Konrad Berkowicz nie odpowiedział na pytanie, czy był w wojsku. Wzbogacił za to polską debatę publiczną o słowo, które do tej pory spotykało się głównie w powieściach Balzaka i kostiumowych melodramatach.
W środę, 7 października przed wejściem do Sejmu Justyna Dobrosz-Oracz, reporterka TVP Info, zatrzymuje posła Konfederacji z jednym pytaniem: czy był w wojsku. Berkowicz odpowiada, że nie ma czasu, bo zaczynają się głosowania. Dziennikarka dopytuje. Wtedy pada zdanie, które jeszcze tego samego wieczoru obejrzy pół Internetu: „Poza tym rozmawiam z dziennikarzami, a nie z kurtyzanami”.
Dobrosz-Oracz nie sili się na ripostę. Mówi wprost do kamery, że została obrażona i że poseł zostanie pozwany. Wieczorem pokazuje nagranie w programie „Bez trybu” i dorzuca obserwację, że jej zdaniem Berkowicz w ostatniej chwili ugryzł się w język i zamiast wulgaryzmu sięgnął po coś z bardziej kostiumowego repertuaru.
Obelga w jedwabiu
„Kurtyzana” brzmi jak wyzwisko dla kogoś, kto skończył filozofię (Berkowicz skończył). Włoska cortigiana znaczyła pierwotnie tyle co dworka, kobieta z otoczenia możnych. Potem słowo zaczęło opisywać kobietę, która sprzedaje swoje towarzystwo i łóżko ludziom z wyższych sfer, ale robi to w jedwabiu i z wierszem na ustach. Kultura ma do tej figury słabość od wieków. Balzac wstawił kurtyzany do tytułu powieści, a hollywoodzkie „Niebezpieczne piękno” Marshalla Herskovitza z 1998 roku zrobiło z weneckiej kurtyzany i poetki Veroniki Franco bohaterkę, która intelektualnie rozkłada na łopatki trybunał inkwizycji.
Berkowicz po Balzaka nie sięgał. Sięgnął po eufemizm, który ma jedną praktyczną zaletę: da się go potem bronić jednocześnie w sądzie i na X. Gdyby powiedział słowo, które według dziennikarki miał na końcu języka, sprawa byłaby prosta. „Kurtyzana” daje mówiącemu alibi erudyty, a treść zostaje ta sama. Kobieta zadająca pytanie zostaje przeniesiona z kategorii zawodowej do seksualnej i przede wszystkim obraźliwej.
Po emisji programu poseł wrzucił na X wpis pomyślany jako ironia: przyznał, że przekroczył nieprzekraczalną granicę i przeprosił „wszystkie kurtyzany”. Następnego dnia, jak relacjonują m.in. Wirtualna Polska i Pudelek, dorzucił zdjęcie dziennikarki w czerwonej sukience z komentarzem, że wcale jej nie zwyzywał, tylko nazwał stosownie do wykonywanej profesji.
TVP i TVN24 po jednej stronie
Telewizja Polska wydała mocne oświadczenie, nazwała słowa posła chamstwem i seksistowską obelgą, zadeklarowała Dobrosz-Oracz pełne wsparcie i dorzuciła zdanie, które ma szansę przeżyć cały ten spór: „Immunitet poselski nie jest immunitetem od kultury osobistej”. Stacja przypomniała też rzecz oczywistą, a w tej sprawie kluczową: poseł ma prawo nie odpowiadać na pytania dziennikarzy. Prawa do tego, co powiedział zamiast odpowiedzi, nie ma.
Solidarność z reporterką publicznej telewizji ogłosili Radomir Wit z TVN24 i Katarzyna Kolenda-Zaleska, czyli ludzie z konkurencyjnej stacji, z którą TVP przez ostatnią dekadę prowadziła raczej wojnę niż dialog. Dobrosz-Oracz podziękowała szefom, kolegom po fachu i politykom „niezależnie od opcji”, po czym napisała zdanie krótsze niż jakikolwiek komentarz w tej sprawie: „Dziś ja, jutro ktoś inny”.
Politycy koalicji nie przebierali w słowach. Rzecznik rządu Adam Szłapka nazwał posła zwykłym chamem, a szef MSWiA Marcin Kierwiński pisał o chamstwie do kwadratu. Ministra rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przypomniała Berkowiczowi starszy epizod, napisała bowiem, że „kultura to nie patelnia – nie ukradniesz”. Chodzi o sprawę, po której poseł przyjął mandat za niezapłacone zakupy w markecie i nie zasłaniał się immunitetem. Patelnia z Ikei wraca odtąd w każdym komentarzu na jego temat jak refren. Posłowie KO złożyli wniosek o ukaranie Berkowicza do sejmowej Komisji Etyki Poselskiej.









