Zanim powstała „Incepcja”, trylogia Mrocznego Rycerza, „Interstellar” i „Odyseja”, było „Following” – debiut Christophera Nolana w roli reżysera, scenarzysty, operatora i montażysty.
Dziś Brytyjczyk kojarzy się wyłącznie z rozmachem: kręci i wyświetla filmy w największych kinowych formatach, a „Odyseja”, która wejdzie na ekrany 17 lipca, jest pierwszą fabułą w historii nakręconą w całości kamerami IMAX 70 mm. Jej budżet: 250 milionów dolarów. Budżet „Following”: 6 tysięcy. I to właśnie ten film – w cyfrowo odrestaurowanej wersji, nad którą Nolan czuwał osobiście – trafił właśnie po raz pierwszy do polskich kin.
Nolan nigdy nie uczęszczał do szkoły filmowej. Jako dziecko kręcił filmy poklatkowe kamerą 8 mm należącą do ojca, a na studiach współtworzył UCL Film Society razem z Emmą Thomas, późniejszą żoną i producentką wszystkich jego filmów. Obycie z kamerą przydało się przy „Following”: zdjęcia trwały około roku, po jednym dniu w tygodniu, bo ekipa na co dzień pracowała na etatach. Nolan musiał to uwzględnić już na etapie scenariusza. Nawet czerń i biel nie była decyzją czysto artystyczną – czarno-biała taśma 16 mm była po prostu tańsza i łatwiejsza do oświetlenia w zastanych wnętrzach.
Sam Nolan mówił o filmie:
A jak to wyszło w praktyce?
Fenomenalnie. Nolan sięga po konwencję neo-noir, a mroczny, brudny Londyn wciąga od pierwszego kadru: podziemne speluny, ciasne mieszkania, klatki schodowe wychodzące na dachy. Główny bohater, pisarz (Jeremy Theobald), ma nietypowe hobby – śledzi przypadkowych mieszkańców angielskiej stolicy. Trzyma się jednej zasady: nigdy nie chodzi za tą samą osobą dwa razy. Kiedy ją łamie, demaskuje go Cobb (Alex Haw), elegancki włamywacz, a ich spotkanie staje się początkiem włamaniowej spółki. Sprawy przybierają jeszcze gorszy obrót, gdy na scenie pojawia się blondwłosa femme fatale (Lucy Russell).
Muzyka Davida Julyana nie tyle ilustruje akcję, ile ją pogania. Kamera, prowadzona głównie z ręki, krąży z bohaterami po zatłoczonych uliczkach i ciasnych klatkach. Są tu też pierwsze zalążki tego, po co Nolan będzie sięgał przez całą karierę: gra z chronologią i nielinearna fabuła.
Kradzież w szczytnym celu?
Bohater i Cobb różnią się nieco od typowych złodziejaszków. Włamania Cobb uzasadnia filozoficznie: mówi o stabilizacji i nadmiernym przywiązaniu do rzeczy, a okradanie ma rzekomo „uświadamiać” ofiarom, co naprawdę posiadają. Z czasem odkrywamy, co kryje się pod tym płaszczykiem. Cobb jest przenikliwy i charyzmatyczny, ma zasady i zdaje się wiedzieć, co robi. Pisarzowi to imponuje. Do czego prowadzi ślepa fascynacja i podążanie za kimś? I co się stanie, gdy do tego układu dołączą kobieta, miłość i pożądanie?
Nolan zagląda też w te rejony umysłu, o których wolimy na co dzień nie myśleć. Nie bez powodu główny bohater nie dostał imienia: to everyman, a więc trochę my. Podglądanie nie jest przecież niczym nowym – od „osiedlowego monitoringu” po tytułowe śledzenie znajomych i celebrytów w mediach społecznościowych. Uwielbiamy wiedzieć, co u innych: gdzie byli, co jedli, co oglądają. Reagujemy, komentujemy, czasem żyjemy cudzym życiem bardziej niż własnym. Nolan na lata przed facebookowym i instagramowym boomem pyta, jak cienka jest granica między niewinną obserwacją a ingerencją w cudze życie.
Jak się kręci film bez budżetu?
Spora część akcji dzieje się w mieszkaniach i nie są to zbudowane scenografie, lecz prawdziwe mieszkania znajomych reżysera, w których niczego nie wolno było przestawić. Praca w gotowych, nienaruszalnych przestrzeniach nauczyła Nolana, jak ważna jest fizyczna relacja aktora z kamerą. Ciekawa jest też sztuczka z dźwiękiem: pierwsze minuty prowadzi narracja z offu, dzięki czemu widz nie zostaje od razu zaatakowany kiepską jakością nagrania z planu. Niektóre metody wypracowane przy „Following”, jak próby „na sucho”, bez kamery, oszczędzające drogą taśmę – Nolan miał stosować jeszcze przy „Mrocznym Rycerzu”.
Warto sprawdzić repertuar: „Following” gra zarówno w kinach studyjnych, jak i w multipleksach. Siedemdziesiąt minut, czerń i biel, zero efektów i już wszystko, co Nolan będzie potem robił za setki milionów. A na koniec ciekawostka: Nolan do dziś nie ma smartfona ani adresu mailowego. Człowiek, który zadebiutował filmem o śledzeniu obcych, sam robi wszystko, żeby nie dało się śledzić jego.

![Film za 6 tysięcy dolarów. „Following” Nolana po raz pierwszy w polskich kinach [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_images_2_5a49f1a903.jpeg&w=1920&q=80)





![W pełnię księżyca i po średnioangielsku. Nadchodzi „Werwulf” [TRAILER]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_werwulf_cmpr_jpg_946c018d0a.webp&w=1920&q=80)
