Na Oscarach 2024 „Oppenheimer” zgarnął siedem statuetek – Najlepszy Film, Najlepszy Reżyser, Najlepszy Aktor. Siedem nagród dla opowieści, w której dwie główne bohaterki – Kitty Oppenheimer grana przez Emily Blunt i Jean Tatlock w wykonaniu Florence Pugh – przez całe trzy godziny nie zamieniają ze sobą ani słowa. Nie żeby miały ku temu okazję. Dziewięć lat wcześniej Szwedzi za podobny brak przychylności przyznali kinową ocenę „F”, tak zwany rating antyfeminizmu. Hollywood tymczasem przyznało Oscara. Nie ma w tym złośliwości, ale jest prawidłowość.
Test Bechdel narodził się w 1985 roku w komiksie, a nie w akademickim piśmie poświęconym gender studies i do dziś wiele wyjaśnia właśnie ta różnica. Alison Bechdel, rysowniczka queerowego serialu komiksowego „Dykes to Watch Out For”, narysowała krótką scenę: dwie kobiety próbują zdecydować, na który film się wybrać i żaden z dostępnych tytułów nie spełnia trzech elementarnych warunków: nie ma w nim przynajmniej dwóch kobiet, które rozmawiałyby ze sobą o czymś innym niż mężczyzna. Pointą był tytuł ostatniego kwalifikującego się do obejrzenia filmu: „Obcy – ósmy pasażer Nostromo”, film z 1979 roku.
Dwie kobiety, jedna rozmowa, żadnego mężczyzny
Bechdel czuła się wobec tego trochę nieswojo, bo właściwy pomysł podała jej przyjaciółka Liz Wallace, stąd preferowane przez nią nazewnictwo „test Bechdel-Wallace”. A Wallace z kolei inspirowała się Virginią Woolf, która w eseju „Własny pokój” zauważyła, że w literaturze kobiety rzadko kiedy rozmawiają ze sobą, mówią głównie do mężczyzn, o mężczyznach, przez mężczyzn. To była obserwacja z 1929 roku.
Żeby test zdać, wystarczy absolutne minimum: dwie postacie kobiece mające imiona, jedna rozmowa między nimi i jeden temat inny niż mężczyzna. Może to być rozmowa o pogodzie, o tym, że zgubiono klucze, o przepisie na pierogi. A jednak w gronie tytułów, które testu nie przeszły znalazły się „Casablanca”, „Gwiezdne wojny”, „Powrót do przyszłości”, „Reservoir Dogs”, „Avatar”, „The Social Network”, „Avengers”, „Grand Budapest Hotel” i cała trylogia „Władcy Pierścieni”. Tolkienowska epopeja, trzy filmy, ponad jedenaście godzin i mniej niż trzydzieści sekund, w których dwie kobiety w ogóle się do siebie odzywają. Bez imion.
Analiza BBC z 2018 roku wykazała, że zaledwie 49 procent laureatów Oscara za Najlepszy Film w całej historii ceremonii zdało test Bechdel – od 1929 do 2017 roku. I ten wynik miał opisywać postęp.
„Porażka branży"
Rok 2023 był pod tym względem szczególnie chudym sezonem. Zgodnie z raportem USC Annenberg Inclusion Initiative tylko 30 ze 100 najwyżej zarabiających filmów minusowego roku miało kobietę lub dziewczynę w roli głównej lub głównej współdzielonej. To gwałtowny spadek w porównaniu z 44 takimi filmami w 2022 roku. Współautorka raportu Stacy Smith oceniła ten fakt: „to jest porażka branży”.
Rok 2024 przyniósł historyczny przełom – po raz pierwszy w historii badań odsetek filmów z kobiecym protagonistą (54 procent z top 100) dorównał odsetkowi tych z protagonistą płci męskiej. Można by odetchnąć z ulgą, gdyby nie to, co jednocześnie dzieje się za kamerą. W 2024 roku 70 procent najbardziej dochodowych filmów zatrudniało dziesięć lub więcej osób płci męskiej na kluczowych stanowiskach za kulisami. Kobiety w analogicznym wymiarze – w 8 procentach produkcji. Parytet na ekranie przy braku parytetu w reżyserii, scenariuszu i montażu to coś w rodzaju fasady nałożonej na budynek, który nadal nie ma fundamentów.
Dr Martha Lauzen, dyrektorka Center for the Study of Women in Television and Film na Uniwersytecie San Diego State, bada zatrudnienie kobiet w przemyśle filmowym od dwudziestu siedmiu lat. Jej wnioski po analizie 2024 roku są jednoznaczne:
Sama Alison Bechdel zastrzegła wielokrotnie, że jej test nigdy nie miał być narzędziem oceny jakości filmów ani ich wartości feministycznej. Otwarcie cytuje „Jackie Brown” Tarantino – film, który nie zdał testu, a który jej zdaniem zawiera „jedną z najmocniejszych kobiecych protagonistek, jakich widziała w kinie”. Test jest raczej narzędziem diagnostycznym, które pokazuje coś konkretnego: nie jakość reprezentacji kobiet w poszczególnych filmach, lecz strukturalną tendencję do spychania ich na obrzeża fabuły.
Paradoks polega na tym, że test jest tak mało wymagający, że samo zdanie go niczego nie gwarantuje. Niezdanie go natomiast w 2024 roku przy całej deklarowanej różnorodności wciąż coś ważnego mówi. I to coś branża filmowa powinna wziąć sobie do serca, przy całej miłości autorki do filmów Nolana.






