Łukasz Ronduda od lat konsekwentnie tworzy kino, które wymyka się prostym kategoriom. Reżyser, scenarzysta i kurator Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie w swoich filmach łączy świat sztuki współczesnej z opowieściami o emocjach, tożsamości i potrzebie bliskości. Bohaterowie jego historii – często artyści i outsiderzy – stają się pretekstem do opowiadania o współczesnych lękach i poszukiwaniu autentyczności.
Teraz Ronduda powraca z dwoma nowymi projektami. Po premierze dokumentalnego „Freak Show” podczas Millennium Docs Against Gravity, już wkrótce na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Tauron Nowe Horyzonty pokazany zostanie jego film „Powiedz mi, co czujesz”, czyli intymna opowieść o miłości w epoce kultury terapeutycznej. Z reżyserem rozmawiamy o procesie powstawania filmu, młodym pokoleniu wychowanym na języku emocji i o tym, dlaczego autentyczność jest dziś nową formą buntu.
Czy pamiętasz moment, w którym pomyślałeś, że chcesz robić filmy?
Mieszkałem wtedy w Ostrowcu Świętokrzyskim i pierwszy raz poszedłem do kina z tatą na „Janosika”. Byłem totalnie uniesiony tym filmem. Tym, że można buntować się przeciwko rzeczywistości i być za to nagrodzonym. Ale w momencie największego triumfu Janosika tata powiedział, że wychodzimy. Dopiero później odkryłem, że nie chciał, bym zobaczył końcówkę, kiedy Janosik zostaje powieszony na haku. Tak samo zrobił przy „Spartacusie”, kiedy leciał w telewizji. Wyłączył film, zanim przyszła kara.
Dzisiaj myślę, że on w pewnym sensie reżyserował te filmy dla mnie. Dał mi wiarę, że można walczyć z rzeczywistością i nie trzeba od razu bać się konsekwencji. To było moje pierwsze zetknięcie z reżyserią. Z myślą, że film można kształtować, że można decydować, gdzie historia się kończy. Dzięki temu nigdy nie byłem przed kinem na kolanach. Wiedziałem, że można je przetwarzać, tworzyć po swojemu.
Wspomniałeś o buncie. Twoje filmy wyrastają z tej potrzeby?
Tak. Ze sprzeciwu wobec dominującej rzeczywistości – kapitalistycznej, mainstreamowej. Sztuka od początku dawała mi przestrzeń buntu. Kiedy wyjechałem z małego miasta studiować historię sztuki, wszedłem w świat, który celebrował inność i sprzeciw wobec status quo. To mnie najbardziej interesowało.
Identyfikowałem się też z poczuciem bycia nie u siebie. W tranzycie między mniejszym miastem a dużym ośrodkiem człowiek w pewnym momencie przestaje być stąd albo stamtąd. Dopiero dziś mamy język, żeby to nazwać, choćby przez zwrot ludowy. Wtedy intuicyjnie ciągnęło mnie do ludzi, którzy też nie potrafili się do końca odnaleźć w rzeczywistości.
Często opowiadasz historie ludzi związanych ze sztuką. Dlaczego to artyści są dla ciebie tak ciekawymi bohaterami?
Bo interesuje mnie inność. W polu sztuki ona jest waloryzowana, doceniana, podczas gdy reszta świata często ją tłumi. Dlatego sztuka wydawała mi się przestrzenią wolności.
Moi pierwsi bohaterowie – Oskar Dawicki, Zuzanna Bartoszek, Wojtek Bąkowski – to osoby, które bardzo mocno połączyły sztukę z życiem. Jako kurator czułem, że tekst czy wystawa to za mało, by opowiedzieć o takich postaciach. Zrozumiałem, że film fabularny pozwala najpełniej powtórzyć rzeczywistość – jej nastrój, doświadczenie, emocje. To medium, które może oddać skalę tego, co ci ludzie zrobili ze swoim życiem.
Film „Powiedz mi, co czujesz” inspirowany jest życiem Patryka Różyckiego i Karoliny Balcer oraz projektem „Skup łez”. Jak trafiłeś na tę historię i te postacie?
To był projekt Alicji Rogalskiej i Łukasza Surowca realizowany w Lublinie w upadłej ekonomicznie dzielnicy. Ludzie mogli sprzedawać swoje łzy. Jedyne, co miały te osoby na sprzedaż, to swoje emocje i trudne historie. To było jednocześnie oczyszczające i uprzedmiotawiające.
Bardzo poruszyło mnie to, że trzydzieści lat po transformacji znaleźliśmy się w miejscu, które miało być odejściem od biednego, ale względnie równego społeczeństwa. Ten projekt uświadomił mi, jak bardzo zmieniła się struktura społeczna, jak głębokie stały się nierówności i jak silnie splatają się one z emocjami. „Skup łez” w rzeczywistości nie kupował samych łez, lecz ludzkie przeżycia i emocje. Ta historia stała się dla mnie punktem wyjścia. Zbierałem różne elementy – postacie, projekty artystyczne, emocje – i tworzyłem z nich archiwum, które później układa się w scenariusz.
Historia ta mocno osadzona jest w kulturze terapeutycznej. Co fascynuje cię w pokoleniu, które już od najmłodszych lat analizuje swoje zachowania?
To, że jest dwujęzyczne. Z jednej strony operuje emocjami, a z drugiej ma język psychologii i wiedzę o mechanizmach, które za tym stoją. Sam poczułem tę dwujęzyczność po własnej terapii. Człowiek nie tylko przeżywa emocje, ale też rozumie, co się z nim dzieje.
To zmienia sposób chociażby zakochiwania się. W moim pokoleniu często szło się za emocją bez refleksji. Dzisiaj młodzi ludzie zakochują się, mając świadomość swoich traum, schematów, czułych punktów. I to jest fascynujące – obserwowanie pierwszej wielkiej miłości przy jednoczesnej samoświadomości.
Myślisz, że to lepsze podejście? Młode pokolenie nie jest zbyt zachowawcze?
Autentyczność emocjonalna jest dziś czymś rewolucyjnym. Wcześniejsze pokolenia wierzyły, że rzeczywistość zmienia się przez konflikt i walkę. Młode pokolenie odchodzi od tego modelu. Bardzo bliskie jest mi zdanie wypowiedziane przez Joachima Triera: „Tenderness is the new punk”. Totalnie się z tym utożsamiam. Autentyczność jest nowym punkiem.
Muzyka idealnie współgra z emocjami filmu. Jak udało ci się stworzyć ścieżkę dźwiękową tak spójną z opowiadaną historią?
Bardzo zależało nam, żeby muzyka była zgodna z wartościami bohaterów – z tą emocjonalną szczerością i autentycznością. Razem z Marcinem Lenarczykiem, kompozytorem filmu, szukaliśmy młodych zespołów z Gen Z, które reprezentują to zarówno tekstowo, jak i muzycznie.
Muzyka była dla nas też narzędziem utrzymywania tonu filmu – jego lekkości, kruchości, poetyckości. Podczas zdjęć słuchaliśmy konkretnych utworów, żeby zachować ten nastrój. Szukaliśmy muzycznego odpowiednika tego, czym dla bohaterów jest sztuka wizualna.
Czy „Powiedz mi, co czujesz” to twój najbardziej przystępny i komunikatywny emocjonalnie film?
Tak, bo odszedłem tutaj od konfliktu jako głównego motoru narracji. Wcześniejsze filmy były bardziej konfrontacyjne. Tutaj interesowała mnie lekkość. „Powiedz mi, co czujesz” jest melodramatem, komediodramatem o miłości.
To film o tym, że mierzenie się z własnymi czułymi punktami może być leczące. Każdy z nas nosi trudne miejsca w sobie, ale kiedy jesteśmy z nimi blisko, odzyskujemy nad nimi kontrolę. Gdy je wypieramy, przejmują władzę nad nami.
Interesowała mnie taka posttraumatyczna lekkość. W wielu filmach trauma całkowicie przejmuje opowieść. Mnie bardziej ciekawi moment wyjścia poza nią. To, że bliskość, kruchość, przyjemność i odsłonięcie się przed drugim człowiekiem mogą być wzmacniające.
Już przed premierą film zestawiany jest z „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” Emi Buchwald jako przykład nowej wrażliwości w polskim kinie. Czujesz tę zmianę?
Tak. Oglądając ten film, poczułem dużą wspólnotę. Właśnie przez tę emocjonalną autentyczność. Andrzej Wajda zawsze mówił, żeby szukać bohatera swoich czasów. Skupiać się na tym, co dzieje się tu i teraz, i patrzeć, w jaki sposób bohater czy bohaterka wyraża współczesność. To właśnie przez człowieka najlepiej można uchwycić moment, w którym żyjemy. Wydaje mi się, że dziś coraz więcej twórców próbuje opowiadać o potrzebie bycia bliżej siebie i pokazania się w takim kształcie, w jakim naprawdę jesteśmy.
Nad czym teraz pracujesz?
Rozwijam dwa scenariusze. Jeden z nich jest w pewnym sensie przedłużeniem „Powiedz mi, co czujesz”. To historia miłosna osadzona w środowisku młodych gotów.
![Łukasz Ronduda: „Interesuje mnie inność” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_1_eb2e49868c.jpeg&w=1920&q=80)

![Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Kasia_Zillmann_Serowik_Internet_25_b93b455f0f.jpg&w=1920&q=80)
![Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_260512_OW_KMAG_1811_eye_b6d362c8d8.jpg&w=1920&q=80)
![Alex Hayel: „Wrażliwość zaczyna się tam, gdzie jesteś w pełni sobą” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_2_c7287cd7d1.jpg&w=1920&q=80)




