Rok 1989 pamiętamy jako rok przełomu. Nie wszyscy oglądali go jednak z tego samego miejsca. „Bunt” z Borysem Szycem i Filipem Pławiakiem przenosi kamerę za mury zakładów karnych, gdzie transformacja dotarła w postaci komunikatu w radiu: amnestia, na którą czekano, większości osadzonych nie obejmie.
Kiedy Teleexpress i Polskie Radio podały, że amnestia nie obejmuje recydywistów, wściekli więźniowie rzucili się na strażników. Sejm uchwalił ją 7 grudnia 1989 roku. Bunt wybuchł w Czarnem i Goleniowie, a dzień później w Nowogardzie. Najbardziej dramatyczny przebieg miał w Czarnem, gdzie zginęło sześć osób. W Goleniowie więźnia oskarżonego o współpracę z administracją podpalono. W Czarnem strażnicy otworzyli ogień do osadzonych, którzy próbowali przejąć bramę.
Więzienie pełne złodziei rowerów
Żeby zrozumieć, skąd wzięła się ta wściekłość, trzeba cofnąć się o kilka lat. Polskie więzienia były wtedy pełne ludzi skazanych za drobne przestępstwa, na przykład kradzież roweru. To skutek ustawy z maja 1985 roku, która nakazywała osadzać wszystkich recydywistów niezależnie od przestępstwa. Cele były przepełnione, a warunki bardzo złe. Do tego doszedł widok, który musiał działać jak sól na ranę. Po wyborach 1989 roku w Sejmie zasiedli dawni więźniowie polityczni, a ci, którzy zostali za kratami, liczyli na szybką i powszechną amnestię.
Badania historyków pokazują, że bunt nie wybuchł z dnia na dzień. Praca opublikowana w repozytorium Uniwersytetu Rzeszowskiego, „Ostatnia wielka amnestia”, ustala, że w pierwszej połowie 1989 roku w większości więzień dominowały protesty socjalno-bytowe, najczęściej w zakładach północno-zachodniej Polski, zwłaszcza w Goleniowie i Nowogardzie. Od września wszystko inne zeszło na dalszy plan, bo zaczęły krążyć informacje o pracach nad ustawą o amnestii. Kluczowy szczegół: amnestia wykluczała recydywistów, którzy stanowili większość osadzonych w Goleniowie i Nowogardzie. Państwo ogłosiło więc akt łaski dla wszystkich z wyjątkiem tych, którzy na niego najbardziej czekali.
Nowogard to osobna, niemal surrealistyczna historia. W sierpniu 1989 roku osadzeni faktycznie przejęli tam kontrolę. Bez zgody 47-osobowego komitetu protestacyjnego nie dało się nawet przewieźć więźnia na rozprawę do Szczecina. Kiedy w grudniu doszło do eskalacji, więźniowie dostali się do stołówki i wynieśli kilkaset słoików gulaszu i tabliczki czekolady. Wcześniej forma protestu była bardziej rytualna: co godzinę walono garnkami w kraty okien. Te detale mówią o tamtej rzeczywistości więcej niż niejeden wykład o transformacji ustrojowej. Rewolucja głodnych i przeludnionych zaczynała się od puszki gulaszu, a kończyła na pałkach ZOMO. Oddział tej formacji przyjechał pod bramę 10 grudnia. Dowodził nim Jerzy Stańczyk, późniejszy komendant główny policji.
Dwóch z jednej celi
Netflix nie robi z tego dokumentu i od początku to zaznacza. Główni bohaterowie to Reagan grany przez Borysa Szyca i Janek grany przez Filipa Pławiaka. Kiedyś siedzieli w jednej celi, a teraz spotykają się w samym środku więziennego kryzysu. Chcą powstrzymać rozlew krwi i doprowadzić do amnestii, ale stoją po przeciwnych stronach barykady.
Ciekawsze od samego pomysłu jest to, kto go pisał. Współscenarzysta Łukasz Bluszcz był jednym z twórców dokumentu „Był bunt” z 2014 roku o tych samych wydarzeniach. Według Wikipedii film wyreżyserowała Małgorzata Kozera, a wyprodukowały go wspólnie Al Jazeera i Telewizja Polska. Serial ma więc za sobą coś więcej niż przeczytany artykuł prasowy: lata pracy ze świadkami i materiałem. To dobra wiadomość dla wszystkich, którzy obawiają się, że więzienny bunt posłuży jedynie za dekorację dla gatunkowego thrillera.
Reżyserię dzielą Mateusz Rakowicz i Marek Lechki. Rakowicz ma na koncie „Najmro” i „Dzień Matki”, a Lechki „Bez tajemnic”, „Tajemnicę zawodową” i „Brokat”. To zestawienie wygląda na przemyślane. Rakowicz w „Najmro” pokazał, że potrafi uchwycić PRL-owską złożoność bez skansenowej nostalgii. Lechki pracował w kameralnym, psychologicznym rejestrze. Jeśli te dwa temperamenty ustaliły wspólną wizję, „Bunt” ma szansę uniknąć dwóch pułapek naraz: martyrologii i „Prison Break” w scenografii z Pewexu. W obsadzie są też Anita Szepelska, Jacek Poniedziałek, Artur Kujawa, Ryszard Kakietek, Michał Pietrzak, Michał Felczak, Rafał Maćkowiak oraz Wini, czyli Winicjusz Bartków.
Ciało jako kostium
Najwięcej uwagi przyciąga Szyc, w zwiastunie wyraźnie chudszy i twardszy niż w „Heweliuszu”. Ta przemiana ma za sobą trochę historii. Aktor przyznał na festiwalu Nowe Horyzonty, że do „Heweliusza” przytył 15 kg, a potem w cztery miesiące wrócił do formy. W wywiadzie dla portalu Jastrząb Post, przytoczonym przez „Super Express”, opowiadał, że w cztery miesiące zrzucił kilkanaście kilogramów, rezygnując ze słodyczy, mąki i soli. Portal naEKRANIE pisze z kolei, że do roli w „Buncie” Szyc budował masę mięśniową, czym dzielił się w mediach społecznościowych. Wniosek jest prosty: widzowie, którzy pamiętają jego wychudzonego Kantora z „Nigdy tu już nie powrócę”, wiedzą, że Szyc traktuje ciało jak kostium. Reagan wygląda na kogoś, kogo więzienie wyrzeźbiło, a nie wykarmiło.
Zwiastun obiecuje dużo ognia, dymu i krzyku. Premiera jeszcze w tym roku.

![W 1989 roku Polska odzyskiwała wolność. W więzieniach wybuchał bunt. Netflix pokaże zapomnianą historię [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_media_cache_article_cover_2026_10_theriot_1_6acc917a8ce0d_218083d98a.jpg&w=1920&q=80)

![Luka płacowa w AI. Asystentka z kobiecą twarzą dostała o 10% mniej [BADANIE]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fmedium_u_Z_Vk9kq_TURB_Xy9k_YW_Fh_ZT_Zm_Zm_Ni_OD_Yx_N_Dhl_MG_Nj_NW_Qx_Y2_U2_Nz_M4_OWQ_2_Ni5qc_G_Vnkp_U_Dz_QIA_Ac0_F0_f0639eb68c.jpg&w=1920&q=80)






