Piętnaście lat temu, 23 lipca 2011 roku, Amy Winehouse znaleziono martwą w mieszkaniu w Camden. Wielu z nas pamięta ten dzień dokładnie.
W czerwcu 2011 roku w belgradzkim parku Kalemegdan, przed dwudziestotysięczną widownią, spóźniła się o godzinę, myliła teksty, zaczepiała muzyków, w pewnym momencie oddała mikrofon chórzyście Zalonowi Thompsonowi, żeby dokończył za nią „Tears Dry on Their Own”. Rzuciła butem w publiczność. Dziennik „Blic” napisał, że to najgorszy koncert w historii Belgradu. Był to pierwszy z dwunastu przystanków. Kolejnych nie było.
Na scenę weszła jeszcze raz, 20 lipca w londyńskim Roundhouse, podczas koncertu swojej chrzestnej córki Dionne Bromfield. Nie po to, żeby śpiewać. Tańczyła obok niej przy „Mama Said” The Shirelles i wyglądała, jak zapamiętał to „Rolling Stone”, mniej na lwicę, a bardziej na dziewczynkę. Trzy dni później nie żyła.
Sekcja wykazała 416 mg alkoholu na 100 ml krwi, pięciokrotność brytyjskiego limitu dla kierowców i więcej, niż patolog uznał za dawkę potencjalnie śmiertelną. Żadnych narkotyków. Koroner Shirley Radcliffe orzekła w powtórzonym dochodzeniu w styczniu 2013 roku śmierć wskutek nieszczęśliwego wypadku.
Po prostu grała na gitarze
Nie była nastolatką zainteresowaną tym, czym jej rówieśniczki. W wieku szesnastu lat śpiewała w National Youth Jazz Orchestra, słuchała Sarah Vaughan, Dinah Washington i Niny Simone, a swoje emocje przerabiała na akordy, zanim ktokolwiek zaproponował jej kontrakt. Asif Kapadia, który dziesięć lat później zmontował o niej film z materiałów domowych, przyznał, że dwie rzeczy zaskoczyły go najbardziej: że grała na gitarze i że była bardzo zabawna. Obie zniknęły z jej wizerunku mniej więcej w 2007 roku.
Debiutancki „Frank” (20 października 2003) wziął tytuł od Sinatry, ulubieńca jej ojca i od szczerości tekstów – obie interpretacje są autoryzowane. Album trafił na krótką listę Mercury Prize i przyniósł jej dwie nominacje do BRIT-ów. Najciekawszy jest jednak los pierwszego singla: „Stronger Than Me”, napisany z Salaamem Remim, dotarł zaledwie na 71. miejsce brytyjskiej listy.
„Back to Black” ukazał się 27 października 2006 roku i trwa krócej niż przerwa obiadowa: jedenaście utworów, 34 minuty 56 sekund. Połowę materiału Winehouse nagrała w Miami z Remim, resztę w Nowym Jorku z Markiem Ronsonem. Weszła po schodach do jego studia i powiedziała, że myślała, że Mark Ronson to starszy pan z brodą.
Tu wymaga korekty rozpowszechniona skrótowa wersja inspiracji. „Back to Black” nie jest zapisem uzależnienia od męża, chronologia się nie zgadza. Winehouse poznała Blake'a Fieldera-Civila w pubie w 2005 roku, rozstali się rok później i to z tego rozstania powstała płyta. Pobrali się w Miami w maju 2007, już po premierze. Heroina pojawiła się na początku 2007 roku. Fielder-Civil przyznawał to publicznie wielokrotnie, ostatnio w marcu tego roku w podcaście „We Need to Talk”, gdzie jednocześnie odrzucił wyłączną odpowiedzialność za jej śmierć, argumentując, że Amy miała własną sprawczość. Rozwiedli się w 2009.
Innymi słowy: to płyta o zerwaniu, nagrana przez kobietę, która piła i paliła trawkę, ale jeszcze nie brała twardych narkotyków. Twarde przyszły po sukcesie. Kolejność ma znaczenie, bo od niej zależy, kogo i o co się oskarża.
W filmie „Amy” (2015) jej pierwszy menedżer Nick Shymansky formułuje tezę, która ciąży nad całą tą historią: gdyby zamiast robić „Back to Black” poszła się leczyć, mogłaby żyć. To zdanie jest w obiegu w kilkunastu parafrazach. Ojciec artystki, Mitch Winehouse, do dziś uważa, że montaż go skrzywdził: twierdzi, że powiedział, iż córka nie potrzebuje odwyku „w tamtym momencie”, a doprecyzowanie wycięto. Shymansky pamięta to inaczej.
Po „Back to Black” Winehouse przestała być artystką, a zaczęła być zawartością. Była solistką, kobietą, uzależnioną, śledzoną przez paparazzich i otoczoną ludźmi, którym opłacało się, żeby dalej pracowała. Amy sprzedawała gazety, jej zdjęcie na okładce podnosiło nakład, a w Internecie – kliknięcia. Miała pecha, że jej załamanie nerwowe wypadło dokładnie wtedy, kiedy YouTube i Facebook uczyły się zarabiać na cudzym życiu.
2026
Piętnasta rocznica wypada w środku sezonu na Amy. 28 lutego, na gali BRIT-ów w Manchesterze, Mark Ronson odebrał nagrodę za całokształt, zagrał „Back to Black” i wciągnął na scenę The Dap-Kings do „Valerie”. Część widzów uznała, że w tym hołdzie zabrakło jednej osoby – wspomnianej Dionne Bromfield, chrzestnej córki Amy i tej samej wokalistki, przy której Winehouse stanęła na scenie po raz ostatni.
Jesienią „Back to Black” skończy dwadzieścia lat. Oryginalny skład jej zespołu, prowadzony przez basistę i dyrektora muzycznego Dale'a Davisa, gra w tym czasie brytyjską trasę z całym albumem w repertuarze. 18 grudnia zagra w Roundhouse. W tym samym Roundhouse, w którym widziano ją żywą po raz ostatni.










