Choć ich współpraca zaczęła się dość prozaicznie, od komentarza pod filmem – twórczości Coals nie można nazwać zwyczajną. Kacha Kowalczyk i Łukasz Rozmysłowski od ponad dekady tworzą muzyczny duet o nazwie nawiązującej do ich śląskich korzeni. Na koncie mają już trzy albumy, a prace nad czwartym nie ustają. Przy okazji tego projektu porzucili ograniczenia i złapali kilka zagranicznych współprac, pozostając przy tym zupełnie bezpretensjonalnymi.
Po wizycie w sanatorium wracacie do tekstów po angielsku?
K: Stwierdziłam, że nie muszę stawiać tylko na jeden język. Wydaje mi się, że przestałam się tym przejmować, jak Rosalía wypuściła album „Lux”, na którym przewija się trzynaście języków. Podoba mi się też ta konwencja w rapie, gdzie artyści z różnych krajów nawijają na jednej piosence w różnych językach. Jeśli czuję jakąś piosenkę w danym języku, to na niego stawiam. Jednocześnie chcę śpiewać głównie po polsku, bo to mój ojczysty język i czymś się wyróżnia, ale z drugiej strony słucham bardzo dużo muzyki z kręgu anglosaskiego i jestem chronicznie online, więc tak czy siak angielski jest integralną częścią mojego życia. Mimo wszystko, album jest w dziewięćdziesięciu procentach po polsku.
L: Już przy pierwszych pracach nad piosenkami chcieliśmy mieć jakieś zagraniczne featy. Nasz proces twórczy też często wygląda tak, że Kacha do podkładu robi mumble rap w jakimś wymyślnym języku, czasami po angielsku, czasami po niemiecku. Jedna z piosenek, ta z Kasią Lins, na początku miała cały refren po angielsku, ale stwierdziłem, że po polsku będzie brzmiało lepiej – i Kacha się zgodziła.
A propos waszych inspiracji – co teraz jest największą?
K: Mam bardzo dużo różnych zajawek i inspiracji, ale przy tej płycie stwierdziłam, że trzeba iść w konkret brzmieniowy – zamglone, oniryczne, elektroakustyczne piosenki. Zainspirowali mnie między innymi Channel Beads, ML Buch czy Wraith9, a także osoby, które zaprosiliśmy do współpracy. Na przykład Cooper B Handy (LUCY) tworzy piosenki, które wydają się być słodko-gorzkie, ale też bardzo autorskie i zrobione bez większego wysiłku. Zimą słuchałam sporo folktronici, oberków i muzyki chóralnej z medieval synthami. Mam wrażenie, że wokalne synthy u nas wzięły się właśnie z tego słuchania.
L: Mnie ostatnio zmieniło się podejście do muzyki. Zawsze fascynowałem się nowościami, szczególnie widać to przy naszej najbardziej pokombinowanej płycie, Docusoap.
K: Ja ją lubię najbardziej.
L: We mnie taka muzyka ostatnio budzi nerwy, jest overwhelming. Może przez to, że skończyłem trzydzieści lat. Lubię ostatnio odkopywać twórców, których lubiłem, gdy zaczynałem słuchać muzyki świadomie – jak Neil Young czy Bob Dylan. Muzyki słucham teraz dla wyluzowania, bo na co dzień mam z nią bardzo dużo do czynienia – miksuję tracki dla różnych ludzi, więc bardzo dużo rapowych i trapowych kawałków muszę słuchać w pracy, przez co przestałem ich w ogóle słuchać w wolnym czasie. Jak jechaliśmy tutaj samochodem, samo z siebie włączyło się Smashing Pumpkins. Z nowszych artystów – na przykład Mark William Lewis. Muzyka łatwo mnie ostatnio przebodźcowuje
K: Ale jesteśmy duetem, więc każdy z nas wnosi tu swoje szalone pomysły.
Czyli inspirujecie się zupełnie różnymi artystami?
L: Tak, ale lubię rzeczy, których słucha Kacha. Wspólnie jaraliśmy się Ralphie Choo, Kacha dalej się jara, ale w jego nowych piosenkach dla mnie już jest za dużo wszystkiego. Sporo muzyki do mnie wraca. Ostatnio jak byłem w czeskiej karczmie, usłyszałem hity lat 2000 – Tiny Turner, Kylie Minogue, „Get You Out of My Head”. Pomyślałem sobie, że to są piosenki, które leciały w radiu, jak byłem mały, i zostały we mnie zakorzenione. Czasami takie sięgnięcie do przeszłości może wnieść coś nowego – kiedy patrzę na piosenki z tamtych lat, zastanawiam się, skąd się brały pomysły na te przeboje.
K: Adam Repucha, który jest z nami na płycie, słucha bardzo dużo muzyki z lat 70. i 80. i stamtąd bierze progresje akordów. Stwierdziliśmy, że super będzie wnieść nowy element do naszej twórczości i skorzystać z jego wiedzy.
L: Gdy rozmawialiśmy w Berlinie, mówił, że nasze akordy są zbyt proste, zbyt współczesne. On tworzy wymyślne, trochę jazzujące melodie. Ta nasza wspólna piosenka to jedyna tak zwariowana kompozycyjnie rzecz, którą nagraliśmy. Adam nagrał gitarę po prostu tak, jak czuł, więc nie ma tam stałego tempa, a ja całą kompozycję musiałem potem produkcyjnie dorównać do tej gitary.
A zrealizowaliście wszystkie wymarzone collaby przy tym albumie?
K: Jeśli chodzi o brzmienie Coals i jego uniwersum, to myślę, że tak. Byłam zdziwiona, że tak łatwo poszło i wszyscy się zgodzili – napisaliśmy do dosyć specyficznych i tajemniczych ludzi i oni nawet się ucieszyli.
L: Ja najbardziej cieszę się na Adama Repuchę, bo on od lat prawie nic nie wydaje, jest bezkompromisowy i nie udziela się za bardzo. To nie jest też pierwszy raz, kiedy próbowaliśmy się z nim dogadać, więc to był bardzo wyczekany collab.
K: Dla mnie współpraca z Moliną to było również spełnienie marzeń, głównie dlatego, że kopenhaska scena kobiet ma teraz ogromny wpływ na cały świat i bardzo się inspiruję tymi artystkami.
A czujecie, że Śląsk, poza tym, że zainspirował nazwę, wpływa na waszą twórczość?
K: Często gdy występujemy na Śląsku, mam poczucie, że odbiór jest inny. Lokalny patriotyzm jest tam niesamowicie rozwinięty – ludzie wyjeżdżają, a Śląsk zostaje w nich. Tworzą się społeczności Ślązaków, którzy nawet jak są w obcym mieście, trzymają się razem.
Wasza muzyka opiera się w dużej części na nostalgii. Skąd ta tęsknota?
K: To jest podświadome. Dominujący u mnie styl wokalny, dość eteryczny, nostalgiczny, trochę jodłujący, może wynikać z tego, że u mnie w domu bardzo dużo słuchało się Enyi, The Cranberries, Cocteau Twins, My Bloody Valentine czy Slowdive. Gdyby mój tata puszczał mi Eminema, moja ekspresja wokalna może byłaby zupełnie inna. Ale dużo moich zajawiek jest retro-futurystycznych, jak Oklou, Smerz, FKA Twigs, Babyfather czy Arca. Lubię hipnagogiczną muzykę, bardzo nasyconą dźwiękami i sounddesignem. Kocham cloud rap, bo w nim jest tego wszystkiego dużo. Nasze dzieciństwo przypada na fajną erę w muzyce. Ale staram się te brzmienia też uwspółcześniać – taka piosenka jak „basen” nie mogłaby powstać dwadzieścia sześć lat temu.
L: Mnie też ktoś mówił, że tworzę nostalgiczne melodie. Jak byłem mały, fascynowało mnie przemijanie. Wyobrażałem sobie scenę, w której jestem między blokami, ludzie zostają w miejscu, ja się z nimi żegnam i idę dalej. I fascynowało mnie, że oni tam są cały czas, a świat się zmienia.
K: A ja lubię przeobrażać wersję przeszłości. Nawet jeśli przydarzyło mi się coś traumatycznego czy smutnego, to umiem zmienić tę historię tak, że z biegiem lat myślę o niej coraz pozytywniej. Przywołuję najlepsze momenty, a te negatywne staram się wypierać. Piszę tę przeszłość na nowo. Z perspektywy czasu nawet smutne piosenki kojarzę pozytywnie.
L: Ja mam jedną taką piosenkę wyrytą w mózgu. Jak byłem mały, to mój znajomy wyskoczył przez okno z siódmego piętra przez sen. Jakimś cudem przeżył, ale w tamtym momencie był wielki dramat, a w radiu leciała popularna piosenka. Nie pamiętam jej melodii, ale jakbym ją usłyszał, to od razu mam przed oczami całą sytuację.
A zdarza wam się napisać piosenkę pod wpływem konkretnego rekwizytu, lokacji, znaleziska?
K: Wizual zazwyczaj dochodzi po piosence. Aczkolwiek pisząc teksty czy komponując, myślę często obrazami – inspiruję się architekturą, różnymi obrazami malarskimi czy fotografią. Ale wizual zawsze dochodzi po czasie i czasami nie do końca ma związek z muzyką, a mimo to jakoś koresponduje z nią. Na przykład teledysk do „pierrota” to wizja Maca Adamczaka i Angeliki Cygal – ja czytam tę piosenkę inaczej, mam inne obrazy w głowie, ale podoba mi się ich interpretacja. Sami również tworzymy treści wizualne, ale lubimy również współpracować z innymi artystami.
L: Mnie obrazy aż tak nie inspirują, za to do tworzenia ciągnie mnie najbardziej po zmianach otoczenia. Jak jestem na wyjeździe, wrócę do domu i siądę do kompa, dobrze mi się tworzy, bo mam nowe bodźce. Albo jak posłucham czegoś nowego, co mnie zainspiruje.
K: Mnie się dobrze tworzy, jak jestem w dobrym stanie i dobrze się dzieje w moim życiu.
L: U mnie podobnie, jak źle się dzieje, jestem rozkojarzony smutkiem albo stresem, to nie mogę w ogóle siąść do kompa. Chociaż do pianina lubię usiąść w każdym stanie, tylko nie chce mi się tego nagrywać.
A gdzie w spektrum waszych inspiracji znajduje się film?
K: Na mnie przy tworzeniu tej płyty miały wpływ dwa filmy: „Trzynastka”, opowiadająca historię dwóch nastolatek, film bardzo ciekawy operatorsko, ale też trochę depresyjny, i „Synekdocha, Nowy Jork”. Na „magii” jest kilka piosenek o kryzysie twórczym, byciu przytłoczonym pracą twórczą, o niemożności pogodzenia się z upływem czasu czy szukaniu sensu w tym, co się robi, i mam wrażenie, że ten film miał na mnie ogromny wpływ przy pisaniu nowych tekstów.
L: Mnie ostatnio zapadło w pamięć „Rushmore” i „Oko w oko z życiem”, z Vincentem Gallo w roli głównej.
Pracujecie ze sobą już dość długo.
L: W lipcu minie dwanaście lat.
I macie odczucie, że wasza współpraca zmieniła się przez ten czas?
K: Na pewno, wiele razy. Niektórych rzeczy nie było widać, bo najwięcej uśmiechniętych zdjęć wrzucaliśmy, kiedy było między nami najgorzej. Nie, że jakaś dramatyczna sytuacja – ale na początku bardzo się spinaliśmy i atmosfera wokół nie była zbyt przyjazna. Mieliśmy dookoła sporo ludzi, którzy źle na nas wpływali. Potem okazało się, że finalnie zawsze jesteśmy we dwójkę, cokolwiek się nie dzieje, możemy na siebie liczyć. Wypracowaliśmy fajny styl współpracy, która z biegiem lat jest coraz lepsza, a to się rzadko zdarza w zespołach. Nauczyliśmy się naszych tendencji oraz sposobu pracy i wiemy, jakich tematów przy sobie nie poruszać.
A macie już tak, że patrzycie na siebie i wiecie – czy tak, czy nie?
K: Myślę, że tak. Kiedy jesteśmy na przykład na sesji i estetyka nam totalnie nie leży, widzimy to po sobie. Mamy podobny gust, podobne rzeczy mogą nas zachwycić albo zniesmaczyć.
L: Choć nie zawsze – mnie muzyka, która teraz Kachę jara, już trochę za bardzo przebodźcowuje. Musimy znajdować złoty środek.
K: Ale jak pracujemy z innymi ludźmi, to jeszcze bardziej doceniamy siebie nawzajem. Jest specyficzna energia i specyficzny sposób pracy, którego z nikim innym się nie ma.
A czy istnieje dźwięk, którego nigdy byście nie samplowali, bo go nienawidzicie?
L: Ty masz pewnie paznokcie o tablicę albo krojenie styropianu.
K: Tak, paznokcie o tablicę. Ale nienawidzę też szorowania po ceramicznych rzeczach – mam ciarki. Zauważyłam też, że w radiowych piosenkach hip-house'owych często ludziom robią bardzo syczące wokale. Czasami to syczenie po prostu mi rozwala głowę.
L: Ja za to nienawidzę też, jak mój samochód wydaje jakiś nowy dźwięk – kiedyś jeździłem starymi autami i nieznany dźwięk zawsze zwiastował awarię.


![Coals – spójny duet pełen przeciwieństw [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_coals_3477_5ac7dc9594.jpg&w=1920&q=80)

![Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Kasia_Zillmann_Serowik_Internet_25_b93b455f0f.jpg&w=1920&q=80)
![Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_260512_OW_KMAG_1811_eye_b6d362c8d8.jpg&w=1920&q=80)
![[WNĘTRZA] Odwiedziliśmy modową świątynię Mery Spolsky](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_95_6fc0f0b7ca.jpg&w=1920&q=80)
![Alex Hayel: „Wrażliwość zaczyna się tam, gdzie jesteś w pełni sobą” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_2_c7287cd7d1.jpg&w=1920&q=80)



