Kultowy film Mike'a Nicholsa wraca do kin 4 września w rekonstrukcji 4K. Po prawie sześćdziesięciu latach okazuje się, że pamiętamy z niego nie to, co trzeba.
Na plakacie jest noga. Zgięta w kolanie, w pończosze, a w trójkącie, który tworzy z resztą kadru twarz Dustina Hoffmana. Wygląda, jakby nie umiał z tej ramki wyjść. To trafna zapowiedź filmu, w którym bohater przez sto pięć minut nie podejmuje ani jednej samodzielnej decyzji.
„Absolwent” wrócił na ekrany kin studyjnych 4 września w odrestaurowanej wersji 4K, w dystrybucji Stowarzyszenia Kin Studyjnych. Repertuar rozciąga się od warszawskiego Iluzjonu i Muranowa po Budzyń, Włoszczową i Wągrowiec, część pokazów z prelekcjami – w Muranowie wprowadza Tytus Hołdys, w kinie Wisła Michał Oleszczyk, w częstochowskiej Iluzji Piotr Metz.
Liczby, które zwykle podaje się przy tej okazji, są imponujące i mylące. Nichols dostał Oscara za reżyserię, film miał siedem nominacji. W Ameryce Północnej zarobił ponad 104 miliony dolarów i utrzymał się w kinach kilkanaście miesięcy. Była to najbardziej dochodowa premiera tamtego roku. Mylące, bo z tego wszystkiego przetrwał w popkulturze jeden gest: starsza kobieta, młodszy chłopak, pończocha.
Sześć lat różnicy umowny happy end
Anne Bancroft miała trzydzieści pięć lat, Hoffman dwadzieścia dziewięć, dzieliło ich zatem niecałe sześć lat. Katharine Ross grała dziewiętnastolatkę, mając dwadzieścia siedem. Cała „przepaść pokoleniowa”, wokół której zbudowano skandal, jest tak naprawdę efektem oświetlenia, makijażu i sposobu, w jaki Bancroft się porusza. Rolę wcześniej rozważano dla Doris Day, która odmówiła. Benjamina miał grać Robert Redford, ale Nichols uznał, że Redford nigdy nie zagra przegranego. Miał rację i była to najlepsza decyzja obsadowa dekady.
I dochodzimy do finału, który jest właściwym powodem, dla którego warto kupić bilet. Ben porywa Elaine z ołtarza, oboje wskakują do autobusu, publiczność dostaje dokładnie to, po co przyszła. A potem Nichols nie przerywa ujęcia. Uśmiechy schodzą im z twarzy, powoli, i przez kilkanaście sekund patrzymy na dwoje ludzi, którzy właśnie zorientowali się, że nie mają dokąd jechać. Anegdota powtarzana od dekad mówi, że reżyser po prostu nie powiedział „cięcie”, a aktorzy nie wiedzieli, czy scena trwa. To jedyny moment, w którym Benjamin nie ma się przeciwko czemu buntować. Panika w jego oczach jest paniką człowieka wolnego. Pytany przez studentów, co dalej z Benem i Elaine, Nichols odpowiadał: stają się swoimi rodzicami.









