Kane Parsons przerobił dziewięciominutowy found footage z YouTube'a na najbardziej dochodowy debiut w historii A24. Czy nieskończony korytarz wytrzymuje pełny metraż? To pytanie zupełnie osobne i znacznie ciekawsze.
Jest taki dźwięk, który zna każdy widz Davida Lyncha: brzęczenie jarzeniówki nastrojonej o pół tonu za wysoko, a do tego migotanie, które nie zapowiada niczego dobrego. U Lyncha narodziło się ono z usterki – podczas kręcenia pilota „Twin Peaks”, w scenie, w której agent Cooper ogląda ciało Laury Palmer, świetlówka nad noszami zaczęła gasnąć; reżyserowi spodobało się to na tyle, że dalej migał nią sam. Od tamtej pory zepsuta żarówka jest u niego symbolem: gdy światło zaczyna drżeć, błona między tym światem a tamtym robi się cienka i coś przez nią przełazi.
Parsons tę gramatykę dziedziczy i nie przez zbieg okoliczności. Sam mit Backrooms wyrósł z dokładnie tych samych składników, co kino Lyncha: pustych korytarzy, przygaszonych barw i buczących jarzeniówek, z których Internet ulepił swój najsłynniejszy przykład grozy przejścia. Jest jednak różnica, i to ona okazuje się najciekawsza. U Lyncha groza tkwi w migotaniu – w sekundzie, gdy światło się waha, bo wahanie jest progiem. U Parsonsa jarzeniówka nie miga. Ona po prostu buczy. Równo i bez obietnicy, że za chwilę coś się wydarzy lub zmieni. Zanim cokolwiek wyskoczy zza ściany, ten dźwięk zdąży już zająć miejsce w głowie widza. Reszta filmu jest próbą utrzymania go w napięciu przez sto dwanaście minut.
Nieskończoność pustych biur
Akcja startuje w 1990 roku, w Santa Clara. Clark (Chiwetel Ejiofor) prowadzi sklep meblowy bez klientów, sypia między ekspozycyjnymi kanapami, pije prosto z butelki i opowiada swojej terapeutce, doktor Mary Kline (Renate Reinsve), o wszystkim po kolei. Po rozwodzie życie skurczyło mu się do wymiarów magazynu. Aż pewnego dnia w piwnicznej ścianie znajduje miejsce, przez które można się przecisnąć na drugą stronę – w żółtawą nieskończoność pustych biur, które nie powinny istnieć.
To, co Parsons robi po tamtej stronie ściany, jest najlepszym argumentem za istnieniem tego filmu. Scenografia hipnotyzuje, a kolejne sekwencje w „Backrooms” reżyser rozgrywa jak serię sztuczek iluzjonisty: baseny o mętnej wodzie, korytarze coraz ciaśniejsze, ściany rozstawione przez architekta, który dawno zapomniał o prawach fizyki. Co istotne – to nie jest cyfrowa fatamorgana wyklikana w komputerze. Parsons zaprojektował przestrzenie w Blenderze, po czym scenograf Danny Vermette przełożył je na ponad 30 tysięcy stóp kwadratowych realnych dekoracji rozstawionych na czterech halach zdjęciowych. Gdy Clark dotyka ściany, ściana naprawdę tam jest.
Operator Jeremy Cox i reżyser bawią się przy tym językiem obrazu zamiast nim straszyć. Kluczowy fragment filmu rozgrywa się przez ziarnistą soczewkę kasety VHS, a finałowy pościg potrafi sprawić, że nawet ta bezkresna przestrzeń staje się dławiąca i ciasna.
Człowiek po drugiej stronie
Na tym tle aktorzy mają zaskakująco dużo do zagrania w filmie, w którym przez długie minuty nikt się nie odzywa. Ejiofor gra człowieka, który w pułapce odnajduje coś w rodzaju ulgi. Woli zgubić się w pozbawionym sensu świecie, niż szukać sensu w tym prawdziwym. Reinsve, jako terapeutka ruszająca jego śladem, jest jego przeciwieństwem: opiera się urokowi tego miejsca, co stawia ją w znacznie gorszej pozycji wobec stworzeń patrolujących korytarze. Na pytanie, czy każde z nich mierzy się z własną raną, „Backrooms" odpowiada twierdząco, tyle że ciężar realnie niosą dwie osoby, a reszta jest paliwem do pościgu.
Clarka wyrzuciła z domu żona, a właściwie jego alkohol, uraza i temperament. Sam przyznaje, że całe życie odpychał ludzi, żeby nie zdążyli go zranić. W Backrooms nie tyle błądzi, co znajduje schronienie. Mary wchodzi za nim z własnym bagażem, który okazuje się równie ciężki. W rozsianych po filmie retrospekcjach widzimy jej matkę, prawdopodobnie chorą na schizofrenię paranoidalną, ostatecznie umieszczoną w szpitalu. I dziecko trzymane całymi latami w czterech ścianach. Mary została terapeutką, bo nie zdołała uratować matki. W labiryncie odkrywa, że nie uratuje nikogo. Jej kotwicą jest kawałek betonu z odciskiem dłoni, wydłubany z chodnika przed wyburzonym domem z dzieciństwa.
I tu film robi rzecz, która ratuje go przed zarzutem taniego psychologizowania: traumy nie są tłem, są budulcem. Pustka Backrooms jest przerażająca właśnie dlatego, że odbija echo realnego świata, będąc go całkowicie pozbawioną, a w przypadku Clarka i Mary ta izolacja jest lustrem ich własnych ran. Korytarze zaczynają materializować pokoje wprost z pamięci Mary, a istoty, które je zaludniają, to kopie ludzi, których labirynt „źle zapamiętał”.
A teraz to, czego film nie udźwignął. Trauma bywa tu jedyną charakterystyką, jaką postaci dostają, a i ta sprowadza się do kilku retrospekcji z dzieciństwa Mary i sceny, w której Clark odgrywa kłótnię z żoną. Kulminacyjny monolog przy stole sięga po energię słynnej tyrady Toni Collette z „Dziedzictwa. Hereditary”, ale nie zawsze na nią zasługuje.To prowadzi do drobnej, okrutnej ironii: film, którego potwory są ludźmi zapamiętanymi niedbale, sam zapamiętuje swoje postaci równie niedbale.
Można to obronić: niewytłumaczalność jest przecież sednem tej mitologii. Ale jest różnica między tajemnicą a luką i film miejscami myli jedno z drugim.
Na koniec dochodzimy do żartu, którego film prawdopodobnie nie zamierzał opowiedzieć. „Backrooms” to opowieść o człowieku, który dobrowolnie znika w nieskończonej, samo powielającej się przestrzeni bez wyjścia. A jednocześnie, z jawnym haczykiem na sequel w finale, jest pierwszym poważnym kandydatem A24 na franczyzę, maszyną zaprojektowaną do rozrastania się w kolejne części. Parsons ma dwadzieścia lat i udowodnił już, że potrafi zbudować przestrzeń, z której nie chce się wyjść. Wkrótce dowiemy się, czy w następnej części będzie jeszcze wiedział, gdzie są drzwi i czy zechce ich szukać.
![„Backrooms”: ściana, za którą znika sens [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Backrooms2_164a2563bf.jpg&w=1920&q=80)
![„Hot Spot” – mamy pierwszy zwiastun nowego filmu Agnieszki Smoczyńskiej [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_HOT_SPOT_1_8faa1e8e07.jpg&w=1920&q=80)
![„The Witness” na Netfliksie: prawdziwa historia zabójstwa Rachel Nickell [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_tw_101_unit_02253_resized_d61f8a94e5.jpg&w=1920&q=80)


![Dlaczego na filmie „Kumotry” pęknie wam serce (i bardzo dobrze!) [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Kumotry_01_Still_1_4_1_36455417bb.jpg&w=1920&q=80)
![Ignacy Liss: „Jeśli papież Franciszek mył w Wielki Czwartek nogi osobom transpłciowym, to ja mogę zagrać geja” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_260512_OW_KMAG_1811_eye_b6d362c8d8.jpg&w=1920&q=80)
![„Hot Spot” – mamy pierwszy zwiastun nowego filmu Agnieszki Smoczyńskiej [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_HOT_SPOT_1_8faa1e8e07.jpg&w=1920&q=75)
![Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Kasia_Zillmann_Serowik_Internet_25_b93b455f0f.jpg&w=1920&q=75)
