Opowiada o dzieciństwie w domu dwojga projektantów oraz o tym, że największą przyjemność sprawiało mu budowanie i przerabianie zabawek. Dzisiaj Jan Kochański przekazuje zapał do tworzenia innym jako asystent w Pracowni Projektowania Mebla na Wydziale Architektury Wnętrz warszawskiej ASP. Doświadczenie zdobywał na studiach w Warszawie i Mediolanie, w amsterdamskiej pracowni Karima Rashida oraz w studiu Kompott. Nie lubi sztywnych określeń „racjonalizm” i „funkcjonalność”, bo od przedmiotu wymaga czegoś więcej.
Zacznijmy od początku. Skąd pomysł, aby związać się z wzornictwem?
Chyba w większości rozmów z projektantami odpowiedź jest zbliżona: to było dla mnie naturalne. Jako dziecko bardzo lubiłem rozkładać i składać zabawki, przerabiać je. Dorastałem w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, kiedy nie można było pójść do sklepu i ot tak kupić cokolwiek się zechce. Stąd ten „gen” twórcy. Poza tym mój ojciec był architektem wnętrz, mama architektką. Już jako nastolatek spędzałem mnóstwo czasu w pracowni ojca, budując sobie deskorolki albo łodzie i tratwy na wakacje. Budowanie rzeczy zwyczajnie mnie cieszy. Zawsze chciałem otaczać się przedmiotami zrobionymi własnoręcznie, a teraz dzieje się to dzięki współpracy z różnymi firmami produkującymi moje projekty. Wybierając kierunek studiów, trochę nie trafiłem względem zainteresowań, jednak na początku lat dwutysięcznych kariera architekta wnętrz wydawała się bezpieczniejsza. Rynek wzornictwa w Polsce był wówczas niewielki. Szybko jednak się okazało, że to rzeźba i projektowanie mebli najbardziej mnie interesują.
W zeszłym roku obroniłeś doktorat w Pracowni Projektowania Mebla.
Moja praca doktorska dotyczyła ergonomii i poczucia komfortu. Zbudowałem urządzenie służące do badania i „modelowania pozycji siedzącej”, czyli sprawdzenia, jak siedzi się na danym meblu. Mój proces projektowania jest nastawiony na modelowanie i fizyczne doświadczanie przedmiotu. Należy dobrze opracować kontakt nie tylko przez zmysł wzroku, ale również dotyk. Ważne, jak się w danym meblu czujemy, jakie uczucia w nas wywołuje. Wygoda nie polega tylko na tym, czy coś nas uwiera, a różne przeznaczenia danego przedmiotu implikują odmienne parametry ergonomiczne – na przykład fotel w lobby hotelowym powinien być dostosowany do tego, jakie ubrania nosimy w takich miejscach, a także do odpowiedniej atmosfery.
Czyli nie tylko podręczniki Neuferta są potrzebne, żeby stworzyć dobry mebel?
Istnieje mnóstwo czynników. Mamy wiele tabel ergonomicznych do projektowania siedzisk, które przewidują najlepsze parametry dla różnych funkcji: najlepsze krzesło do poczekalni, do jadalni, najlepszy fotel wypoczynkowy… Jednak te zestawy cyferek, kątów i miar liniowych dla studenta robiącego swój pierwszy w życiu mebel są wartościami zupełnie abstrakcyjnymi. Zależności między głębokością siedziska a odchyleniem od oparcia lub pochyleniem w jego kierunku wpływają na siebie i dopiero siadając na takim krześle, można faktycznie poddać je ocenie.
Mogłoby się wydawać, że doświadczenie zdobywałeś w bardzo odmiennych pod względem szkoły projektowej miejscach – od Warszawy, przez Mediolan, po pełną koloru amsterdamską pracownię Karima Rashida. Czy któreś z nich wskazałbyś jako formujące?
Z każdego miejsca wyciągnąłem różne wnioski. Dużo nauczyłem się u Karima, szczególnie „kuchni” projektowej oraz tego, jak funkcjonuje rynek, jak działa duże studio pracujące z markami, o współpracy z którymi wtedy marzyłem. Jeżeli chodzi o jego formalne szaleństwo… To po prostu taka estetyka, ale pod spodem kryje się głębokie przemyślenie wpływu na użytkownika oraz globalnej perspektywy produktu. Reszta wynika z doświadczenia.
A jak określiłbyś swoją twórczość teraz?
Właściwie trudno powiedzieć o moim projektowaniu, że jest racjonalne. Nie odczuwam też potrzeby formułowania zdecydowanego manifestu. Staram się szukać subiektywnych przyjemności i elementów zaskoczenia. Myślę, że moja własna doktryna dopiero się destyluje i może za kilka lat się objawi, ale na razie to coś nieuchwytnego. Moim zdaniem sprowadzanie przedmiotów do dyskursu funkcjonalności nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Funkcjonalna może być łódź podwodna, a nie fotel [śmiech]. Nie każdemu muszą podobać się rzeczy, które proponuję. To, co buduję, jest emanacją mojej własnej potrzeby twórczej.
Często powtarzasz, że ważną częścią procesu projektowego jest analiza możliwości, jakie oferuje materiał. Czy masz swój ulubiony, z którym pracuje ci się najlepiej?
Intencją projektanta jest zbudowanie obiektu z surowców dostępnych. Zgadzam się też z często powtarzanym stwierdzeniem, że piękne wydają się rzeczy wykonane zgodnie z prawdą materiału. Nie mam ulubionego, bardzo lubię eksperymentować i najbardziej napędza mnie to, że cały czas się uczę. Podobają mi się rzeczy, które wymagają zgłębiania wiedzy i skomplikowanych narzędzi. Gdy byłem mały, pytałem tatę: „Możemy takie coś zrobić?”. W odpowiedzi słyszałem, że nie, bo potrzeba do tego skomplikowanego sprzętu. Teraz robię projekty z wykorzystaniem wtrysku tworzyw sztucznych i metalu, drukarek 3D, CNC. Nowy program komputerowy, nowa maszyna do prototypowania, nowy flamaster – to wszystko rzeczy, które pozwalają się cieszyć moją pracą. Poza tym doceniam szlachetność materiałów naturalnych, które pięknie się starzeją.
Jakie trzy słowa opisują według ciebie dobry dizajn?
To trudne pytanie. Najlepiej odpowiedzieć, że funkcjonalny i zrównoważony. Nie neguję wagi tych kwestii, lecz mnie one nie pociągają. Zresztą za najbardziej zrównoważony dizajn uznaję ponad stuletni stół po prababci, który cały czas stoi u nas w domu. Chciałbym robić właśnie takie meble, których nie trzeba wymieniać co rok. Przede wszystkim jednak lubię rzeczy mające „charakter”. Projektowanie jest językiem komunikacji – ja jako projektant wypowiadam się, tworząc, ale ludzie, wybierając przedmioty do swojego mieszkania, też coś o sobie mówią, określają swoją osobowość. Dlatego zostanę przy tym jednym słowie.
![[Z archiwum K MAG] „Staram się szukać subiektywnych przyjemności i elementów zaskoczenia” – wywiad z Janem Kochańskim](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_portret_1_2279a88f53.jpeg&w=1920&q=80)

![„Hot Spot” – mamy pierwszy zwiastun nowego filmu Agnieszki Smoczyńskiej [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_HOT_SPOT_1_8faa1e8e07.jpg&w=1920&q=80)


![Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Kasia_Zillmann_Serowik_Internet_25_b93b455f0f.jpg&w=1920&q=80)



