„Folwark zwierzęcy” ma niecałe trzydzieści tysięcy słów. Przy średniej prędkości czytania prozy czytanie zajmie około dwóch godzin. Mniej niż seans „Oppenheimera”.
Doliczmy kwadrans, doliczmy dwa. Wieczór i tak wystarczy. Warto to sobie uzmysłowić, bo argument „nie mam czasu” jest w Polsce argumentem większościowym w badaniu czytelnictwa. Z raportu Biblioteki Narodowej za 2025 rok wynika, że co najmniej jedną książkę przeczytało 41 procent badanych, tyle samo co rok wcześniej. Siedem tytułów lub więcej: 7 procent. Reszta gdzieś po drodze odpadła, najczęściej na etapie pierwszych pięćdziesięciu stron grubego tomu.
Krótka książka nie jest wersją demo dużej literatury i ma w tej części Europy własną historię. Kryterium naszego doboru: mniej niż dwieście stron, dostępność po polsku i poziom literacki.

Osiem opowiadań o rodzinie Popperów: o ojcu Leonie, komiwojażerze sprzedającym odkurzacze Electrolux, o karpiach w stawie pod Buszthradem, o wojnie, która przechodzi przez tekst bokiem, ale pozostawia ślad – ojciec i dwaj bracia trafiają do obozów, wracają. Pavel pisał to jako czterdziestolatek, po tym jak w 1964 roku, na igrzyskach w Innsbrucku, gdzie pracował jako sprawozdawca sportowy, dopadła go choroba psychiczna. W „Jak spotkałem się z rybami” opisał tamten epizod sam: przekonanie, że spotkał diabła, i pożar zabudowania gospodarczego nad miastem, z którego wcześniej wyprowadził zwierzęta.
Polskie wydania łączą ten cykl z późniejszym tomem „Jak spotkałem się z rybami” (przekład, odpowiednio, Andrzeja Czcibora-Piotrowskiego i Józefa Waczkowa), więc na jeden wieczór wystarczy pierwsza połowa książki.











