Podczas konferencji ramówkowej TVN w Sopocie Joanna Jabłczyńska mówi dziennikarzom, że nie wróci jako Tosia i dodaje, że powody powinna wyjaśnić produkcja. Produkcja wyjaśniła – trzy dni później na Pudelku. Od tego momentu sprawa przestała dotyczyć obsady, a zaczęła dotyczyć tego, co się komu w niezależnej należy i jak szybko hasztag #muremzajablczynska pojawi się na social mediach.
Chodzi o „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”, czyli ekranizację powieści Katarzyny Grocholi wydanej w marcu 2026 roku, w reżyserii Grega Zglińskiego. Zdjęcia ruszyły w lipcu, premiera planowana jest na jesień 2027. Danuta Stenka po dwóch dekadach znów gra Judytę. Punktem odniesienia jest film Ryszarda Zatorskiego z 2004 roku ze scenariuszem Ilony Łepkowskiej, który zobaczyło w kinach 1,62 miliona widzów. Tosię zagrała wtedy osiemnastoletnia Jabłczyńska.
Dwie wersje jednego spotkania
Producentka Anna Wichłacz powiedziała Pudelkowi, że 10 czerwca odbył się casting, na który zaproszono sześć aktorek, Jabłczyńska była jedną z nich, a 17 czerwca dowiedziała się, że rola przypadła komuś innemu. „Casting to casting”, podsumowała. Wersja aktorki jest inna: twierdzi, że zaproszono ją na spotkanie z reżyserem, nie na przesłuchanie, że dostała mailem scenariusz i harmonogram dni zdjęciowych, że tego dnia nie było w budynku innych kandydatek i że o castingu dowiedziała się dopiero po fakcie. Miała też usłyszeć w telefonie, że podmiot finansujący film ma własną kandydatkę na Tosię.
Warto zauważyć, co się w tej sprawie nie wydarzyło: produkcja do dziś nie wydała oficjalnego komunikatu z obsadą filmu. Nazwisko Agnieszki Żulewskiej ustalił Pudelek. Powód rozstania z Jabłczyńską też trafił do opinii publicznej przez portal plotkarski, a nie przez rzecznika. Informacja, że w scenariuszu nie ma Uli – postaci Joanny Brodzik z pierwszego filmu – pochodzi z kolei od anonimowego informatora tej samej redakcji.
Głos Katarzyny Grocholi
W niedzielę 30 sierpnia Grochola, autorka powieści i współproducentka filmu, opublikowała na Instagramie oświadczenie, w którym zarzuciła Jabłczyńskiej rozpowszechnianie „nieprawdziwych informacji” na temat udziału Żulewskiej i zapowiedziała kroki prawne w jej obronie. Nie wskazała, które konkretnie wypowiedzi ma na myśli. Jabłczyńska odpowiedziała w komentarzu, że nigdy nie kwestionowała ani talentu, ani uczciwości Żulewskiej oraz że osobiście się nie znają.
W tym wszystkim Żulewska jest jedyną osobą, która nie zabrała głosu w sporze prowadzonym rzekomo w jej interesie. To aktorka z Nagrodą im. Zbyszka Cybulskiego za „Chemię”, z „Rojstem”, „Ślepnąc od świateł” i „Wielką wodą” w dorobku oraz z latami w zespole TR Warszawa. W czerwcu mówiła w wywiadzie, że telefon potrafi przestać dzwonić. Po tym, jak dostała najgłośniejszą rolę sezonu pierwsze, co usłyszała od publiczności, to zapowiedzi bojkotu produkcji.
Efekt całej tej historycznej już niemal dramy jest póki co niekorzystny dla produkcji. Fanki podpisują petycję pod hasłem, że Jabłczyńska jest jedyną Tosią. Ilona Łepkowska, autorka scenariusza jedynki, napisała na Facebooku, że „kompletnie nie rozumie tej decyzji”, przy okazji zaznaczając, że z nowym filmem nie ma nic wspólnego.
Warto jednak przypomnieć, że seria zmieniała obsadę. W „Ja wam pokażę!” z 2006 roku Judytę zagrała Grażyna Wolszczak, Tosię – Maria Niklińska, byłego męża – Cezary Pazura. W serialu TVP z 2007 roku Judytą była Edyta Jungowska, a Tosią Julia Kamińska. Franczyza Grocholi wymieniała obsadę dwukrotnie, łącznie z rolą główną i nikt wtedy nie mówił o zdradzie narodowej. Twórcy nowego filmu podkreślali zresztą, że nie robią bezpośredniej kontynuacji obrazu Zatorskiego, tylko adaptację nowej książki, co formalnie zwalnia ich z obowiązku wierności tamtej obsadzie, a jednocześnie kłóci się z każdą zapowiedzią, w której pada zwrot „dwadzieścia lat później”.
To jest właśnie zwarcie, którego produkcja nie przewidziała. Marketing obiecuje powrót do znanego świata. Casting działa według logiki normalnego filmu, w którym rola dorosłej kobiety po przejściach idzie do aktorki z odpowiednim warsztatem. Obie logiki są uzasadnione i wzajemnie się wykluczają, a widz dowiaduje się o tym z nagłówka kolejnego artykułu lub stories Jabłczyńskiej.
Sama Jabłczyńska ma silny mandat emocjonalny i słabą pozycję zawodową w tej konkretnej aferze. Od ponad dwudziestu lat gra Martę w „Na Wspólnej”, ma dorobek dubbingowy i praktykę radcy prawnego, ale jej kinowa filmografia kończy się w praktyce na „Tylko mnie kochaj”, „Dlaczego nie!” i „Kto nigdy nie żył…” z lat 2006–2007. Jest to okoliczność, która tłumaczy, dlaczego reżyser dużego filmu kinowego chciał zobaczyć ją na scenie z partnerem, zanim podejmie decyzję i dlaczego ona sama mogła nie rozpoznać tego spotkania jako castingu. A lojalność wobec tytułu, na którą powołuje się aktorka, nawet dwudziestoletnia – nie jest umową.
Jesienią 2027 „Właśnie że tak!” wejdzie do kin z tym całym bagażem. Danuta Stenka będzie miała do zagrania Judytę, która po dwudziestu latach ma pokazać, że da się zacząć od nowa. Trudno o gorszy moment na kłótnię o to, kto ma prawo do jej córki.




![Zwiastun „Primetime” z Robertem Pattinsonem bije rekordy. Zapowiada się najgorętsza premiera jesieni [WIDEO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_74553_5_d9d426ac14.jpg&w=1920&q=75)

