FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Advertisement
Muzyka

„Nie chcemy być jak McDonald's i trafiać w każde gusta”, rozmawiamy z Andym Lisztem z zespołu LSD and the Search for God

Autor: Magda Chemicz
08-07-2026
„Nie chcemy być jak McDonald's i trafiać w każde gusta”, rozmawiamy z Andym Lisztem z zespołu LSD and the Search for God
„Nie chcemy być jak McDonald's i trafiać w każde gusta”, rozmawiamy z Andym Lisztem z zespołu LSD and the Search for God
LSD and the Search for God, od lewej Chris Fifield, E. Scarlett Levinson, Andy Liszt; fot. Aspen Jolle

Choć na koncie mają tylko dwie EP-ki, jedną sprzed 10, a drugą 19 lat, zespół LSD and the Search for God zna każdy fanatyk shoegaze'u. Z wokalistą i gitarzystą zespołu, Andym Lisztem, rozmawiamy o relacji z fanami, definicji gatunku i tym, dlaczego nazwa zespołu jest kluczowa.

Zespół LSD and the Search for God wystąpi 9 sierpnia na OFF Festivalu.

Jesteś znany ze swojej bliskiej relacji z fanami. Wasz zespół z biegiem lat stał się bardzo popularny – a stworzenie poczucia bliskości z dużą grupą nie należy do najprostszych.

Podobnie jak w każdej innej relacji – ta bliskość pojawia się naturalnie. Uwielbiamy tę więź z naszymi fanami. Ludzie, którzy nawiązują z nami kontakt, przyjeżdżają na nasze koncerty i słuchają naszej muzyki to naprawdę fajne osoby. Interesują się tym co tworzymy w szczery, prawdziwy i osobisty sposób, dzięki czemu łatwo jest nam nadawać na tych samych falach.

Nie sądzę jednak, żeby zebranie grona fanów było naszym głównym celem, kiedy zakładaliśmy zespół. Po prostu tworzyliśmy muzykę i dzieliliśmy się nią. Mamy szczęście, że przyciągamy do siebie tylu wspaniałych ludzi. Myślę, że to część naszego sukcesu.

Pandemia stanowiła przełomowy okres dla zespołu pod względem rozwoju i przypływu nowych fanów, którzy znaleźli was dzięki algorytmom. Widzisz różnicę między waszą starszą, bardziej analogową publicznością z rejonu Zatoki San Francisco, a waszymi aktualnymi odbiorcami?

Pandemia to był czas, kiedy muzyki praktycznie nie dało się poznawać na żywo. Mnóstwo ludzi siedziało natomiast przed komputerami, odkrywało muzykę w inny sposób i inaczej się nią dzieliło. Rzeczywiście, rozrośliśmy się pod względem liczby fanów, ale zainteresowanie ze strony zwykłych słuchaczy i intensywność tych interakcji nie zmieniły się w ogóle. Patrzenie kilka, a nawet kilkanaście lat wstecz, gdy skala była zupełnie inna, jest z dzisiejszej perspektywy fascynujące, ale nie czuję, żeby nasze nastawienie i interakcje ze słuchaczami bardzo się zmieniły.

Zostając w temacie ludzi, ale tym razem tych wewnątrz zespołu – przez ponad 20 lat istnienia, w skład LSD and the Search for God wchodziły różne osoby. Jak zmieniło się twoje postrzeganie zespołu? To zawsze był twój autorski projekt, czy fluktuował z każdą nową osobą?

Wszystko zmienia się z czasem, zespół też. Myślę, że projekt zawsze był dla mnie medium, podstawą do eksplorowania pomysłów na piosenki, które do mnie przychodzą i które piszę. Po drodze pojawiają się ludzie, którzy mają kluczowe znaczenie i pomagają mi powołać te utwory do życia. Nadają im zupełnie inną istotę, wykraczającą poza to, co słyszę we własnej głowie, dodając do nich własne, zupełnie nowe elementy. Pewnie są zespoły, które grają w tym samym czteroosobowym składzie przez 50 lat, ale to wcale nie jest takie łatwe. Ale nie wszystko się zmieniało, na przykład Chris jest w zespole praktycznie od samego początku, więc graliśmy wspólnie większość tras.

W pewnym sensie postrzeganie zespołu się zmienia, ale w głębi duszy wciąż eksplorujemy te piosenki, od których nie potrafię uciec. Poza tym, wspaniali muzycy, którzy są teraz w składzie, grają z nami już od dłuższego czasu.

A masz swój ulubiony moment z historii istnienia zespołu?

Zdecydowanie teraźniejszość.

Temat pracy nad nowym albumem przewija się od 2019 roku, a płyta wciąż nie wyszła. Wygląda na to, że poświęcacie mnóstwo czasu, żeby wypuszczane kawałki były dopracowane w najmniejszych szczegółach, a jednocześnie mówiliście w poprzednich wywiadach, że artysta nigdy nie kończy dzieła, po prostu je porzuca. Co blokuje was przed „porzuceniem” nowego projektu?

Nie czujemy się zobowiązani do trzymania się jakiegoś zewnętrznego planu czy harmonogramu. My naprawdę głęboko wierzymy w to, co robimy. Gdy pojawi się coś więcej, na pewno damy o tym znać. Może szybciej niż później.

Jesteś – razem ze Scarlett – wokalistą grupy. Shoegaze to specyficzny gatunek, bo nie traktuje wokalistów jak gwiazd, które są na świeczniku trochę bardziej niż reszta grupy. Nie czujesz czasami, że coś przez to tracisz?

Nie czuję, żeby mi czegoś brakowało. Nigdy nawet nie pomyślałem o tym w ten sposób. Myślę też, że gdybyś zapytała 10 osób, usłyszałabyś 10 różnych definicji shoegaze’u. My nie staramy się tworzyć pod konkretnym szyldem i nie zmieniamy muzyki tylko dlatego, że tak nakazują ramy gatunkowe. Po prostu w procesie tworzenia, a później miksowania, staramy się, aby muzyka brzmiała jak najlepiej dla nas. Nie sądzę, żeby czegokolwiek nam brakowało. Nie chcemy być jak McDonald's i trafiać w każde gusta. Chcemy trzymać się swojej ścieżki i robić swoje. Jeśli ludzie są tym zainteresowani – to świetnie. Jeśli nie – to również świetnie.

Aczkolwiek jest dużo zespołów powszechnie uznawanych za klasyki shoegaze’u , które były dla mnie niezwykle znaczące.

Kto lub co miało w takim razie największy wpływ na to, co robisz?

Życie. Natura i ptaki. Kiedy siedzi się na zewnątrz, słychać milion dźwięków zwierząt – słyszę je nawet teraz. Słyszę je i czuję, że żyję. To wspaniałe. Ale tym, co ma dla mnie największe znaczenie, jest doświadczenie życia. Zarówno jego trudnych, smutnych, jak i radosnych momentów.

Więc nie miałeś mentora, który prowadziłby cię przez świat muzyki?

Mój dziadek, który był bardzo obecny w moim życiu, był muzykiem, skrzypkiem grającym w orkiestrze. Był moim mentorem w wielu kwestiach, też tych muzycznych.

Andy Liszt, fot. Aspen Jolle

Czy wasze brzmienie zmieniło się od czasu ostatniej płyty, „Heaven Is a Place”?

Na pewno się zmieniło, bo wszystko się zmienia. Zbieramy nowe doświadczenia i je asymilujemy, a nasza muzyka to synteza życia, która przekuwa się w artystyczny, kreatywny rezultat. Nie sądzę jednak, żebyśmy celowo chcieli brzmieć inaczej.

A jeśli chodzi o narzędzia – czy wciąż używasz tych samych instrumentów i efektów?

Fajnie jest poeksperymentować z nowymi efektami i nowinkami technologicznymi. Często jest to ważna część procesu kreatywnego. Ale w dalszym ciągu, wiele rzeczy pozostaje bez zmian. Uwielbiam używać gitary, na której gram od 20 lat. Mam też dwa różne wzmacniacze, ale zazwyczaj gram na jednym z nich – tym samym, którego używam od wieków.

Odbiegając od sprzętu i kierując się w stronę życiowych fascynacji – jest coś, na punkcie czego masz ostatnio obsesję?

To może być dla wszystkich nowość, ale jestem całkowicie pochłonięty muzyką. Od wielu lat jest to moje główne hobby.

Karol Marks napisał, że religia to opium dla ludu. LSD nie jest opium, ale to nadal substancja wpływająca na świadomość. Macie ją w nazwie zespołu obok „poszukiwania Boga”. Dlaczego?

Od początku naszym pomysłem było wydawanie muzyki i dźwięków, które sami słyszeliśmy i którymi chcieliśmy się podzielić, a nie wpływanie na czyjąś świadomość. Lubię nazwę „LSD and the Search for God”, ale lubię też po prostu to, jak przewrotne bywa nadawanie nazw projektom muzycznym w ogóle. Wspomniałaś o Karolu Marksie, ale można też pomyśleć o Szekspirze, który w swoich sztukach często pokazywał, jak religia jest wykorzystywana do kontroli mas.

Bardzo lubię to, jak postrzeganie nazwy zespołu zmienia się, gdy poznajemy jego muzykę. Mam wiele zespołów, których nazwa mnie nie zachęcała, albo nawet odrzucała, a wraz z odkrywaniem muzyki nabierała dla mnie zupełnie innego charakteru i znaczenia.

O jakich zespołach mówisz?

Pierwszym, co przychodzi mi do głowy, jest My Bloody Valentine. Nie dostrzegałem niczego wyjątkowego w tej nazwie, dopóki nie usłyszałem ich muzyki. Wtedy uznałem, że to najlepsza nazwa, jaką w życiu słyszałem. Jeszcze wyraźniejszym przykładem jest Grateful Dead. Gdy usłyszałem tę nazwę jako dziecko, pomyślałem, że jest okropna. Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Myślę, że to, jak patrzymy na konkretne nazwy, zmienia się też wraz ze zdobywaniem doświadczenia życiowego. Trzeba mieć w sobie pewną inteligencję i ciekawość, żeby zastanawiać się nad tym, co robimy na tym świecie.

I chciałbyś, żeby wasza nazwa skłaniała słuchaczy do takich refleksji?

To od nich zależy, co chcą z tego wyciągnąć. Nie chcę, żeby przeżywali cokolwiek konkretnego. My chcemy wykorzystywać zasoby, które mamy w sobie i przekształcać je tak, żeby mogły być wykorzystane przez ludzi zainteresowanych naszą twórczością. Ale to, jak je wykorzystają, to już nie nasza sprawa.

Więc nie ma konkretnego przesłania, które chcecie przekazać?

Nie, tworzymy po prostu coś prawdziwego i szczerego, co sami przeżywamy. Nie ma za tym głębszej filozofii. Jeśli ludzie są tym zainteresowani – super, jeśli nie – też super.

I wreszcie – czy przy okazji OFF Festivalu będziesz w Polsce po raz pierwszy?

Tak i nie mogę się doczekać. Mój dziadek, o którym wcześniej mówiłem, pochodził z Łotwy, a jego rodzina kilka pokoleń wstecz pochodziła z Polski. Mimo to, nigdy jeszcze jej nie odwiedziłem, więc jestem jej naprawdę bardzo ciekawy.

Advertisement

Polecane

OFF Festival 2026. Przewodnik po 19. edycji wydarzenia

OFF Festival 2026. Przewodnik po 19. edycji wydarzenia

Wrocław znów stanie się stolicą ambitnego kina. Przed nami 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty

Wrocław znów stanie się stolicą ambitnego kina. Przed nami 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty

Senna ekonomia. Dlaczego firmy zarabiają miliardy na naszym odpoczynku?

Senna ekonomia. Dlaczego firmy zarabiają miliardy na naszym odpoczynku?

Badania pokazują, że lękowy styl przywiązania sprzyja posiadaniu dzieci

Badania pokazują, że lękowy styl przywiązania sprzyja posiadaniu dzieci

Uwaga: wrażliwe! Nick Cave wsparł polskie dzieci w kryzysie psychicznym

Uwaga: wrażliwe! Nick Cave wsparł polskie dzieci w kryzysie psychicznym

La Dolce Vita w nowym wydaniu. Włoskie ikony kultury inspirują globalne marki

La Dolce Vita w nowym wydaniu. Włoskie ikony kultury inspirują globalne marki

Polecane

OFF Festival 2026. Przewodnik po 19. edycji wydarzenia

OFF Festival 2026. Przewodnik po 19. edycji wydarzenia

Wrocław znów stanie się stolicą ambitnego kina. Przed nami 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty

Wrocław znów stanie się stolicą ambitnego kina. Przed nami 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty

Senna ekonomia. Dlaczego firmy zarabiają miliardy na naszym odpoczynku?

Senna ekonomia. Dlaczego firmy zarabiają miliardy na naszym odpoczynku?

Badania pokazują, że lękowy styl przywiązania sprzyja posiadaniu dzieci

Badania pokazują, że lękowy styl przywiązania sprzyja posiadaniu dzieci

Uwaga: wrażliwe! Nick Cave wsparł polskie dzieci w kryzysie psychicznym

Uwaga: wrażliwe! Nick Cave wsparł polskie dzieci w kryzysie psychicznym

La Dolce Vita w nowym wydaniu. Włoskie ikony kultury inspirują globalne marki

La Dolce Vita w nowym wydaniu. Włoskie ikony kultury inspirują globalne marki

Więcej od autora

Premia za urodę. Czy atrakcyjni politycy rządzą inaczej? [BADANIE]

Premia za urodę. Czy atrakcyjni politycy rządzą inaczej? [BADANIE]

Typy Muzyka, czyli Lass, powrót Keleli i album „Enjoy!”– ostatni projekt współtworzony przez Michała Urbaniaka

Typy Muzyka, czyli Lass, powrót Keleli i album „Enjoy!”– ostatni projekt współtworzony przez Michała Urbaniaka

Senna ekonomia. Dlaczego firmy zarabiają miliardy na naszym odpoczynku?

Senna ekonomia. Dlaczego firmy zarabiają miliardy na naszym odpoczynku?

Premia za urodę. Czy atrakcyjni politycy rządzą inaczej? [BADANIE]

Premia za urodę. Czy atrakcyjni politycy rządzą inaczej? [BADANIE]

Typy Muzyka, czyli Lass, powrót Keleli i album „Enjoy!”– ostatni projekt współtworzony przez Michała Urbaniaka

Typy Muzyka, czyli Lass, powrót Keleli i album „Enjoy!”– ostatni projekt współtworzony przez Michała Urbaniaka

Senna ekonomia. Dlaczego firmy zarabiają miliardy na naszym odpoczynku?

Senna ekonomia. Dlaczego firmy zarabiają miliardy na naszym odpoczynku?

FacebookInstagramTikTokX
Advertisement