Dzisiejszy świat do złudzenia przypomina co chwila nowy odcinek „Black Mirror". Choć wielu z nas nadal myśli o sławie w samych superlatywach, coraz widoczniej zauważamy koszty, jakie ona za sobą niesie.
Tegoroczna trasa koncertowa Ariany Grande, zatytułowana „Eternal Sunshine”, przyciągnęła uwagę internautów. Dyskusja krążyła jednak nie wokół muzyki czy performance'u, a wokół zdjęcia, które fani i krytycy uznali za ucieleśnienie dystopijnej wizji, przedstawianej w odcinku „Rachel, Jack i Ashley Too” brytyjskiego serialu „Black Mirror”. Wizerunek publiczny gwiazdy pop, granej przez Miley Cyrus, był w nim całkowitą fabrykacją kontrolowaną przez ludzi czerpiących z niej zyski.
Na zdjęciu widzimy wyglądającą na wykończoną fizycznie gwiazdę, której można na pierwszy rzut oka policzyć żebra. Stoi ona na tle morza iPhone'ów, które zdają się jeszcze bardziej wysysać z niej życie.
Podczas gdy świat widzi idealną gwiazdę, prawdziwa osoba pod spodem staje się wydmuszką. Miley po nagraniu odcinka przyznała, że wcale nie czuła, że musi grać – jej codzienność wygląda bowiem bardzo podobnie. Kontrolowanie każdego swojego ruchu tak, żeby nie kolidował z wizją, którą wymyślili projektanci image'u, wiąże się często z utratą lub zaburzeniami poczucia tożsamości. Jak bowiem inaczej wyjaśnić ciągłe fluktuacje wizerunku Ariany Grande, adaptującej nowe głosy, akcenty, a nawet cechy rasowe?
Artystka twierdzi, że nigdy nie była tak zdrowa
Mimo że od jakiegoś czasu fani Ariany wyrażają zaniepokojenie jej stanem zdrowia, związane z chorobliwym wychudzeniem i lękowymi reakcjami, które wzbudziły dyskusję w trakcie promocji filmu „Wicked: Na dobre”, artystka uparcie utrzymuje, że nigdy nie czuła się lepiej.
W erze, w której skrajna, chorobliwa szczupłość jest uznawana za szczyt atrakcyjności, a połowa Hollywood faszeruje się Ozempikiem, trudno uwierzyć w deklaracje artystki. Gdy kilka lat temu pojawiły się pierwsze głosy, wyrażające niepokój dotyczący jej utraty wagi, wokalistka wrzuciła na media społecznościowe film, w którym prosi o niekomentowanie jej ciała.
Rzeczywiście, kultura komentowania kobiecych ciał jest ogromnym problemem w popkulturze. Zmieniający się nieustannie kanon piękna, w który wpasowanie się zdaje się być wymaganiem, stwarza szerokie pole do bodyshamingu. Od tego czasu jej ciało stało się jednak jeszcze mniejsze – a ze względu na status gwiazdy i bycie wzorem do naśladowania – nie możemy traktować wagi Ariany jak jej prywatnej sprawy. Szczególnie, gdy wystającym żebrom towarzyszą oświadczenia o doskonałym samopoczuciu.
Iluzja spełnienia
Każde działanie zaczyna się w naszych umysłach jako teza – idealistyczna wizja czy cel, który motywuje nas do pracy. Wierzymy, że konkretna kariera, status finansowy czy relacja magicznie rozwiążą wszystkie nasze problemy i przyniosą trwałe szczęście. Gdy zaczynamy realizować ten cel, do głosu dochodzi rzeczywistość, negująca nasze wyobrażenia – antyteza.
W przypadku sławy antytezą są utrata autonomii, inwigilacja przez media, traumatyczne wydarzenia czy konieczność zrezygnowania z części naszych założeń i dopasowania się do oczekiwań przemysłu. Sukces fizycznie konsumuje jednostkę, co może objawiać się na różne sposoby – od nadużyć substancji, przez obłęd, skrajną zmianę osobowości, aż do zaburzeń postrzegania własnego ciała, które ewidentnie można zauważyć u Ariany.
Ostateczny wynik naszych starań zawsze jest nowy i odmienny od tego, co sobie wyobrażaliśmy. Dlatego właśnie osiągnięcie celu często nie wiąże się ze spełnieniem marzenia. Przykład Ariany Grande świetnie to obrazuje. Dziewczynka, marząca o byciu piosenkarką R&B, zaczęła od bycia dziecięcą aktorką, której narzucano wizerunek granych przez nią postaci. Gdy udało jej się dojść do muzycznej kariery, wydała jej się ona niewystarczająca. Obecnie gwiazda postrzega sławę i karierę w zupełnie inny sposób, niż gdy zaczynała.
Sposobem na wyrwanie się z błędnego koła, w którym za każdym razem, gdy osiągamy etap końcowy, pojawia się kolejny cel, a satysfakcja znika, jest zrozumienie, że nigdy nie przewidzimy wszystkich czynników i nie będziemy mieli pełnej kontroli nad wynikiem naszych działań. Jedynym, co może dać nam prawdziwe spełnienie, są relacje z ludźmi, sztuka tworzona dla artyzmu, a nie komercji, czy budowanie społeczności – w nich bowiem nieprzewidywalność nie opiera się na negatywności, lecz na pozytywach.




![„Co do... kury?”: podlaska Godzilla, która wykluła się z lalkarskiego buntu [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_000_MYWU_33_H8_PWFDN_C124_ce7379dae2.webp&w=1920&q=80)





