FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Świat

Zetki tęsknią za Pewexem. Czy można płakać za dekadą, której się nie przeżyło?

Autor: Agnieszka Sielańczyk
20-08-2026
Zetki tęsknią za Pewexem. Czy można płakać za dekadą, której się nie przeżyło?
Zetki tęsknią za Pewexem. Czy można płakać za dekadą, której się nie przeżyło?
fot. kaseta magnetofonowa

Dwudziestodwulatka kupuje na Vinted aparat cyfrowy z 2005 roku, taki poczciwy kompakt z sześcioma megapikselami i lampą błyskową, która wypala twarzom oczy na biało. Płaci za niego więcej niż kosztował w promocji w Media Markt piętnaście lat temu, kiedy nikt go nie chciał.

Robi nim zdjęcia na imprezie, wrzuca bez obróbki, bo cała obróbka jest już w środku – ziarno, przepalenie, ten charakterystyczny brud matrycy. Pod postem ktoś pisze: „tęsknię za tamtymi czasami”. Ta osoba urodziła się w 2003 roku. I tu nie ma żadnej pomyłki ani pozy – ona naprawdę tęskni. Pytanie brzmi tylko – za czym?

Bo istnieje dziś całe pokolenie, które ma o latach dziewięćdziesiątych obraz spójniejszy i bardziej szczegółowy niż niejeden człowiek, który je faktycznie przeżył. Wie, jak brzmi wgrywająca się na Commodore gra, choć nigdy na to nie czekało. Wie, jak wygląda ekran Nokii, choć pierwszy telefon dostało z dotykiem. Umie rozpoznać kolorystykę tamtej dekady w ułamku sekundy, geometryczne kształty z okładek kaset i kubków z fast foodu. To nie jest mgliste wyobrażenie. To jest kompletny, działający system estetyczny, złożony w całości z cudzych zdjęć.

Nie jest to zresztą wynalazek ostatnich lat, ten sam mechanizm działa na każdej dekadzie, do której da się dorobić ścieżkę dźwiękową. Kate Bush nagrała „Running Up That Hill” w 1985 roku, latem 2022, po czwartym sezonie „Stranger Things”, piosenka wróciła na szczyt brytyjskiej listy przebojów. Nuciły ją miliony ludzi, którzy o Kate Bush usłyszeli w scenie ratowania nastolatki przed demonem. A sam serial nie opowiada o latach osiemdziesiątych – opowiada o Spielbergu, Carpenterze i Stephenie Kingu, czyli o tym, jak tamta dekada opowiadała samą siebie.

Samo zjawisko ma nawet nazwę, choć nie wyszła ona z akademii, tylko z internetowego projektu Johna Koeniga, wymyślającego słowa na uczucia, dla których nie mieliśmy dotąd nazwy: anemoia, tęsknota za czasem, którego się nigdy nie znało.

My tęsknimy, wy tęsknicie

Zacznijmy od tego, że lata dziewięćdziesiąte, które dziś krążą po sieci, są w ogromnej większości amerykańskie albo w łagodniejszym wariancie, zachodnioeuropejskie. Sitcom, przedmieście, szafka w szkolnym korytarzu, lodówka pełna kolorowych opakowań. Polskie dziewięćdziesiąte wyglądały nieco inaczej i mają dużo mniej fotogeniczną dokumentację: bezrobocie strukturalne po zwiniętych zakładach, całe miejscowości bez pomysłu na siebie po likwidacji państwowych gospodarstw, wyprzedaże, kredyty, ojcowie wyjeżdżający do Niemiec na sezon. Tego się nie da przepuścić przez filtr, bo nie ma z czego – nikt tego nie fotografował na kolorowym negatywie, choć archiwa się zachowały.

Zostaje więc obraz zbudowany z materiałów, które ktoś kiedyś wyprodukował po to, żeby coś sprzedać: reklamy, teledyski, seriale, opakowania. Pokolenie tęskni za dekadą przez archiwum jej własnego marketingu. To dość zabawne, że najbardziej autentyczne, „nieskażone algorytmem” lata dziewięćdziesiąte docierają do nas niemal wyłącznie w postaci komunikatów, które w momencie powstania były po prostu reklamą. Simon Reynolds pisał w „Retromanii” o kulturze popularnej uzależnionej od własnej przeszłości, przeżuwającej swoje archiwum zamiast produkować cokolwiek nowego. Mark Fisher szedł dalej i mówił o utraconych przyszłościach – o tęsknocie nie za tym, co było, tylko za tym, co miało dopiero nadejść i nigdy nie nadeszło. I to jest, jak sądzę, najbliżej prawdy.

Przykładów jest dużo. Po stronie odtwórczej ustawia się cały przemysł powrotów: aktorskie remake'i Disneya, „Przyjaciele: Spotkanie po latach”, każdy sequel dosypujący po dwudziestu latach tych samych bohaterów do tych samych mieszkań i sprzedający to jako spełnienie, a nie jako inwentaryzację. Po stronie refleksji stoi „Aftersun” Charlotte Wells – film zbudowany wokół nagrań z kamery MiniDV z wakacji w Turcji. Prawdziwy i przejmujący.

Dwudziestolatek nie tęskni za latami dziewięćdziesiątymi. Tęskni za wersją przyszłości, którą tamta dekada obiecywała, a której nie dostał: mieszkanie na kredyt do udźwignięcia, praca w jednym miejscu przez dziesięć lat, poczucie, że jutro będzie z grubsza lepsze niż dziś. To nie jest sentyment do kaset. To jest sentyment do stabilności, przebrany za sentyment do kaset, bo o kasetach da się zrobić post, a o zapaści perspektyw jakoś nie bardzo.

A może jednak „kiedyś to były czasy”?

Lata 90. to nie gadżet – to czas trudny politycznie na świecie, w Polsce czas, który wielu z nas pamięta jako niebezpieczny i szalony. Mafia w klubach, kieszonkowcy w tramwajach, skinheadzi na ulicach. Heroina i brak dostępu do muzyki. Lewe cd na giełdach i takie też pierwsze programy komputerowe. Zapach Zachodu, który nęcił nozdrza i obiecywał luksus, a przyniósł podziały. Tęsknimy, bo to była nasza młodość i była najpiękniejsza. A za czym tęskni dwudziestolatek, którego nie było wtedy jeszcze w planach przyszłych rodziców?

Za telefonem, który był tylko telefonem. Nikt dlatego, że chce grać w Snake'a, tylko dlatego, że była to ostatnia epoka, w której dało się być poza zasięgiem i nie tłumaczyć się z tego. Umawiało się na godzinę i miejsce, i albo ktoś przychodził, albo nie. A zazwyczaj przychodził, bo nie miał jak odwołać.

Za zdjęciami, których nie dało się poprawić. Klatek było trzydzieści sześć, wywołanie kosztowało, wynik oglądało się po tygodniu i nie było apelacji. Dwudziestolatka, która przez całe dojrzewanie widziała własną twarz wyłącznie po korekcie, kupuje sprzęt robiący zdjęcia nieatrakcyjne. Ten zakup jest wymierzony w bardzo konkretną rzecz: w obowiązek wyglądania.

Za miejscami, gdzie można było być za darmo. Murek, klatka schodowa, plac przed kinem. Dziś posiedzenie gdziekolwiek dłużej wymaga zamówienia – nie zawsze tak było.

Własność. Kaseta, płyta, VHS, DVD – przedmiot, który się miało i który nikomu nie znikał. Zetka ma dostęp, a dostęp bywa cofnięty, po decyzji podjętej w innej strefie czasowej.

Wspólne oglądanie. Premiera teledysku o wpół do ósmej, jeden odcinek na tydzień, dwie stacje muzyczne i cała klasa mówiąca nazajutrz o tym samym.

I nuda. Popołudnie bez planu, którego nie dało się zoptymalizować, bo nie było czym. Wspaniała nuda, wyjątkowa, beztroska.

Wszystko na tej liście jest ograniczeniem. Brak zasięgu, brak korekty, brak katalogu, brak wyboru, brak zajęcia. Pokolenie, któremu sprzedano nieograniczony dostęp do wszystkiego naraz, prosi grzecznie o sufit. A że to wszystko trudne i ciężko o tym powiedzieć wprost, mówi się o kasetach.

Rachunek za tamten sufit trzeba jednak wystawić uczciwie. Bycie poza zasięgiem oznaczało również brak możliwości wezwania pomocy. Wspólne oglądanie oznaczało, że jeśli nie mieściłeś się w tym jednym, co puszczała telewizja, nie miałeś dosłownie nic – żadnej niszy, żadnych swoich ludzi trzy kliknięcia dalej. Mieszkanie z obietnicy dostawało się w komplecie z zakładem, który zamykano trzy lata później. A żaden z tych dwudziestolatków nie oddałby telefonu, co widać po tym, że zdjęcia z kompaktu lądują na Instagramie tego samego wieczoru, tylko w gorszej rozdzielczości.

Zostaje więc i ta tęsknota za ograniczeniem, którego nikt nie chce nałożyć na siebie dobrowolnie i którego nikt już nie nałoży z zewnątrz, bo z ograniczeń nie da się zbudować modelu biznesowego. A kompakt z 2005 roku i tak robi ładne zdjęcia. To akurat jest prawda, której nie da się podważyć żadnym przypisem.

 

 

Wybierz Waszą Pracę Miesiąca: zagłosuj w konkursie

Polecane

Born Sexy Yesterday. Piękna, genialna i naiwna jak dziecko

Born Sexy Yesterday. Piękna, genialna i naiwna jak dziecko

Nowy film Englerta i Szumowskiej na festiwalu w Toronto. W obsadzie gwiazdy „Białego Lotosu” i „Strefy interesów”

Nowy film Englerta i Szumowskiej na festiwalu w Toronto. W obsadzie gwiazdy „Białego Lotosu” i „Strefy interesów”

Buka, Alinoë, kardynał Roark. 6 postaci, przez które popsuła mi się głowa

Buka, Alinoë, kardynał Roark. 6 postaci, przez które popsuła mi się głowa

Filmy, z których widzowie wychodzili z kina. 8 seansów zakończonych ucieczką

Filmy, z których widzowie wychodzili z kina. 8 seansów zakończonych ucieczką

Yung Lean z solową wystawą. Po raz pierwszy zaprezentuje swoją twórczość szerszej publiczności

Yung Lean z solową wystawą. Po raz pierwszy zaprezentuje swoją twórczość szerszej publiczności

Festiwal w Jastarni odwołał panel o aborcji. Kanał Zero grozi sądem

Festiwal w Jastarni odwołał panel o aborcji. Kanał Zero grozi sądem

Polecane

Born Sexy Yesterday. Piękna, genialna i naiwna jak dziecko

Born Sexy Yesterday. Piękna, genialna i naiwna jak dziecko

Nowy film Englerta i Szumowskiej na festiwalu w Toronto. W obsadzie gwiazdy „Białego Lotosu” i „Strefy interesów”

Nowy film Englerta i Szumowskiej na festiwalu w Toronto. W obsadzie gwiazdy „Białego Lotosu” i „Strefy interesów”

Buka, Alinoë, kardynał Roark. 6 postaci, przez które popsuła mi się głowa

Buka, Alinoë, kardynał Roark. 6 postaci, przez które popsuła mi się głowa

Filmy, z których widzowie wychodzili z kina. 8 seansów zakończonych ucieczką

Filmy, z których widzowie wychodzili z kina. 8 seansów zakończonych ucieczką

Yung Lean z solową wystawą. Po raz pierwszy zaprezentuje swoją twórczość szerszej publiczności

Yung Lean z solową wystawą. Po raz pierwszy zaprezentuje swoją twórczość szerszej publiczności

Festiwal w Jastarni odwołał panel o aborcji. Kanał Zero grozi sądem

Festiwal w Jastarni odwołał panel o aborcji. Kanał Zero grozi sądem

Więcej od autora

Smok, którego nie wolno pokazać. Zakazana sztuka japońskiego tatuażu

Smok, którego nie wolno pokazać. Zakazana sztuka japońskiego tatuażu

Lewandowski, Rubik i Jesse Eisenberg. Jest nowy spot promujący Polskę [WIDEO]

Lewandowski, Rubik i Jesse Eisenberg. Jest nowy spot promujący Polskę [WIDEO]

Kanye West planuje trasę w Rosji. Czy tym razem trafi na scenę?

Kanye West planuje trasę w Rosji. Czy tym razem trafi na scenę?

Smok, którego nie wolno pokazać. Zakazana sztuka japońskiego tatuażu

Smok, którego nie wolno pokazać. Zakazana sztuka japońskiego tatuażu

Lewandowski, Rubik i Jesse Eisenberg. Jest nowy spot promujący Polskę [WIDEO]

Lewandowski, Rubik i Jesse Eisenberg. Jest nowy spot promujący Polskę [WIDEO]

Kanye West planuje trasę w Rosji. Czy tym razem trafi na scenę?

Kanye West planuje trasę w Rosji. Czy tym razem trafi na scenę?

FacebookInstagramTikTokX
Wybierz Waszą Pracę Miesiąca: zagłosuj w konkursie