Mała dziewczynka przygląda się przyjezdnej z miasteczka – tej, o której mówi się najgorsze rzeczy, tej w czerwonych szpilkach, z czerwonymi paznokciami i w za ciasnej sukience. Nigdy nie widziała piękniejszej kobiety. Dziecko z Appalachów wybrało sobie wzór osobowy z listy zakazanych i konsekwentnie, przez sześć dekad, nie dało go sobie odebrać.
Dolly Parton zmarła wczorej w Nashville, w wieku osiemdziesięciu lat. Rodzina przekazała, że odeszła spokojnie, a informację potwierdzili jej przedstawiciele oraz siostrzeniec artystki Bryan Seaver w krótkim nagraniu w sieci.
Jej głos, wysoki, z górskim zaśpiewem, którego nikt nigdy nie podrobił, rozpoznawało się w sekundę. Z niewielkiego Locust Ridge do Nashville pojechała zaraz po szkole średniej, w połowie lat sześćdziesiątych. Marzyła o karierze na scenie, a wylądowała dokładnie tam, gdzie ówczesne country przewidywało miejsce dla kobiety: w telewizyjnym programie Portera Wagonera, w charakterze partnerki do duetów przy męskiej gwieździe. Rola z góry ograniczona, ale pozostała w niej siedem lat. Tu miała szansę się pokazać. Od początku nie miała złudzeń, co do reguł tej branży. Mówiła wprost, że doskonale wiedziała, którzy próbują ją podrywać i że była wystarczająco bystra, żeby obrócić to na własną korzyść.
W 1970 roku jej „Joshua” znalazł się na pierwszym miejscu na listach country, a trzy lata później sukces powtórzyła „Jolene”. Imię usłyszała od małej rudej dziewczynki z zielonymi oczami, która po koncercie ustawiła się po autograf. Powtarzała je sobie podobno całą drogę do autobusu, żeby nie zapomnieć.
Pożegnanie, na którym wszyscy zarobili
W roku 1974 napisała i wydała „I Will Always Love You”. To nie jest piosenka o mężczyźnie, a wypowiedzenie współpracy zaadresowane do Portera Wagonera, najbardziej eleganckie odejście z pracy w dziejach amerykańskiej rozrywki. Osiemnaście lat później zaśpiewała ją Whitney Houston w kinowym hicie „Bodyguard” i pół świata do dziś jest przekonane, że to jej utwór. Parton nie robiła z tego dramatu ani razu. Żartowała, że Whitney może zatrzymać sławę, ona woli gotówkę. I dostała, bo od początku pilnowała praw do własnych piosenek. Również w czasie, gdy większość jej koleżanek nie wiedziała nawet, że można o to zapytać.
W 1980 zagrała Doralee w „Od dziewiątej do piątej”, u boku Jane Fondy i Lily Tomlin, dostała nominację do Oscara za piosenkę tytułową i przy okazji napisała najbardziej znany hymn pracowniczy XX wieku – utwór, który do dziś gra się na strajkach, chociaż jego autorka konsekwentnie unikała mówienia czegokolwiek o polityce. Potem „Najlepszy mały burdelik w Teksasie” i nominacja do Złotego Globu. W 1989 „Stalowe magnolie” z Sally Field, Julią Roberts i Shirley MacLaine. Pomiędzy tym, w 1983, duet z Kennym Rogersem: „Islands in the Stream”, napisane przez Bee Gees, numer jeden Billboard Hot 100.
To tylko kostium
O peruce, cekinach i całej tej hiperkobiecej konstrukcji mówiła zawsze tak samo i nigdy nie udawała, że jest inaczej: wygląda sztucznie, ale jest prawdziwa tam, gdzie ma to znaczenie, w sercu. Ze sceny żartowała z własnego biustu i kosztów utrzymania tego wizerunku. W Londynie w 1983 roku informowała publiczność, że docenia zakup biletów, bo naprawdę potrzebuje pieniędzy, a potem wyliczała, ile kosztuje wyglądanie tak tanio.
Była fenomenem – ta sama artystka należała jednocześnie do konserwatywnej Ameryki i do drag queens, do kościelnych chórów i do dziewczyn z uniwersyteckich kampusów. Sama uważała, że najpoważniej ze wszystkiego traktuje pisanie. Wygląd pomógł, charakter pomógł, ale to teksty wyciągnęły ją z gór – mówiła to w 1989 roku i nie zmieniła zdania przez następne trzydzieści lat, w czasie których napisała ich kilkaset.
W połowie lat osiemdziesiątych kupiła udziały w podupadającym parku rozrywki w Tennessee i nazwała go Dollywood, co brzmiało wtedy jak dowcip, a okazało się jednym z lepszych ruchów biznesowych w historii branży. Fundacja Dollywood ruszyła w 1988, żeby podnieść wskaźniki maturalne w hrabstwie, z którego pochodziła. W 2022 park ogłosił, że opłaci pełne studia każdemu pracownikowi, który zechce się uczyć. W pandemii przekazała milion dolarów na badania na Vanderbilt University, które pomogły przy szczepionce Moderny. Jeff Bezos i Lauren Sánchez dołożyli jej sto milionów do rozdysponowania na cele, które sama wybierze.
Zostaje po niej katalog, którego nie da się przesłuchać w jeden weekend, park pełen ludzi w środku sezonu i piosenka o rudej dziewczynie, którą zna cały świat. W tym akurat Dolly Parton była najlepsza: sprawiała, że rzeczy przemyślane co do sekundy wyglądały i brzmiały, jakby przyszły jej do głowy w drodze do autobusu, którym odjeżdżała po koncercie. Żegnaj Dolly, dziewczyno z Appalachów.





![Magistrzy analfabeci. Studenci polskich uniwersytetów osiągają wyniki niższe niż dziesięciolatki [BADANIE]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_joshua_hoehne_igg_W_Dx_HTAUQ_unsplash_a64328aeed.jpg&w=1920&q=80)





![Lewandowski, Rubik i Jesse Eisenberg. Jest nowy spot promujący Polskę [WIDEO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Chat_GPT_Image_18_sie_2026_16_39_00_5d3b69b4d6.png&w=1920&q=75)