Warszawski tramwaj linii 17 i ta jedna elegancko ubrana pani wykorzystująca możliwości wideoczatu w taki sposób, że temat rozmowy jest niewątpliwie znany pozostałym pasażerom. Z egzaltowanego dialogu da się wywnioskować, że kobieta jest agentką nieruchomości i właśnie ważą się losy jednej z śródmiejskich kamienic.
Ku uciesze wszystkich jadących tym pojazdem spotkanie zmierza ku końcowi, aż nagle głos z ekranu telefonu gwałtownie dodaje: „No tak, pani jest jak gen Z, pani odpisze albo po 5 sekundach, albo po 5 dniach”. Ach tak, pokolenie Z: roszczeniowi, leniwi, przebodźcowani i… wylogowani. Ale co tak naprawdę mówi to jedno – nieco wyrwane z kontekstu – zdanie o internetowych nawykach tej grupy wiekowej? I dlaczego zetki coraz częściej włączają tryb offline?
Jak pokazuje badanie Incogni dotyczące korzystania z mediów społecznościowych w Stanach Zjednoczonych, aż dla 60% respondentów z pokolenia Z aktywność na Instagramie czy TikToku jest jak praca. Portale, które – z założenia – miały być pomostem w kontakcie z innymi, coraz częściej przypominają typowy etat. Dodawanie nowych stories, odpowiadanie na DM-y, tworzenie estetycznych postów, śledzenie zmieniających się codziennie trendów – i tak w kółko, żeby nie wypaść z obiegu.
A skoro pokolenie Z jest znane ze stawiania grubego muru między obowiązkami zawodowymi a życiem prywatnym, nie ma nic dziwnego w tym, że po 8 intensywnych godzinach pracy w open space nie będzie chciało wykonywać kolejnego – tyle że darmowego – wirtualnego etatu. Włączenie tzw. trybu samolotowego w smartfonie nie jest więc przejawem buntu wobec cyfrowej technologii, lecz formą sprzeciwu wobec permanentnej dostępności.
„Instagramowi mówię: pa!”
Kiedy poprosimy dowolną wyszukiwarkę internetową o sprecyzowanie pojęcia „pokolenie Z”, jedno z pierwszych zdań powie nam, że jest to pierwsza generacja w historii, która dorastała w pełni cyfrowym świecie. Osoby urodzone w latach 1995–2012, które właśnie oddają się lekturze tego artykułu, z pewnością przypomną sobie, że tak naprawdę już od najmłodszych lat były karmione obrazami idealnie wyrzeźbionych sylwetek, bajecznych podróży, nieziemskich sukcesów i (pozornie) perfekcyjnego życia influencerów. Porównywanie się z innymi stało się więc elementem codzienności wpisanym w DNA korzystania z mediów społecznościowych. Na szczęście coraz więcej osób dostrzega, że wygrana w pojedynku „moje życie vs. lifestyle dowolnie wybranej, idealnej influencerki z Instagrama” nie jest najłatwiejszym zadaniem.
Dlatego świadoma rezygnacja z mediów społecznościowych jest próbą odzyskania własnej, niepowtarzalnej perspektywy, w której stawką nie jest ani liczba like'ów, ani tym bardziej estetyczny profil, lecz kolekcjonowanie pozaekranowych doświadczeń. W rzeczywistości, w której królują propozycje podsuwane nam przez algorytmy, powiedzenie „pa” Instagramowi czy innemu TikTokowi jest dobrym sposobem na unikanie porównań.
Gen Z a wady social mediów
A może pokolenie Z jest po prostu zmęczone treściami publikowanymi w mediach społecznościowych? Kiedy otworzymy dowolnie wybrany serwis, na stronie głównej — obok estetycznych postów opowiadających o kolejnych sukcesach i pięknym życiu — algorytm bez wątpienia zaserwuje nam również krótkie filmy wygenerowane przez AI, w których na przykład mały kotek wygrywa pojedynek z groźnym wężem. A do tego masę politycznego chłamu, który akurat sprzymierzeńcem zetek nie jest: według badania Incogni treściami politycznymi zniechęconych jest aż 48% ankietowanych z pokolenia Z.
Co ciekawe, gen Z jako pierwsze pokolenie zauważyło także niedoskonałości samych mechanizmów tych platform: powtarzalność publikowanych przekazów i przymus ciągłego reagowania na nowe trendy. Ta obserwacja niewątpliwie wpłynęła na zmianę cyfrowych nawyków — zamiast kolejnych godzin bezrefleksyjnego scrollowania zetki ograniczają czas w mediach społecznościowych i szukają bardziej autentycznych form kontaktu.
Gdybyśmy zapytali przypadkowo spotkanych przedstawicieli pokolenia Z o zmianę ich wirtualnych przyzwyczajeń, każdy z nich potrafiłby zapewne dopisać własny, unikalny powód. Dla jednych byłaby to potrzeba skupienia się na autentycznych relacjach, inni wskazaliby wady technicznych mechanizmów funkcjonowania platform. Jedno jest jednak pewne: zmiana kulturowa w historii internetu dzieje się na naszych oczach.

![4.2 D – dlaczego Lori Vallow zabiła własne dzieci? [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fmedium_srnve56hspds65ouaqp28bpt86bz214r_ac9b07a28f.jpeg&w=1920&q=80)







