FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Muzyka

„Mam wrażenie, że właśnie teraz jesteśmy w najlepszym miejscu”, rozmawiamy z Rachel Goswell z zespołu Slowdive

Autor: Anna Rupacz
24-07-2026
„Mam wrażenie, że właśnie teraz jesteśmy w najlepszym miejscu”, rozmawiamy z Rachel Goswell z zespołu Slowdive
„Mam wrażenie, że właśnie teraz jesteśmy w najlepszym miejscu”, rozmawiamy z Rachel Goswell z zespołu Slowdive
Slowdive fot. materiały prasowe Open'er Festival

Godzinę przed rozpoczęciem koncertu Slowdive na Open'erze spotkaliśmy się z Rachel Goswell, wokalistką, gitarzystką i współzałożycielką zespołu.

Slowdive to grupa, która udowodniła, że na prawdziwe uznanie czasem trzeba poczekać nawet trzy dekady. Zespół z Reading, który współtworzył brytyjską scenę shoegaze'ową obok Ride czy My Bloody Valentine, rozpadł się w 1995 roku po wydaniu trzeciego albumu „Pygmalion” i przez blisko dwadzieścia lat funkcjonował głównie jako wspomnienie i punkt odniesienia dla kolejnych pokoleń artystów. W tym czasie jego założyciele, Rachel Goswell i Neil Halstead, wspólnie z Simonem Rowem, Alanem Forresterem i Ianem McCutcheonem współtworzyli grupę Mojave 3.

Kiedy w 2014 roku Slowdive ponownie się zjednoczyli, nikt nie spodziewał się, że ich powrót okaże się aż takim sukcesem. Wbrew regułom rządzącym powrotami kultowych grup, zespół nie stał się tylko nostalgiczną ciekawostką, lecz zaczął odnosić sukcesy większe niż w latach swojej pierwotnej działalności. Kolejne albumy i wyprzedane koncerty przyciągają dziś publiczność złożoną zarówno z fanów pamiętających debiut grupy, jak i słuchaczy, którzy poznali Slowdive dopiero w ostatnich latach.

Kiedy spotykamy się z Rachel Goswell na backstage'u, rozmowa szybko schodzi od stresu towarzyszącego występowi na dużej scenie do refleksji nad tym, co sprawia, że muzyka Slowdive od trzech dekad przemawia do kolejnych pokoleń słuchaczy. Goswell opowiada nam, że gdy w wieku trzydziestu dziewięciu lat została matką, była przekonana, że jej muzyczna kariera dobiegła końca – tym bardziej nieprawdopodobny wydaje jej się dzisiejszy sukces zespołu.

I choć ze względu na niekorzystne warunki atmosferyczne i problemy techniczne koncert nie trwał pełnej godziny, Slowdive po raz kolejny udowodnili, że ich muzyka – zbudowana z rozmytych brzmień gitar, eterycznych harmonii i hipnotycznej atmosfery – nie potrzebuje pełnego setu, by całkowicie pochłonąć publiczność.

 

Jaka jest twoja relacja z trasami koncertowymi?

Właściwie bardzo je lubię. Uwielbiam grać na festiwalach, bo zwykle wyjeżdżamy na cztery dni, a potem wracamy na kilka do domu. To chyba idealny scenariusz dla nas wszystkich, jeśli chodzi o koncertowanie. Kocham występy na żywo. Podróżowanie bywa męczące, zwłaszcza teraz, kiedy jesteśmy już trochę starsi, ale ogólnie sprawia mi to ogromną przyjemność. Traktuję to jako przywilej.

Graliście na Off Festivalu, w Palladium w Warszawie i dwa lata temu też na Open'erze. Dzisiejszy koncert jest jednak waszym największym w Polsce do tej pory. W 2024 roku występowaliście tu na Tent Stage, dziś zagracie na Main Stage. Jakie emocje towarzyszą ci przed wejściem na scenę?

Jestem podekscytowana. Chyba też trochę zdenerwowana. Mam nadzieję, że pogoda nie będzie zbyt zła, bo przez cały dzień była naprawdę kiepska. Mieliśmy trudną próbę dźwięku przez deszcz, ale mogę się doczekać, jak to będzie. Granie na tak dużej scenie bardzo różni się od występów w namiocie. Pod pewnymi względami wydaje mi się, że atmosfera namiotu lepiej pasuje do naszego brzmienia, bo dźwięk jest tam bardziej skupiony. Z drugiej strony większa scena zawsze robi wrażenie. Jest się jednak bardziej wystawionym na działanie pogody i nigdy nie ma się pewności, jak wszystko zabrzmi z perspektywy publiczności. To chyba jedyny minus takich koncertów.

 

Kiedy byłam dwa lata temu na waszym koncercie, w tłumie można było dostrzec ludzi niemal z każdego pokolenia. Jakie to uczucie widzieć, że wasza muzyka potrafi łączyć tak wiele osób w różnym wieku?

To cudowne. Naprawdę cudowne. Często przypomina mi to moją własną młodość. Sama stałam przecież pod sceną, kiedy miałam siedemnaście, osiemnaście czy dziewiętnaście lat. To piękne uczucie. Dziś w pierwszych rzędach stoją ludzie w bardzo różnym wieku, także osoby w moim wieku, co zawsze mnie rozbawia. Czasem myślę: „Boże, jesteście naprawdę odważni, że wciąż tak się bawicie”. Ale uwielbiam to, że nasza muzyka potrafi łączyć pokolenia.

Jak myślisz, dlaczego coraz więcej młodych osób odkrywa dziś Slowdive?

Myślę, że płyty takie jak „Souvlaki” powstały, kiedy byliśmy młodzi. Dlatego teksty nadal mogą przemawiać do kolejnych pokoleń, niezależnie od dekady. Wszyscy przeżywamy podobne doświadczenia i emocje, więc zawsze znajdzie się coś, z czym można się utożsamić. Chociaż mam wrażenie, że młodsi słuchacze interesują się również nowszymi płytami. Mam po prostu nadzieję, że nasza muzyka jest dobra i że wiek nie ma tu żadnego znaczenia.

Domyślam się, że w różnych krajach publiczność odbiera waszą muzykę inaczej. Są miejsca, do których szczególnie lubisz wracać właśnie ze względu na reakcje fanów?

Mam wrażenie, że publiczność na całym świecie jest do siebie bardziej podobna, niż mogłoby się wydawać. Oczywiście są różnice. Pamiętam naszą pierwszą trasę po Azji. To było dla nas ogromne wydarzenie, bo nigdy wcześniej tam nie byliśmy. Publiczność była niesamowicie entuzjastyczna i mieliśmy poczucie, że wszystko dzieje się na zupełnie innym poziomie. Ameryka Południowa jest z kolei bardzo głośna i pełna pasji. W niektórych krajach ludzie są bardziej powściągliwi, ale każde miejsce ma swój własny klimat. Fani muzyki indie to fani muzyki indie, bez względu na to, gdzie mieszkają.

Jako zespół znacie się już od ponad trzech dekad.

Tak, jesteśmy jak rodzeństwo. Znamy się od bardzo dawna.

Przez wasze początki, rozpad Slowdive, aż po ponowne połączenie sił. W jaki sposób te trwające większość waszego życia relacje wpływają na sposób, w jaki tworzycie razem muzykę?

Neil i ja poznaliśmy się jeszcze w szkole podstawowej, mieliśmy wtedy jakieś siedem lat – byliśmy naprawdę mali. Pierwszy zespół założyliśmy, gdy mieliśmy po piętnaście lat. Więc tak, łączy nas naprawdę długa historia.

Nasza przyjaźń przechodziła przez różne etapy na przestrzeni tych wszystkich dekad. Mam jednak wrażenie, że właśnie teraz jesteśmy w najlepszym miejscu. Pod pewnymi względami dogadujemy się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Życie płynie dalej, każdy z nas przeżywa różne rzeczy, dojrzewa i zaczyna patrzeć na świat z innej perspektywy. Lepiej rozumiemy zarówno siebie nawzajem, jak i to, co robimy.

Myślę, że wszyscy nieustannie się uczymy. Tak naprawdę nigdy nie przestajesz się uczyć, niezależnie od wieku. W gruncie rzeczy wszyscy improwizujemy, prawda?

Wasza muzyka tworzy dla mnie coś w rodzaju dźwiękowego krajobrazu. Jestem ciekawa jak zwykle wygląda wasz proces twórczy? Czy miejsce, w którym jesteście, wpływa na sposób, w jaki piszecie muzykę?

Obecnie głównym autorem piosenek jest Neil. Mieszka w Kornwalii, otaczają go morze i piękne krajobrazy, więc wiem, że to stanowi część jego inspiracji. Dla nas zawsze najważniejsza była faktura utworów, ich atmosfera.

Neil przygotowuje pierwsze wersje piosenek. Czasem są to niemal gotowe kompozycje, a czasem zaledwie szkice. Jednak dopiero kiedy reszta zespołu wnosi do nich własne pomysły, utwór nabiera ostatecznego kształtu i naprawdę staje się utworem Slowdive.

Przy pracy nad ostatnim albumem Neil przedstawił nam około czterdziestu pomysłów. Niektóre z nich były jedynie krótkimi fragmentami. To właśnie dlatego cały proces trwał blisko trzy lata. Jest nas pięcioro i każdy ma własną wrażliwość, własne pomysły oraz swoich faworytów. Cały proces polega więc przede wszystkim na znalezieniu wspólnej płaszczyzny.

Brzmienie Slowdive jest bardzo charakterystyczne, jednak każda kolejna płyta odkrywa nowe terytoria. Jak udaje wam się zachować równowagę między pozostaniem wiernym swojemu stylowi a ciągłym rozwojem?

Myślę, że to dzieje się całkiem naturalnie. Przy żadnej płycie, a szczególnie przy dwóch ostatnich, nie zakładaliśmy z góry, że album ma brzmieć w określony sposób. Oczywiście istnieje coś takiego jak charakterystyczne brzmienie Slowdive, ale nigdy nie próbujemy go świadomie odtwarzać.

Spośród wszystkich naszych płyt chyba „Pygmalion” brzmi najbardziej odmiennie. Na ostatnim albumie również pojawiło się kilka utworów, które poszły bardziej w stronę elektroniki i eksperymentu.

Nigdy jednak nie zaczynamy nagrań z myślą, że utwory mają brzmieć w określony sposób. Po prostu tworzymy muzykę i patrzymy, dokąd nas to prowadzi. Niektóre z piosenek miały po dwadzieścia różnych miksów. Najlepiej po prostu tworzyć i sprawdzać, co działa. Jest nas pięcioro i wszystkie decyzje podejmujemy większością głosów. Czasem jestem z tego zadowolona, czasem nie, ale właśnie tak funkcjonujemy.

Czy pamiętasz moment, w którym zrozumiałaś, że Slowdive z młodzieńczego projektu przeradza się w coś znacznie poważniejszego?

Wydaje mi się, że stało się to wtedy, gdy podpisaliśmy kontrakt z Creation Records, wiele lat temu. Chociaż właściwie jeszcze wcześniej podpisaliśmy umowę wydawniczą z EMI. Od tamtego momentu to już była poważna sprawa. Ale mieliśmy wtedy po dziewiętnaście, dwadzieścia lat. Czy traktowaliśmy to tak poważnie jak dziś? Nie, zdecydowanie nie. Byliśmy młodzi, świetnie się bawiliśmy, sporo piliśmy. Ja paliłam dużo zioła, Neil zresztą też. Byliśmy po prostu typowymi nastolatkami. W wielu momentach nie mogliśmy uwierzyć, że naprawdę to robimy.

Z drugiej strony mieliśmy fatalnego księgowego i kiepski management. Ludzie starsi od nas, którzy mieli się nami opiekować i nas prowadzić, tak naprawdę tego nie robili. Problemy przyszły trochę później, już po rozpadzie Slowdive. Mieliśmy mnóstwo kłopotów finansowych, nasz księgowy defraudował pieniądze. Nie tylko nasze, ale też innych zespołów. Ostatecznie sprawa trafiła do sądu, a on do więzienia, ale to my ponieśliśmy największe konsekwencje. Szczególnie ja, bo urząd skarbowy wiedział, gdzie mieszkam.

Dziś patrzę na to wszystko jak na lekcję życia. Ostatnie dwanaście lat było dla nas naprawdę niezwykłe. Wróciłam do zespołu, mając czterdzieści trzy lata. Byłam przekonana, że moja kariera muzyczna już się skończyła. Urodziłam syna, gdy miałam trzydzieści dziewięć lat, czyli całkiem późno. Myślałam więc, że muzykę mam już za sobą, dlatego powrót był czymś niesamowitym. A fakt, że Slowdive odnosi dziś większy sukces niż kiedykolwiek wcześniej, jest wręcz nieprawdopodobny.

Teraz wszyscy podchodzimy do tego bardzo poważnie, ale nadal sprawia nam to ogromną radość. Nie robilibyśmy tego, gdybyśmy tego nie kochali.

Gdybyś mogła cofnąć się w czasie i powiedzieć coś sobie z początku kariery, co by to było?

Powiedziałabym: znajdź dobrego księgowego i dobrego menedżera. To zresztą moja rada dla każdego młodego zespołu. Otaczajcie się ludźmi, którym naprawdę można zaufać, i nie dajcie się zwieść pochlebcom. Jeśli traktujecie muzykę poważnie i ktoś chce z wami współpracować, upewnijcie się, że są to właściwe osoby. To najważniejsza rada, jaką mogę dać. Wiem, że brzmi bardziej biznesowo niż muzycznie, ale jest naprawdę istotna. I po prostu cieszcie się tym. Jeśli granie w zespole nie sprawia wam radości, znajdźcie inny zespół. Życie jest zbyt krótkie.

Advertisement

Polecane

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Czy moda kocha tych, którzy jej nienawidzą? Fenomen Brendyhashtag

Czy moda kocha tych, którzy jej nienawidzą? Fenomen Brendyhashtag

Dlaczego najwięksi projektanci mody stracili swoje marki?

Dlaczego najwięksi projektanci mody stracili swoje marki?

Film Jana Holoubka na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto

Film Jana Holoubka na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto

Łukasz Ronduda: „Interesuje mnie inność” [WYWIAD]

Łukasz Ronduda: „Interesuje mnie inność” [WYWIAD]

Berlinale, Cannes, Wrocław. 8 krótkich metraży, które warto zobaczyć na 26. MFF Tauron Nowe Horyzonty

Berlinale, Cannes, Wrocław. 8 krótkich metraży, które warto zobaczyć na 26. MFF Tauron Nowe Horyzonty

Polecane

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Czy moda kocha tych, którzy jej nienawidzą? Fenomen Brendyhashtag

Czy moda kocha tych, którzy jej nienawidzą? Fenomen Brendyhashtag

Dlaczego najwięksi projektanci mody stracili swoje marki?

Dlaczego najwięksi projektanci mody stracili swoje marki?

Film Jana Holoubka na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto

Film Jana Holoubka na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto

Łukasz Ronduda: „Interesuje mnie inność” [WYWIAD]

Łukasz Ronduda: „Interesuje mnie inność” [WYWIAD]

Berlinale, Cannes, Wrocław. 8 krótkich metraży, które warto zobaczyć na 26. MFF Tauron Nowe Horyzonty

Berlinale, Cannes, Wrocław. 8 krótkich metraży, które warto zobaczyć na 26. MFF Tauron Nowe Horyzonty

Więcej od autora

Łukasz Ronduda: „Interesuje mnie inność” [WYWIAD]

Łukasz Ronduda: „Interesuje mnie inność” [WYWIAD]

Typy Film, czyli Jafar Panahi, Nadia i Sara Szymańskie oraz aktorskie debiuty reżyserskie

Typy Film, czyli Jafar Panahi, Nadia i Sara Szymańskie oraz aktorskie debiuty reżyserskie

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Łukasz Ronduda: „Interesuje mnie inność” [WYWIAD]

Łukasz Ronduda: „Interesuje mnie inność” [WYWIAD]

Typy Film, czyli Jafar Panahi, Nadia i Sara Szymańskie oraz aktorskie debiuty reżyserskie

Typy Film, czyli Jafar Panahi, Nadia i Sara Szymańskie oraz aktorskie debiuty reżyserskie

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

FacebookInstagramTikTokX
Advertisement