Wajda urodził się w Suwałkach w marcu 1926 roku, więc szósta edycja festiwalu wypada dokładnie w setną rocznicę, co organizatorzy przyjęli mniej więcej tak, jak należało: rozszerzeniem programu do granic możliwości.
Ekran rozstawiony na bulwarach, komary w roli publiczności z drugiego rzędu i „Brzezina” z 1970 roku puszczana o dwudziestej drugiej przy ulicy Andrzeja Wajdy. Miasto, które ma jego nazwisko na tabliczce z nazwą alei, na sali koncertowej, a od niedzieli także na ścianie liceum, zaczyna w czwartek czterodniowy seans pamięci, Z tą różnicą, że pamięć akurat tutaj ma metrykę wcześniejszą wobec filmografii.
Cztery dni, jeden patron
Otwarcie, 20 sierpnia to czterominutowa „Lekcja pływania” z 1970 roku, film, o którym pamiętają głównie archiwiści, następnie rozmowa Łukasza Maciejewskiego z Robertem Więckiewiczem i dwie godziny „Wałęsy. Człowieka z nadziei”. Zaraz po tym na scenę wchodzi Adam Sztaba z orkiestrą i koncertem „Wajda – Muzyka”, bo skoro już się świętuje, to niech zabrzmi to, co przez pół wieku siedziało pod obrazem i zwykle wychodziło z kina razem z widzem, nie zauważone.
Najciekawsze dzieje się jednak tam, gdzie zwykle nie ma tłumów. Program przez dwa dni wraca do Teatru Telewizji: „Wieczernik”, „Makbet” z 1969 roku, „Bigda idzie!”. To najbardziej ulotna część dorobku Wajdy – spektakle, które istniały raz, w jeden wieczór, przed telewizorem, i których nikt nie sprzedaje dziś na koszulkach. Do tego debata „Wajda obywatel”, konkurs krótkometrażowy dla studentów szkół filmowych i pokazy Szkoły Wajdy, gdzie zamiast klasyki lecą rzeczy świeże, w rodzaju „Lombardu” Łukasza Kowalskiego.
Plakat, który wychodzi na ulicę
Dyrektorem artystycznym całości jest Andrzej Pągowski, więc nie sposób udawać, że chodzi wyłącznie o film. Festiwal otwiera wernisaż jego wystawy „Wajda na nowo – suplement”, a w niedzielę o trzynastej, przy ulicy Andrzeja Wajdy, na budynku I LO, zostaje odsłonięty jego mural. Artysta, który przez dekady sprowadzał filmy do jednego obrazu, teraz wypełni ścianę w mieście urodzenia reżysera.
Finał w niedzielny wieczór: nagrody za całokształt dla Allana Starskiego, Janusza Gajosa i Wojciecha Marczewskiego, Grand Prix konkursu i „Separatka” w wykonaniu Joanny Szczepkowskiej i Doroty Landowskiej. Wcześniej sobotnia debata jubileuszowa „Dziedzictwo Andrzeja Wajdy” z listą gości długą jak napisy końcowe – Krakowska, Zawadzka, Komorowska, Kwieciński, Łukaszewicz.
W nazwie tego festiwalu najważniejsze jest to ostatnie słowo. „Na nowo” zakłada bowiem, że coś wciąż da się przeczytać inaczej, a nie tylko odkurzyć i odstawić na półkę z laurką. Ryzyko rocznicowego brązownictwa jest w takich sytuacjach standardowe i mniej więcej tak samo nieuchronne jak deszcz w sierpniu. Ale kino plenerowe nad Hańczą jest bezpłatne, wstęp na debaty też, a „Panny z Wilka” kosztują piętnaście złotych, czyli mniej niż popcorn w centrum handlowym. Sto lat to wiek, w którym reżyser zwykle należy już wyłącznie do podręczników – w Suwałkach jest inaczej.







![Dlaczego na filmie „Kumotry” pęknie wam serce (i bardzo dobrze!) [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Kumotry_01_Still_1_4_1_36455417bb.jpg&w=1920&q=80)


