Nowa literacka gwiazda, wunderkind współczesnej literatury europejskiej, autor „Buddenbrooków” generacji Z. Z pewnością doszukalibyśmy się jeszcze wielu innych wielkich słów na temat Nelia Biedermanna, młodego szwajcarskiego pisarza, o którym mówi cały książkowy świat. Ma dopiero 22 lata, a o jego powieść „Lázár” jest bestsellerem sprzedawanym w ponad 25 krajach. Ale o co tak właściwie chodzi z tym, rzekomo, ponadprzeciętnie utalentowanym chłopakiem?
Przyszedł na świat w 2003 roku i pierwsze lata swojego życia spędził w Thalwi – niewielkim mieście, nieopodal Zurychu. Płynie w nim węgierska krew, a w latach 50. jego dziadkowie uciekli z Węgier do Szwajcarii (opowieści babci na ten temat były jednym z impulsów do napisania „Lázára”). W dzieciństwie, próbował znaleźć coś dla siebie, coś, co będzie go naprawdę pasjonowało. Uprawiał wiele sportów, grał na różnych instrumentach. Ostatecznie nie poczuł ani pianina, ani piłki.
Pandemia sposobem na znalezienie siebie
W 2020 roku, kiedy wszyscy byliśmy zamknięci w czterech ścianach, korzystając z nadmiaru wolnego czasu nastoletni Nelio znalazł ujście dla swojej wrażliwości i, jak podkreślał w wielu wywiadach, melancholii. A wszystko zaczęło się, niewinnie, od szkolnego konkursu literackiego. To właśnie wtedy odkrył jak bardzo wciągające jest dla niego samo pisanie, co zaprowadziło go do „Lázára” – trzypokoleniowej sagi rodzinnej, opowiadającej o upadku węgierskiej arystokracji.
Rodzinna saga z fantastycznymi twistami
Książkę otwiera kwieciste, iście baśniowe zdanie: „Na skraju ciemnego lasu wciąż leżał śnieg dogasającego stulecia, kiedy Lajos von Lázár, przezroczysty chłopiec o błękitnych oczach, po raz pierwszy ujrzał człowieka, którego nawet po jego śmierci będzie uważać za swojego ojca”, poźniej pojawia się podstarzały arystokrata, posępny las i inne tego typu gotyckie akcenty, wprowadzające nas w historię rodziny Lazarów, która, podobnie jak w przypadku „Buddenbrooków” Thomasa Manna, kończy się upadkiem.
„Lázár” skrzy się od wyrazistych portretów kobiet i mężczyzn, prezentujących ich strategie na przetrwanie trudnych momentów lub ścieżki prowadzące do klęski. Co ciekawe, pisarz przeprowadza nas przez najważniejsze wydarzenia historyczne, w dużej mierze, przyczyniające się do współczesnego kształtu Europy: od upadku monarchii Habsburgów, przez dwie wojny, aż po powstanie węgierskie z 1956 roku. Wprawieni czytelnicy, niewątpliwie zauważą, że dwudziestoparolatek uczył się stylu od najlepszych (W.G. Sebald czy Marcel Proust).
„Prawdziwie wielki pisarz”
Daniel Kehlmann, niemiecki pisarz i eseista, autor „Rachuby świata”, najlepiej sprzedającej się niemieckiej książki po II wojnie światowej, określił debiut Biedermanna jako wejście „prawdziwie wielkiego pisarza”. Zaś Thomas Rogers z „The New York Timesa” dostrzegł w „Lázárze” rodzinną mitologię oraz wyznaczniki realizmu magicznego, a powieść nazwał mianem dzieła „odważnego, porywającego i sensacyjnego”. Natomiast Marcel Theroux z „Guardiana” znalazł w niej wiele zapożyczeń od największych mistrzów pióra, m.in.: Virginii Woolf, Jamesa Joyce’a czy wspomnianego wcześniej Thomasa Manna. Za to Sam Sacks z „The Wall Street Journal” wytyka Biedermannowi lakoniczne potraktowanie niektórych wątków historycznych i powierzchowny portret psychologiczny postaci. Dua Lipa zarekomendowała „Lázára” w swoim klubie książkowym Service95, a polskie wydanie powieści jest ozdobione słowami Patti Smith: „Olśniewający, mistrzowski dowód na to, że kroczy pośród nas utalentowany młody pisarz”.
„Nowa nadzieja literatury”, „najlepszy debiutant 2026 roku”, „drugi Mann” – wobec tego rodzaju wielkich porównań warto zachować pewną ostrożność. Historia literatury zna przecież niejednego autora, którego znakomity debiut okazywał się zarazem szczytowym osiągnięciem. Na tak daleko idące oceny jest więc zdecydowanie za wcześnie, ale warto jednak uważnie śledzić dalszą drogę tego obiecującego pisarza.










