Krzysztof Garbaczewski wyprowadza Tyrmanda z warszawskiej bramy prosto do miasta, które buduje się samo. Premiera 16 października w Teatrze Powszechnym, a tydzień później, kilka kilometrów dalej, Rampa gra swojego „Złego”. Warszawa we własnym uniwersum.
16 października „Zły” w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego otwiera sezon na Dużej Scenie przy Zamoyskiego. Powszechny już raz miał swojego „Złego”: Jan Buchwald wystawił go tu 22 października 2010 roku w adaptacji Wojciecha Tomczyka i doprowadził do setnego przedstawienia, które teatr uczcił tramwajem z aktorami czytającymi powieść na trasie od placu Narutowicza na Kawęczyńską. Choreografię robił wtedy Jarosław Staniek – ten sam, który dziś odpowiada za ruch w Rampie. W obsadzie z 2010 roku grały Maria Robaszkiewicz (Aniela) i Karina Seweryn (Roma Leopard). Obie wychodzą na scenę także teraz, u Garbaczewskiego.
Gdynia miała musical Wojciecha Kościelniaka, Bielsko-Biała — wersję Piotra Ratajczaka, studio RedDeer.Games zapowiedziało grę „Zły: Człowiek o białych oczach” (w angielskiej wersji akcja dzieje się w Bad City). Wszystkie te projekty prędzej czy później sięgają po to samo porównanie: Henryk Nowak jako polski Batman. Powieść z 1955 roku stała się warszawskim IP z pełnym merchandisingiem wyobraźni i właśnie dlatego wybór Garbaczewskiego jest ciekawszy od kolejnego wyboru repertuarowego. Ten reżyser nigdy nie podchodził do kanonu jak do relikwii, a „Złego” kocha się przede wszystkim za topografię: bazar Różyckiego, knajpy, adresy. Co zostanie z Tyrmanda, kiedy zniknie bruk?
Co wiadomo, a co jest obietnicą
Piszę ten tekst cztery dni przed premierą, więc wszystko, co poniżej dotyczy samego spektaklu, opiera się na zapowiedziach teatru.
Scenariusz napisał sam Garbaczewski, dramaturgię przygotowała Rébecca Pierrot. Teatr zapowiada przeniesienie akcji do „postfuturystycznej aglomeracji”, w której materialna tkanka miasta ustępuje rzeczywistości wirtualnej, a w zapowiedzi sezonu mowa o mieście, które ma się na scenie „samoczynnie generować”. Reżyser nazywa całość „urbanistycznym jam session” i porównuje Warszawę do jazzowej improwizacji, która wciąż wymyśla się od nowa. Muzykę pisze Qba Janicki, multimedia – Radomir Majewski, Natalia Ślusarska i Zuzanna Gocławska, scenografię Julia Zawadzka razem z reżyserem.
Najbardziej intrygujące jest jedno przesunięcie w opisie. U Tyrmanda Zły to postać: mściciel z białymi oczami i kastetem, który wkracza tam, gdzie milicja nie nadąża. W zapowiedzi Powszechnego staje się raczej zjawiskiem – pojawia się wtedy, gdy wspólnota zaczyna szukać kogoś, kto przywróci porządek i weźmie na siebie odpowiedzialność za rzeczywistość. To już nie superbohater, tylko popyt na superbohatera. Jeśli spektakl dotrzyma tej obietnicy, będzie to pierwsza wersja „Złego”, która przygląda się nie samemu mścicielowi, lecz miastu, które go zamawia.
Archiwum Garbaczewskiego
Debiutował „Chórem sportowym” Jelinek w Opolu, a już w 2010 roku w Wałbrzychu, w „Gwieździe śmierci” według tekstu stałego współpracownika Marcina Cecki, rozstawił po starym kinie kilkadziesiąt kamer i kazał widzom oglądać akcję na wielkim ekranie. Opolską „Iwonę, księżniczkę Burgunda” Onassis Stegi w Atenach reklamował jako cyberpunkowy thriller z hitchcockowskim rodowodem, zawieszony między teatrem a kinem. Był Paszport Polityki, była nowojorska La MaMa (2012), był „Hamlet” w Starym Teatrze, w którym tytułową rolę podzielono między Bartosza Bielenię, Krzysztofa Zarzeckiego i Romana Gancarczyka.
Do tego dochodzą oceny, które od początku skaczą między Paszportem Polityki a zarzutem, że reżyser zamęcza klasykę. Joanna Jopek w „Polish Theatre Journal” opisuje ten paradoks wprost: reżyser obsesyjnie zajęty tym, jak widz odbiera spektakl, zbiera recenzje pełne kontrowersji i otwartego odrzucenia. Najlepiej widać to na przykładzie poprzedniej wizyty przy Zamoyskiego. „Chłopi” (premiera 13 maja 2017) mieli scenę, w której Antek Boryna zamiast drewna rąbie książki – Jan Bończa-Szabłowski w „Rzeczpospolitej” uznał to za wyrok na Reymonta i zarzucił reżyserowi, że odleciał w kosmos. Kosmos, trzeba przyznać, był wtedy dosłowny: na scenie stał szkielet gigantycznego abażura, drugi wbudowano w widownię. Na liście obsady „Złego” powtarzają się zresztą nazwiska z tamtych „Chłopów”: Karolina Adamczyk, Klara Bielawka, Anna Ilczuk, Barbara Wysocka. Kostiumy znów współtworzy Sławek Blaszewski. Garbaczewski wraca do zespołu, który zna jego język.
Gogle zamiast rampy
W 2017 roku powstało studio Dream Adoption Society, kolektyw artystów wizualnych i cyfrowych, który w latach 2018–2021 miał rezydencję właśnie w Powszechnym. Judyta Pogonowicz, autorka pierwszej monografii jego twórczości (rozprawa doktorska z Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie), zwraca uwagę na niuans: pierwszym polskim spektaklem w VR był „G.E.N.” Grzegorza Jarzyny z TR Warszawa (2017), ale to Garbaczewski jako pierwszy wprowadził spektakl virtual reality do stałego repertuaru instytucjonalnego teatru – „Nietotę” według Micińskiego, w której środkowa część rozgrywa się w wirtualnej przestrzeni generowanej w czasie rzeczywistym.
Ta sama badaczka przytacza jednak recenzję, która dla „Złego” jest ważniejsza: Olga Katafiasz pisała o krakowskim „Śnie nocy letniej” (2022), że widz zaintrygowany pierwszymi scenami w pewnym momencie odpuszcza i zaczyna się nudzić, bo w goglach siedzą aktorzy, a publiczność ogląda ich awatary z drugiej ręki, na ekranie. To jest właściwe ryzyko wirtualnej Warszawy na Dużej Scenie: miasto, które się samo generuje, łatwo może stać się miastem, do którego widz nie ma wstępu.
Za bramą
Tyrmand pisał, że w Warszawie to brama określiła życie kilku pokoleń. Brama to w gruncie rzeczy interfejs – przejście między ulicą a podwórkiem, między tym, co publiczne, a tym, co pod klatką schodową. Garbaczewski od piętnastu lat zajmuje się dokładnie tym: progiem między dwiema rzeczywistościami, kamerą między aktorem a widzem, goglami między ciałem a awatarem.
Gombrowicz, broniąc „Złego” przed zarzutem brukowości, pisał, że ta książka mimo wszystko lśni i śpiewa. Czy uda się dostrzec to również w spektaklu Teatru Powszechnego? Premiera już 16-go października.


![W 1989 roku Polska odzyskiwała wolność. W więzieniach wybuchał bunt. Netflix pokaże zapomnianą historię [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fmedium_media_cache_article_cover_2026_10_theriot_1_6acc917a8ce0d_218083d98a.jpg&w=1920&q=80)




![W 1989 roku Polska odzyskiwała wolność. W więzieniach wybuchał bunt. Netflix pokaże zapomnianą historię [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_media_cache_article_cover_2026_10_theriot_1_6acc917a8ce0d_218083d98a.jpg&w=1920&q=75)

