze Stanów Zjednoczonych.
Ta projekcja dotyczy też naszej wizji młodości – związanej z wolnością, brakiem zmartwień i szaleństwem. Amerykańskie domówki są tylko jej ucieleśnieniem. Sugestią, że przypadkowa noc może być tą, którą zapamiętasz na całe życie. Czerwone kubeczki stają się symbolem buntu, rozmazane zdjęcia symbolem wolności. Symbolem tak rozpoznawalnym, że przenika on do świadomości społeczeństw, marki odwołują się do niego w kampaniach, a zespoły budują na nim całą swoją tożsamość. Mówi wam coś Indie Sleaze?
Znaczenie ma przestrzeń
W postsowieckich realiach domówki przełomu mileniów wyglądały zgoła inaczej. Nie tylko ze względu na kontekst kulturowy, ale też przestrzeń. Podczas gdy oglądane w filmach imprezy odbywały się w domach jednorodzinnych na przedmieściach, z piwnicą, garażem i podwórkiem za domem, polscy nastolatkowie nie mieli takich możliwości.
Średnia wielkość mieszkania w Polsce to 75,6 m², a nowe mieszkania w budynkach wielorodzinnych mają przeciętnie 51,9 m². Nie ma piwnicy ani podwórka, na którym można sobie zapalić – jest za to sąsiad za ścianą, pod podłogą i nad sufitem.
Domówka z konieczności
Aspektem, który w tej magicznej narracji bywa pomijany, jest konieczność. Domówki były bowiem sposobem na obejście prawa. Ustanowiony w 1984 roku National Minimum Drinking Age Act nie ustanawiał minimalnego wielu konsumpcji alkoholu. Zakazywał osobom poniżej 21. roku życia jego kupowania i publicznej konsumpcji.
Kluczowym aspektem jest tutaj „publiczne posiadanie”. W większiści stanów ustawa przewiduje wyjątki dla picia w domu za zgodą lub w obecności rodzica. To dlatego amerykańska kultura młodzieżowa przez dekady toczyła się w domach, a nie w lokalach.
Stany zawsze były imprezowe
Z danych American Time Use Survey – badania opisującego, jak Amerykanie gospodarują czasem – wynika, że w 2023 roku tylko 4,1% mieszkańców Stanów uczestniczyło w imprezie lub ją organizowało w typowy weekend albo dzień świąteczny. To mniej więcej jedno gospodarstwo domowe na 25. Pomiędzy 2003 a 2024 rokiem czas, jaki Amerykanie poświęcali na imprezy, spadł o połowę – i to praktycznie w każdej grupie wiekowej. Największy spadek widać właśnie wśród nastolatków i młodych doroslych, wśród których sięgnął on 70%.
Nie znaczy to jednak, że imprez nie ma. I nie znaczy, że nigdy ich nie było. Nie bez powodu Stany Zjednoczone były przez dekady nazywane krajem imprezowiczów. W latach 70. XX wieku przeciętny Amerykanin zabawiał gości w domu średnio 15 razy w roku, a do znajomych wybierał się mniej więcej co drugi tydzień.
W następnych dekadach sytuacja drastycznie się zmieniła. Pod koniec lat 90. ta sama średnia spadła do ośmiu razy w roku. Według Putnama jeszcze przed nadejściem roku 2000., spotkania z przyjaciółmi stały się wymierającym kapitałem społecznym.
Czasy się zmieniły
Wielka część magii otaczającej amerykańskie domówki wynikała z tajemniczej aury. Ktoś znał kogoś, kogo rodzice wyjechali na weekend, a lista gości tworzyła się na bieżąco – tak, że nawet gospodarz nie wiedział, ilu osób może się spodziewać. Wraz z rozwojem komunikatorów i mediów społecznościowych tajemniczość wyparowała. Grupy, zdjęcia z przygotowań i listy zaproszonych gości, których możemy od razu sprawdzić na Instagramie, zmieniły pop-punkowy chaos w ostrożnie zorganizowane wydarzenia.
Putnam nazywał spotkania w domach kapitałemn nie bez przyczyny. Domówka była jedną z niewielu sytuacji, w których poznawało się nowe osoby bez barier, które na codzień tworzyła rzeczywistość.








