FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Film

Tha'r w dwóch językach. „Fauda” po 7 października już nie stoi pośrodku [RECENZJA]

Autor: Agnieszka Sielańczyk
25-09-2026
Tha'r w dwóch językach. „Fauda” po 7 października już nie stoi pośrodku [RECENZJA]
Tha'r w dwóch językach. „Fauda” po 7 października już nie stoi pośrodku [RECENZJA]
fot. kadr z serialu „Fauda”

Nie jest to zarzut. Przynajmniej nie tylko zarzut. To najbardziej osobisty sezon, jaki Lior Raz i Avi Issacharoff kiedykolwiek napisali i czuć to w każdym odcinku, łącznie z tymi, które najchętniej by się przewinęło.

Przez cztery sezony „Fauda” przebierała swoich bohaterów. Izraelscy komandosi zakładali kefije, zmieniali akcent i wchodzili do Nablusu, Dżeninu, Gazy, a serial razem z nimi przechodził na drugą stronę i zostawał tam na tyle długo, żeby widz zaczął rozumieć, dlaczego Walid czy Abu Ahmad są tacy, jacy są. Piąty sezon też kończy się przebraniem, tylko odwrotnym. To wróg zakłada kostium Żyda. Trudno o bardziej czytelny sygnał, że coś zmieniło się na stałe.

Bardzo ważny jest tu kontekst, więc zacznijmy od niego. Po atakach Hamasu Raz wyrzucił wszystko, co miał już napisane do piątego sezonu i usiadł z Issacharoffem do pracy od początku. W wywiadzie dla „The Jewish Chronicle” mówi wprost, że zaczęli pisać z pozycji swojej traumy i dodaje zdanie, które warto zapamiętać, bo przyda się przy ocenie całości: nie przychodzą robić hasbary ani PR-u, tylko pokazać, co stało się z bohaterami, których pokochały miliony.

Biografia ekipy ma w tym swój udział. Wieloletni członek ekipy Matan Meir zginął w grudniu 2023 roku w Bejt Hanun w północnej Strefie Gazy, od wybuchu w zaminowanym szybie tunelu i to jemu zadedykowano pierwszy odcinek. Idan Amedi, serialowy Sagi z sezonów od drugiego do czwartego, który miał zagrać także w pierwotnej wersji piątego, został ciężko ranny w Gazie w styczniu 2024 roku jako rezerwista. Wyzdrowiał, ale w nowym sezonie go nie ma. Sam Raz 7 października był w Rumunii, jego siostra dzwoniła z otoczonego kibucu Erez, a 8 października był już w Sderocie i pomagał ewakuować rodziny. Issacharoff z kolei wspomina, że obudziły go syreny o 6:29. W drugim odcinku retrospekcji Eli spogląda na zegarek i jest dokładnie 6:29.

W Izraelu nowa „Fauda” zadebiutowała 18 maja 2026 roku na kanale yes, na Netfliksie pojawiła się 8 września. Jedenaście odcinków nakręcono w Izraelu i na Węgrzech, więc Marsylia, w której dzieje się duża część akcji, to w praktyce Budapeszt. Według „Times of Israel” sezon ma być prawdopodobnie ostatnim. Twórcy tego jednoznacznie nie potwierdzili, podobnie jak doniesień Kanału 12 o kinowej wersji.

Rozproszony oddział

Akcja rusza dwa lata po masakrze i od pierwszych minut wiadomo, że drużyna, jaką znaliśmy, już nie istnieje. Doron chodzi na terapię i nie potrafi odtworzyć ośmiu godzin z 7 października. Steve pilnuje oligarchów w Londynie, Sagi i Nurit wyjechali do Australii. Eli mieszka w osiedlu na Zachodnim Brzegu i nie może się podnieść po zamordowaniu żony i jej dzieci w spalonym kibucu. Impuls do działania przychodzi z nieoczekiwanej strony: beduiński przyjaciel Elego, Salem, który w tym samym ataku stracił syna, przynosi informację o bojowniku Nukhby odpowiedzialnym za śmierć ich bliskich, i obaj jadą do Marsylii.

To jest najciekawsza decyzja scenariusza i warto się przy niej zatrzymać. Sezon otwierają definicje arabskiego słowa tha'r, zemsty krwi, podane równolegle po hebrajsku i po arabsku. Issacharoff tłumaczy, że to pojęcie szczególnie silne w kulturze plemion beduińskich, gdzie zabicie członka rodziny zobowiązuje do odwetu. W czwartym sezonie tym, co łączyło obie strony, była modlitwa: umierający Doron recytował jednocześnie Szema Israel i muzułmańską Fatihę. Teraz wspólnym mianownikiem jest krew. To wciąż jest myśl o symetrii, tylko o symetrii zdecydowanie bardziej ponurej. I umieszczenie w centrum Beduina, który opłakuje syna zabitego przez Hamas, nie jest przypadkiem: Issacharoff przypomina, że 7 października porywano i zabijano także muzułmanów, choć napastnicy wiedzieli, kim są.

Marsylia, czyli Europa w kefiji

Zemsta szybko okazuje się fabularnym wytrychem do większej intrygi, bo w Marsylii działa Saïd al-Khatib, grany przez francusko-algierskiego aktora Hakima Djaziriego, który werbuje sympatyzujących z Palestyną białych Europejczyków do kolejnej masakry w Izraelu. Obsada tej roli to osobna historia. Djaziri opowiada, że jako trzynastolatek uciekł z rodziną przed wojną domową w Algierii, a potem we Francji sam otarł się o radykalizację, zanim uratował go teatr. Grając Saïda, wie, o czym mówi i to widać w scenach, w których jego postać uwodzi słuchaczy spokojem, a nie wrzaskiem.

Obok niego Mélanie Laurent jako Anne Aubert. Dla kinomana to casting z drugim dnem: kobieta, która u Tarantino podpalała kino pełne nazistów, tutaj gra żonę terrorysty, która po jego śmierci chce go pomścić i godzi się założyć pas szahida, a jej determinacja zaczyna pękać dopiero wtedy, gdy poznaje pełną skalę zbrodni, w których uczestniczył mąż. Laurent gra na półtonach i jej sceny z Razem należą do najlepszych w sezonie, bo spotykają się w nich dwie osoby, które żałoba zjadła od środka.

Tu jednak zaczyna się problem, który trafnie opisał PJ Grisar w „The Forward”. Werbowanie przez Saïda białych Europejczyków służy mu za dość wytartą opowieść o postkolonialnym poczuciu winy, które znajduje ujście w sprawie palestyńskiej. Anne w swojej kefiji jest mniej postacią, a bardziej tezą: że zachodni romans z Palestyną prowadzi prosto do Hamasu. Do tego dochodzi wątek francuskiego oficera wywiadu, który po cichu współpracował z Hamasem, a ten w zamian podsuwał mu informacje o bojownikach Al-Kaidy i ISIS i pompował jego karierę. Wszystko to jest podane sprawnie, ale z tezą szytą grubymi nićmi.

Odcinki siódmy i ósmy

Serce sezonu bije w retrospekcjach. Oba odcinki poprzedza ostrzeżenie i informacja, że można je pominąć bez utraty wątku. Część recenzentów z tej furtki skorzystała, autorka JewishBoston przyznaje, że nie była w stanie ich obejrzeć. Rozumiem, ale to właśnie tam „Fauda” robi coś, czego jeszcze nie robiła: zamiast kontrolować chaos, pokazuje, jak sama się w nim gubi. Doron i Steve jadą przez pole, po którym uciekają uczestnicy festiwalu Nova, zabijają kilku napastników, próbują wyprowadzać ludzi, ale skala i tempo ataku ich przerastają. Najmocniejsze sceny rozgrywają się jednak nie w polu, tylko w domowym schronie. Żona Elego ukrywa się w mamadzie z nastoletnimi dziećmi i sąsiadką muzułmanką, jeden z napastników w tym czasie spokojnie częstuje się ciastem.

Grisar ma do tych odcinków poważne zastrzeżenie: jego zdaniem centralna sekwencja jest zbyt przywiązana do świeżych wydarzeń i zbudowana za bardzo jak kino akcji, przez co bywa wyzyskująca, nawet jeśli pomyślano ją jako hołd. Nie do końca się z tym zgadzam. Konwencja akcji jest tu raczej sposobem, w jaki ten serial w ogóle potrafi myśleć, a jej bezradność wobec skali wydarzeń jest najuczciwszym momentem sezonu. Doron, który przez cztery sezony wychodził cało z każdej opresji, tym razem nie ratuje wszystkich i na tym polega jego trauma.

Kamera nie przekracza granicy

„Fauda” zawsze była krytykowana z obu stron. Ruch BDS nazywał ją serialem gloryfikującym zbrodnie wojenne, „Haaretz” określał ją jako moralnie wątpliwą. Akademicy też nie odpuszczali: Yonatan Mendel i Nadeem Karkabi w „Middle East Journal” opisywali kulturowe „przebieranie się za Araba” jako odbicie syjonistycznego spojrzenia na palestyńskiego Innego, które utrwala hierarchię Żydów nad Arabami, a w „New Review of Film and Television Studies” pojawiła się teza, że choć serial wydaje się radykalny w swoich wyborach dramaturgicznych, jego melodramatyczny szkielet łagodzi przekaz i ostatecznie efekt jest ostrożniejszy, niż mogłoby się wydawać.

Mimo to wcześniejsze sezony wiedziały, jak zrobić miejsce drugiej stronie. W trzecim sezonie, w dużej mierze osadzonym w Gazie, część mieszkańców Strefy dostawała ludzką twarz, a jeszcze w czwartym tytuł otwarcie krytykował izraelskie praktyki, łącznie z torturami przy wydobywaniu informacji.

W piątym sezonie Gazy nie ma. Nie widzimy jej ani razu, o zniszczeniach tylko słyszymy, a wzmianka o odpowiedzialności zbiorowej brzmi raczej jak obowiązkowa formułka. Villains, jak mówią Amerykanie, są po prostu villains i to dość nijakimi: recenzent Unpacked zauważa, że poza jednym wyjątkiem terroryści nie mają ani grozy, ani złożoności, jakiej wymaga fabuła, a JewishBoston pisze, że czarne charaktery są wyraźnie słabiej rozpisane niż Abu Ahmad, Walid czy Al-Makdasi z poprzednich sezonów. Jest też scena, która dobrze streszcza nowy ton: po strzelaninie z większą ilością krwi, niż ten serial kiedykolwiek pokazywał, Doron opróżnia magazynek w przeciwnika ze słowami, że to za 7 października. Poprzednia „Fauda” na pewno by tego nie zrobiła.

Z drugiej strony trudno wymagać od ludzi, którzy pogrzebali kolegę z planu i odwiedzali w szpitalu aktora z własnej obsady, żeby pisali ten sezon z pozycji arbitra.

Dlaczego to wciąż działa

A jednak piąta „Fauda” nie jest agitką. Tha'r nie jest w niej cnotą. Doron jest wrakiem, który funkcjonuje tylko dlatego, że nie umie przestać, a po 7 października, jak się dowiadujemy, przez kilka dni siedział w otępieniu pod drzewem. Raz gra to znakomicie: oczami, zmęczonym ciałem, brakiem słów. Yaakov Zada-Daniel jako Eli dorównuje mu kroku, a Itzik Cohen wnosi do roli Gabiego ulgę, której ten sezon potrzebuje. Gdy w centrum dowodzenia rzuca, że jest na to za stary, trudno nie pomyśleć o Dannym Gloverze z „Zabójczej broni”. Są też znakomite role kobiet, wspomniana Mélanie Laurent oraz Dana, grana przez Meirav Shirom. Przez lata stała w cieniu Gabiego, asystując mu przy przesłuchaniach. Teraz awansowała na starszą oficerkę i wraz z awansem dostała najbardziej niewygodny sekret sezonu. Okazuje się, że to ona zwerbowała jako informatora człowieka, na którego polują Doron i Eli, choć znała jego przeszłość. To jedyne miejsce, w którym piąta „Fauda” kieruje ostrze do wewnątrz i szkoda, że tylko jedno.

Sezon wskoczył na pierwsze miejsce Netfliksa w Libanie i wysoko w innych krajach arabskich, a według danych przytaczanych przez „Jewish Journal” był czwartym najchętniej oglądanym nieanglojęzycznym serialem na świecie w tygodniu 7–13 września, z 2,1 mln wyświetleń. To ostatnie dane z jednego źródła, więc traktuję je ostrożnie, ale skala zainteresowania jest nie do przeoczenia.

Piąta „Fauda” jest mniej obiektywna niż cztery poprzednie i nawet nie próbuje tego ukrywać. Jest też lepiej zagrana, gęstsza emocjonalnie i odważniejsza w tym, co pokazuje o własnych bohaterach. To serial ludzi, którzy przestali udawać, że stoją na środku mostu, ale wciąż pamiętają, że most ma dwa brzegi. Tym razem nie przechodzą jednak na drugi.

Advertisement

Polecane

Co po  „Faudzie”? 5 znakomitych tytułów szpiegowskich

Co po „Faudzie”? 5 znakomitych tytułów szpiegowskich

Johnny Depp powraca do Hollywood. Jest pierwszy zwiastun filmu „Nienasycony”

Johnny Depp powraca do Hollywood. Jest pierwszy zwiastun filmu „Nienasycony”

Dlaczego łatwiej nam zgłębić historię gwiazd niż własnej rodziny? [FELIETON]

Dlaczego łatwiej nam zgłębić historię gwiazd niż własnej rodziny? [FELIETON]

Walc z elektroniką w DNA. O muzyce do serialowej „Lalki” rozmawiamy z Baaschem

Walc z elektroniką w DNA. O muzyce do serialowej „Lalki” rozmawiamy z Baaschem

Jakie są potrzeby Gen Z? Match Group wznawia tradycjonalistyczną aplikację randkową

Jakie są potrzeby Gen Z? Match Group wznawia tradycjonalistyczną aplikację randkową

Szeptem przeciw nowoczesności. Czego wciąż szukamy u bab, znachorów i na górze czarownic?

Szeptem przeciw nowoczesności. Czego wciąż szukamy u bab, znachorów i na górze czarownic?

Polecane

Co po  „Faudzie”? 5 znakomitych tytułów szpiegowskich

Co po „Faudzie”? 5 znakomitych tytułów szpiegowskich

Johnny Depp powraca do Hollywood. Jest pierwszy zwiastun filmu „Nienasycony”

Johnny Depp powraca do Hollywood. Jest pierwszy zwiastun filmu „Nienasycony”

Dlaczego łatwiej nam zgłębić historię gwiazd niż własnej rodziny? [FELIETON]

Dlaczego łatwiej nam zgłębić historię gwiazd niż własnej rodziny? [FELIETON]

Walc z elektroniką w DNA. O muzyce do serialowej „Lalki” rozmawiamy z Baaschem

Walc z elektroniką w DNA. O muzyce do serialowej „Lalki” rozmawiamy z Baaschem

Jakie są potrzeby Gen Z? Match Group wznawia tradycjonalistyczną aplikację randkową

Jakie są potrzeby Gen Z? Match Group wznawia tradycjonalistyczną aplikację randkową

Szeptem przeciw nowoczesności. Czego wciąż szukamy u bab, znachorów i na górze czarownic?

Szeptem przeciw nowoczesności. Czego wciąż szukamy u bab, znachorów i na górze czarownic?

Więcej od autora

Walc z elektroniką w DNA. O muzyce do serialowej „Lalki” rozmawiamy z Baaschem

Walc z elektroniką w DNA. O muzyce do serialowej „Lalki” rozmawiamy z Baaschem

Szeptem przeciw nowoczesności. Czego wciąż szukamy u bab, znachorów i na górze czarownic?

Szeptem przeciw nowoczesności. Czego wciąż szukamy u bab, znachorów i na górze czarownic?

Maja Kleczewska: „Widz, który wychodzi znudzony i obojętny – to jest nasza porażka. Jak wyjdzie nawet zły, to już jest coś” [WYWIAD]

Maja Kleczewska: „Widz, który wychodzi znudzony i obojętny – to jest nasza porażka. Jak wyjdzie nawet zły, to już jest coś” [WYWIAD]

Walc z elektroniką w DNA. O muzyce do serialowej „Lalki” rozmawiamy z Baaschem

Walc z elektroniką w DNA. O muzyce do serialowej „Lalki” rozmawiamy z Baaschem

Szeptem przeciw nowoczesności. Czego wciąż szukamy u bab, znachorów i na górze czarownic?

Szeptem przeciw nowoczesności. Czego wciąż szukamy u bab, znachorów i na górze czarownic?

Maja Kleczewska: „Widz, który wychodzi znudzony i obojętny – to jest nasza porażka. Jak wyjdzie nawet zły, to już jest coś” [WYWIAD]

Maja Kleczewska: „Widz, który wychodzi znudzony i obojętny – to jest nasza porażka. Jak wyjdzie nawet zły, to już jest coś” [WYWIAD]

FacebookInstagramTikTokX
Advertisement