FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Tech
Artykuł sponsorowany

Japońska filozofia w elektrycznym samochodzie

Autor: Redakcja
05-09-2026
Japońska filozofia w elektrycznym samochodzie
Japońska filozofia w elektrycznym samochodzie
fot. Tommy Block

W czasach, gdy elektryfikacja bywa pretekstem do zaczynania wszystkiego od zera, Mazda pozostaje wierna tradycji.

Japońska kultura rzemieślnicza słynie z precyzji i nieustannego dążenia do perfekcji. Związana z nią koncepcja monosukuri w dosłownym tłumaczeniu oznacza sztukę tworzenia rzeczy – ale jej znaczenie wykracza daleko poza proces produkcji. Techniczna biegłość łączy się tu z zaangażowaniem i szacunkiem dla materiału, dzięki czemu nawet zwykły przedmiot użytkowy traktowany jest z uwagą należną dziełu sztuki. To postawa, w której duma z wykonanej pracy idzie w parze z ciągłym poszukiwaniem nowych rozwiązań.

Wiele projektów Mazdy przechodzi przez etap tworzenia glinianego modelu, w którym pomysł projektanta nabiera fizycznego kształtu. To właśnie tutaj do głosu dochodzą japońscy rzemieślnicy, którzy ręcznie dopracowują powierzchnie i proporcje, nadając projektowi formę, którą można zobaczyć, dotknąć i ocenić w rzeczywistej przestrzeni.

Ta filozofia przyświeca projektantom i inżynierom Mazdy niezależnie od rodzaju napędu. Mazda6e powstała dokładnie w tym duchu. Jej elegancka sylwetka jest tego najlepszym dowodem – od bezramkowych drzwi po ostre krawędzie przedniej części nadwozia widać w niej decyzje podejmowane milimetr po milimetrze.

fot. Tommy Block

Pęd nawet w bezruchu

Samochód, którego punktem wyjścia są emocje, a nie techniczne szkice, wymaga większej uwagi przy projektowaniu. Płynne linie, uzyskane dzięki ręcznemu formowaniu gliny, stwarzają iluzję dynamiki nawet w bezruchu. To właśnie ruch stanowi bowiem sedno rozwijanego od lat języka projektowego marki – Kodo, czyli Duszy Ruchu. W Maździe 6e zyskał on kolejny rozdział: koncepcję „Autentycznej Nowoczesności", w której rozpoznawalne cechy marki spotykają się z elektrycznym charakterem.

W świecie, w którym elektryfikacja bywa pretekstem do porzucenia dotychczasowej tożsamości, Mazda robi coś odwrotnego. Zamiast projektować samochód od nowa, przekłada na nowy napęd to, co wypracowała wcześniej. Efektem jest sylwetka, która obiecuje coupé, a w praktyce okazuje się w pełni funkcjonalnym, pięciodrzwiowym hatchbackiem.

Resztę dopowiadają detale. Świecący motyw skrzydła z przodu pulsuje światłem podczas ładowania akumulatora. Bezramkowe drzwi i zintegrowane klamki pilnują czystości formy. Tylny spojler chowa się poniżej 50 km/h i wysuwa powyżej 90 km/h, a w trybie sportowym może pozostać wysunięty na stałe. Do tego aerodynamiczne, aluminiowe felgi 19 cali i osiem kolorów lakieru do wyboru.

Design samochodu został zresztą doceniony na arenie międzynarodowej. W kwietniu 2026 roku w Nowym Jorku Mazda6e otrzymała nagrodę World Car Design of the Year, wybrana spośród 90 nominowanych modeli głosami 98 dziennikarzy motoryzacyjnych z 33 krajów. To trzecie takie wyróżnienie w historii marki – po MX-5 w 2016 roku i Maździe3 w 2020. Nagroda za projekt, a nie za osiągi, sporo mówi o tym, że dla marki ważny jest każdy szczegół.

fot. Tommy Block

Wszyscy pragniemy ciszy

Choć z zewnątrz Mazda6e obiecuje ruch, jej wnętrze oferuje coś zupełnie odmiennego – spokój. Projektanci odwołują się do japońskiej koncepcji MA, opartej na założeniu, że pusta przestrzeń nie jest brakiem. Jest pełnoprawnym elementem kompozycji – równie ważnym jak linia czy materiał. Podobnie jest w muzyce, w której to puste przestrzenie między dźwiękami determinują rytm całego utworu, bez którego nawet z największego dzieła pozostałby tylko hałas. Wnętrze samochodu powinno być bowiem przestrzenią, która daje oku odpocząć – tak, żeby nic nie odciągało uwagi kierowcy.

Inspirację japońskim minimalizmem widać przede wszystkim w tym, czego w Maździe 6e nie ma. Deskę rozdzielczą spina wąski poziomy pas, który zamiast dzielić wnętrze na strefy, łączy je w całość, a mocno zarysowana konsola centralna daje poczucie stabilności i wyznacza kierowcy naturalny punkt odniesienia. Znajdujący się wewnątrz kabiny ekran dotykowy 14,6 cala o interfejsie przypominającym smartfona zapewnia, że wszystko, czego kierowca mógłby potrzebować, jest integralną częścią samochodu. Spokojne wnętrze to bowiem nie tylko kwestia komfortu. Kierowca, który nie czuje potrzeby zerkania na ekran trzymanego w dłoni telefonu, prowadzi po prostu bezpieczniej.

Wbrew pozorom zaprojektowanie pustki nie należy do najłatwiejszych zadań. Działa ona tylko wtedy, gdy otaczające ją elementy są doskonałe – tak jak w nagrodzonym modelu. Panoramiczny szklany dach wypełnia kabinę naturalnym światłem, fotele o konstrukcji mono-form trzymają ciało w jednej, spójnej linii, a obicia ze skóry i zamszu (w wersji Takumi Plus) wykończono precyzyjnymi, zdobnymi szwami. Do tego delikatne akcenty chromowane i oświetlenie ambientowe, które można dopasować do własnego nastroju. Rzemiosło, którego owocem jest Mazda6e, nie jest krzykliwe – ale jego jakość poznaje się po tym, że nic nie zakłóca kompozycji.

fot. Tommy Block

Jedność kierowcy z samochodem

Japońscy łucznicy konni wyznawali zasadę, że strzelec nie steruje wierzchowcem, lecz działa z nim jak jedno ciało. Koncepcja ta, zwana Jinba Ittai jest bliska myśli projektowej Mazdy, która od lat opisuje nią relację, jaką chce budować między samochodem, a kierowcą. Pojazd ma odpowiadać na potrzeby użytkownika, jeszcze zanim zdąży on je wyrazić. Rezygnacja z silnika spalinowego mogłaby się wydawać końcem tej idei, ale okazała się kolejnym jej rozdziałem.

Mazda6e wykrywa kluczyk w kieszeni i wita się z kierowcą, zanim ten zdąży sięgnąć do drzwi – rozkładają się lusterka, wysuwa klamka, otwierają zamki, a sygnatura świetlna z przodu i z tyłu rozbłyska na powitanie. Po otwarciu drzwi fotel kierowcy odsuwa się o 10 centymetrów, żeby ułatwić wsiadanie, i wraca do zaprogramowanej pozycji, gdy tylko kierowca zajmie miejsce. Kluczowa w kulturze japońskiej gościnność – zwana omotenashi – znajduje w tym rytuale swoje odzwierciedlenie.

W kabinie obowiązuje ta sama zasada – pojazd ma współgrać z użytkownikiem. Wskaźniki i przyciski rozmieszczono tam, gdzie w naturalny sposób pada wzrok i sięga ręka. Najważniejsze informacje prezentuje na przedniej szybie samochodu nowoczesny wyświetlacz przezierny, znany jako head-up display, a resztę pokazuje cyfrowy zestaw wskaźników 10,2 cala. Nie chodzi tu o upchnięcie jak największej liczby rozwiązań, ale o to, żeby kierowca niczego nie musiał szukać.

Poczucie jedności z maszyną wymaga przede wszystkim zaufania do niej. W przypadku samochodu elektrycznego oznacza ono również pewność, że zasięg i ładowanie nie będą zaprzątać głowy kierowcy. Mazda6e oferuje do 552 km zasięgu w wersji Long Range i 479 km w wersji Standard (WLTP). W tej drugiej, wyposażonej w akumulator 68,8 kWh, uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. przy ładowaniu DC o mocy do 165 kW zajmuje około 24 minut – czyli tyle, ile kawa i krótki spacer. Ta sama zasada stoi za systemami bezpieczeństwa. Ich zadaniem jest wspierać kierowcę i reagować wtedy, gdy sytuacja tego wymaga, pozostawiając człowiekowi naturalne poczucie kontroli nad samochodem.

O elektryfikacji opowiada się zwykle jak o zerwaniu z tradycją motoryzacji. Mazda udowadnia, że wcale nie musi tak być – można zmienić wszystko, co napędza samochód, i nie zmieniać niczego w sposobie, w jaki się go tworzy. Cała filozofia marki – monosukuri, Kodo, MA, Jinba Ittai – prowadzi ostatecznie w jedno miejsce: na fotel kierowcy. Zmienił się napęd. Podejście zostało. Bo dbałość o detal nie jest przedmiotem kompromisów.

fot. Tommy Block

foto / photo Tommy Block

produkcja / production Iga Trydulska / K MAG

asystenci fotografa / photographer’s assistants Błażej Bażant, Michał Zuch

kierowca precyzyjny / precision driver Michał Zuch

detailing specialist Błażej Bażant

rental BRICK RENTAL

Polecane

„Ktoś musi trzymać fason w Bratysławie”. Co wiemy o ADÉLI?

„Ktoś musi trzymać fason w Bratysławie”. Co wiemy o ADÉLI?

Siła reklamy, czyli 5 modowych kampanii, które zmieniły branżę

Siła reklamy, czyli 5 modowych kampanii, które zmieniły branżę

Co się stanie, gdy damy łososiom kokainę? [BADANIE]

Co się stanie, gdy damy łososiom kokainę? [BADANIE]

John Malkovich z najdłuższą owacją tegorocznego festiwalu w Wenecji. 14 minut braw

John Malkovich z najdłuższą owacją tegorocznego festiwalu w Wenecji. 14 minut braw

„Absolwent” wraca do kin. Dustin Hoffman, pani Robinson i najsmutniejsza jazda autobusem w historii kina

„Absolwent” wraca do kin. Dustin Hoffman, pani Robinson i najsmutniejsza jazda autobusem w historii kina

Krystian Bruź: „Nie pracujemy dla gwiazdki, pracujemy dla pełnej sali” [WYWIAD]

Krystian Bruź: „Nie pracujemy dla gwiazdki, pracujemy dla pełnej sali” [WYWIAD]

Polecane

„Ktoś musi trzymać fason w Bratysławie”. Co wiemy o ADÉLI?

„Ktoś musi trzymać fason w Bratysławie”. Co wiemy o ADÉLI?

Siła reklamy, czyli 5 modowych kampanii, które zmieniły branżę

Siła reklamy, czyli 5 modowych kampanii, które zmieniły branżę

Co się stanie, gdy damy łososiom kokainę? [BADANIE]

Co się stanie, gdy damy łososiom kokainę? [BADANIE]

John Malkovich z najdłuższą owacją tegorocznego festiwalu w Wenecji. 14 minut braw

John Malkovich z najdłuższą owacją tegorocznego festiwalu w Wenecji. 14 minut braw

„Absolwent” wraca do kin. Dustin Hoffman, pani Robinson i najsmutniejsza jazda autobusem w historii kina

„Absolwent” wraca do kin. Dustin Hoffman, pani Robinson i najsmutniejsza jazda autobusem w historii kina

Krystian Bruź: „Nie pracujemy dla gwiazdki, pracujemy dla pełnej sali” [WYWIAD]

Krystian Bruź: „Nie pracujemy dla gwiazdki, pracujemy dla pełnej sali” [WYWIAD]

Więcej od autora

WESTWING COLLECTION: Dom, który czuje

WESTWING COLLECTION: Dom, który czuje

Haute couture zamknięte w skrzyni. Rozpakowaliśmy najbardziej kolekcjonerską przesyłkę sezonu

Haute couture zamknięte w skrzyni. Rozpakowaliśmy najbardziej kolekcjonerską przesyłkę sezonu

LG xboom Stage 501. Sprawdziliśmy najmodniejszy głośnik sezonu

LG xboom Stage 501. Sprawdziliśmy najmodniejszy głośnik sezonu

WESTWING COLLECTION: Dom, który czuje

WESTWING COLLECTION: Dom, który czuje

Haute couture zamknięte w skrzyni. Rozpakowaliśmy najbardziej kolekcjonerską przesyłkę sezonu

Haute couture zamknięte w skrzyni. Rozpakowaliśmy najbardziej kolekcjonerską przesyłkę sezonu

LG xboom Stage 501. Sprawdziliśmy najmodniejszy głośnik sezonu

LG xboom Stage 501. Sprawdziliśmy najmodniejszy głośnik sezonu

FacebookInstagramTikTokX