Po trzyletniej przerwie Phoebe Bridgers ogłosiła długo wyczekiwaną trasę koncertową. Wraz z informacją o jej powrocie pojawiła się jednak decyzja, która dla wielu fanów okazała się szokująca. Podczas koncertów obowiązywać będzie całkowity zakaz korzystania z telefonów.
Smartfony, smartwatche i inne urządzenia elektroniczne mają trafiać do specjalnych woreczków i pozostawać poza zasięgiem uczestników przez cały czas trwania występu. Dla jednych to ograniczenie wolności. Dla innych szansa na odzyskanie czegoś, co w ostatnich latach zaczęło zanikać – autentycznego doświadczenia koncertowego.
Spór o koncertowe doświadczenie
Chodząc na koncerty, coraz częściej można odnieść wrażenie, że ich uczestnicy bardziej skupiają się na stworzeniu idealnego nagrania zamiast przeżywania tego, co dzieje się podczas wydarzenia. Z jednej strony, zakaz używania telefonu na koncercie jest zrozumiały. Artysta ma więcej przestrzeni i nie musi martwić się o to, że jest bezustannie nagrywany. Inni jednak postrzegają takie ograniczenia jako niepotrzebną ingerencję w swobodę uczestników, a nawet rozwiązanie wykluczające niektóre grupy odbiorców. Podobne kontrowersje pojawiały się już zresztą wcześniej.
Przekonała się o tym chociażby Mitski, która w 2022 roku zwróciła się do swoich fanów z prostą prośbą. Nie domagała się zakazu telefonów ani nie krytykowała osób robiących zdjęcia. Zastanawiała się jedynie, czy nagrywanie całych koncertów nie odbiera czegoś zarówno publiczności, jak i artystom. Jak pisała na platformie X, kiedy widzi rzędy osób filmujących całe utwory, ma poczucie, że wszyscy znajdują się obok siebie, ale niekoniecznie razem. Jej apel nie był próbą narzucania zasad, lecz przypomnieniem, że najcenniejsze koncertowe momenty często zdarzają się wtedy, gdy jesteśmy w pełni obecni. Mimo to artystka spotkała się z falą krytyki, która ostatecznie doprowadziła do usunięcia wpisu.
Podobne myślenie od lat towarzyszy także Tylerowi, The Creatorowi. Artysta wielokrotnie podkreślał, że marzy o publiczności skupionej na scenie, a nie na ekranach. Podczas festiwalu Coachella wykorzystał nawet billboardy, by przekazać fanom krótką wiadomość: chciałby widzieć ich twarze, a nie światła telefonów. To zdanie dobrze oddaje frustrację wielu współczesnych wykonawców. Koncert z założenia jest spotkaniem artysty z publicznością, tymczasem coraz częściej pomiędzy obiema stronami pojawia się dodatkowa warstwa w postaci ekranów, przez które próbujemy filtrować rzeczywistość.
Warto też wspomnieć o takich artystach jak Jack White czy Bob Dylan, którzy od lat konsekwetnie organizują wydarzenia z zakazem używania telefonów, co wcale nie prowadzi do spadku zainteresowania ich kocertami Co więcej, rosnąca popularność wydarzeń zakazujących korzystania z telefonów sugeruje, że wielu ludzi zaczyna odczuwać zmęczenie nieustanną obecnością mediów społecznościowych. Według najnowszych danych Eventbrite liczba wydarzeń bez telefonów wzrosła w ostatnich latach o kilkaset procent. To znak, że coraz więcej osób szuka przestrzeni, w której nie trzeba dokumentować każdej chwili ani zastanawiać się, jak wygląda ona na ekranie.
W czasach przesytu mediami społecznościowymi decyzja Phoebe Bridgers skłania do refleksji. Czy potrafimy jeszcze spędzać czas bez korzystania z telefonu? Czy umiemy przeżyć wyjątkowy moment bez natychmiastowej potrzeby jego uwiecznienia? Jedno jest pewne. Jeśli naprawdę cenimy artystę, na którego koncert idziemy, powinniśmy uszanować jego wizję i sposób, w jaki chce budować relację z publicznością. W końcu nie wybieramy się na koncert po to, by odtwarzać go później w telefonie, ale po to, by przeżyć go w pełni w momencie, gdy się wydarza.




![Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_260512_OW_KMAG_1811_eye_b6d362c8d8.jpg&w=1920&q=80)

