Pierwszy zwiastun „Werwulfa”, najnowszego horroru Roberta Eggersa, trafił do sieci nieprzypadkowo w noc pełni księżyca. Film ma być najmroczniejszą do tej pory produkcją reżysera. Jak zdradza w rozmowie z Esquire, to projekt, w którym świadomie odrzucił niemal wszystko, co kino nauczyło widzów o wilkołakach.
Fabuła rozgrywa się w XIII wieku, na bezimiennej angielskiej prowincji. Jak tłumaczy reżyser, to ostatni moment historyczny, w którym taka opowieść mogła się jeszcze wydarzyć: po wytępieniu wilków w Anglii na potrzeby ochrony handlu wełną zniknęła też lokalna mitologia wilkołacza. Aaron Taylor-Johnson gra rolnika dotkniętego klątwą, który próbuje znaleźć ocalenie w miłości. Postać, podobnie jak większość bohaterów filmu, nie ma imienia, jedyne nazwane stworzenie w obsadzie to pies.
Wilkołak to kolejne stworzenie z bestiariusza, po które sięga reżyser znany z wieloletniej obsesji na punkcie folkloru i przepisywania tradycyjnych mitów na nowo. Ten wątek obecny jest w każdej z jego dotychczasowych produkcji, od Czarownicy przez Latarnika i Wikinga po „Nosferatu”. Eggers zapowiedział jednak, że „Werwulf” celowo omija najbardziej wyświechtane elementy mitologii wilkołaczej: nie będzie tu ani srebrnych kul, ani rytualnego ugryzienia, które popkultura zdążyła zamienić w żart. Aby uwiarygodnić świat filmu, dialogi napisano w staroangielskim, a w pracach nad scenariuszem pomagali dwaj profesorowie Oksfordu.
Za warstwę obrazu odpowiada stały współpracownik reżysera, operator Jarin Blaschke. Film kręcono na taśmie 35mm, a w postprodukcji zastosowano zabieg ortochromatyczny, pogłębiający niezdrowy, wynaturzony odcień skóry bohaterów. Do kolorowego obrazu wbudowano też strukturę ziarna typową dla taśmy czarno-białej by nadać filmowi archaiczny, brudny charakter najlepiej odbierany na dużym ekranie kinowym. Scenografia, w całości zbudowana od podstaw przez Craiga Lathropa, częściowo odtwarza realne średniowieczne kościoły, łącznie z freskiem przedstawiającym piekielną paszczę pożerającą dusze, wzorowanym na oryginalnym częściowo zachowanym malowidle.
Obok Taylor-Johnsona na ekranie ponownie pojawi się Lily-Rose Depp, partnerująca mu wcześniej w „Nosferatu”. Według Eggersa jej postać to emocjonalne serce filmu grające rolę zupełnie odmienną od wszystkiego, co aktorka robiła dotąd. Powracają również Willem Dafoe, współpracujący z Eggersem od „Latarnika” oraz Ralph Ineson, jeden z bohaterów obsady „Czarownicy”.
Premiera „Werwulfa”, charakterystycznie dla Eggersa, zaplanowana jest na Boże Narodzenie. Reżyser zdradza, że (podobnie jak w przypadku Orloka w „Nosferatu”) sam tytułowy wilkołak pozostanie ukryty przed widzami możliwie najdłużej. Strategia, która dwa lata temu przyniosła reżyserowi ponad 181 milionów dolarów przychodów na całym świecie, najwyraźniej wciąż się sprawdza.


![W pełnię księżyca i po staroangielsku. Nadchodzi „Werwulf” [TRAILER]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_werwulf_cmpr_jpg_946c018d0a.webp&w=1920&q=80)






![„Co do... kury?”: podlaska Godzilla, która wykluła się z lalkarskiego buntu [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_000_MYWU_33_H8_PWFDN_C124_ce7379dae2.webp&w=1920&q=80)