FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Film

4.1 D – dlaczego Lori Vallow zabiła własne dzieci? [RECENZJA]

Autor: Agnieszka Sielańczyk
24-07-2026
4.1 D – dlaczego Lori Vallow zabiła własne dzieci? [RECENZJA]
4.1 D – dlaczego Lori Vallow zabiła własne dzieci? [RECENZJA]
fot. kadr z serialu „Grzechy naszej matki”

Zabiła dwoje własnych dzieci, bo uwierzyła, że zamieniły się w zombie – tak w skrócie brzmi wersja, którą sprzedaje Netflix. Sąd w Idaho przyjął inną.

Colby Ryan włącza w telefonie nagrywanie i pyta matkę, czy jest jej przykro z powodu tego, co zrobiła. Lori Vallow odpowiada, że przykro jej raczej z powodu tego, iż syn nie do końca rozumie sytuację. Ta wymiana trafiła do zwiastuna i trudno mieć o to pretensje: cała reszta „Grzechów naszej matki” jest w gruncie rzeczy próbą wypełnienia ciszy, która po niej zapada.

Trzyodcinkowy dokument Skye Borgman opowiada o sprawie, która w Stanach zaczęła się od zaginięcia dwojga dzieci z Rexburga w stanie Idaho, a skończyła pięcioma wyrokami dożywocia i jednym wyrokiem śmierci. Siedmioletni Joshua „JJ” Vallow, chłopiec ze spektrum autyzmu i szesnastoletnia Tylee Ryan zniknęli we wrześniu 2019 roku. Ich ciała znaleziono dziewięć miesięcy później, zakopane na posesji Chada Daybella, piątego męża ich matki, autora powieści o czasach ostatecznych. Po drodze umarli jeszcze: czwarty mąż Lori, Charles Vallow, zastrzelony przez jej brata Alexa Coxa, pierwsza żona Daybella, Tammy, uduszona we własnym łóżku, wreszcie sam Cox, na zator. Ktoś strzelał też do Brandona Boudreaux, byłego męża siostrzenicy Lori.

To materiał, przy którym scenarzysta fikcji zostałby odesłany do poprawki za brak umiaru. Zawsze twierdziłam, że rzeczywistość dostarcza nam najlepszych historii, również kryminalnych i te wydarzenia potwierdzają to z nawiązką.

Czy to na pewno nasz gatunek?

Najmocniejsze w tym dokumencie jest to, czego Borgman nie musiała wymyślać. W pewnym momencie ludzie wokół Lori Vallow zaczęli nagrywać z nią rozmowy telefoniczne – rodzina, znajomi, syn. Do tego doszły kamery nasobne policjantów z Kauai, domowe wideo z Arizony i podcasty, które Vallow i Daybell nagrywali dla mormońskiego okołoprofetycznego wydawnictwa Preparing a People (firma po wybuchu sprawy skasowała je z sieci). Reżyserka montuje z tego coś w rodzaju ścieżki dźwiękowej obłędu: kobieta o rozbrajająco pogodnym, coachingowym tonie tłumaczy, że w ludziach wokół niej siedzą złe duchy. Zamieniają je w zombie, a te trzeba likwidować, konkretnie – mordować. Więzy krwi nie mają tu żadnego znaczenia.

Borgman ma wprawę – zrobiła wcześniej „Porwaną w biały dzień” i „Dziewczynę ze zdjęcia”, zna tempo tego gatunku i nie sili się na inscenizacje. Problem leży gdzie indziej. Cała opowieść jest zawieszona na jednym punkcie widzenia: Colby'ego, ocalałego syna, który występuje tu jako świadek, ofiara i przewodnik. Nikt w filmie nie podważa jego wersji, nikt nie pyta, dlaczego rodzina, która widziała, jak Lori tygodniami mówi o zombie, nie zrobiła nic poza rozmowami telefonicznymi. Zwrócił na to uwagę już przy premierze recenzent stacji KUTV z Salt Lake City, pisząc wprost, że film kształtuje narrację Colby'ego, zamiast ją weryfikować. Trudno się nie zgodzić – miałam wrażenie, że chłopak w zasadzie powinien odpowiadać za zaniechanie pomocy, gdy tymczasem opowiada historię tak, jakby była dobrym tematem do zdobycia posłuchu przy wakacyjnym ognisku.

Film wyprzedził wyrok

Premiera odbyła się cztery miesiące przed początkiem procesu. To decyzja producencka, która ma swoje konsekwencje: dokument kończy się w połowie zdania, na tym, co wtedy było jeszcze aktem oskarżenia.

Dziś ta luka wygląda inaczej. W maju 2023 roku ława przysięgłych w Boise uznała Lori Vallow Daybell za winną wszystkich zarzutów, w tym dwóch morderstw pierwszego stopnia i spisku w celu zabójstwa Tammy Daybell. W lipcu dostała dożywocie bez możliwości zwolnienia. Rok później Chad Daybell został skazany na karę śmierci, przysięgli obradowali niecałe sześć godzin, a obrona nie przedstawiła żadnych okoliczności łagodzących, bo oskarżony sobie tego nie życzył.

W 2025 roku odbyły się jeszcze dwa procesy w Arizonie, w których Vallow Daybell broniła się sama, choć nie jest prawniczką i w obu przegrała: 25 lipca 2025 roku sędzia Justin Beresky dołożył jej dwa dożywocia i powiedział, że nie powinna nigdy wyjść na wolność. Jej ostatnie słowo dotyczyło warunków w areszcie. Dokument o tym wszystkim nie wie. Ogląda się go więc dziś jak zdjęcie zrobione w połowie upadku, przy czym koniec już znamy.

Prokurator kontra scenariusz

Film pieści tezę, że za morderstwami stoi fanatyzm religijny i przekonanie o zbliżającym się końcu świata. Dostajemy krzywą: troskliwa matka trojga dzieci, konferencje o czasach ostatecznych, spotkanie z Daybellem w 2018 roku, klasyfikowanie bliskich na „światłych” i „ciemnych”, przekonanie, że dzieci zamieniły się w zombie, a ona sama należy do stu czterdziestu czterech tysięcy wybranych. Czyta się to jak powieść sci-fi, a jednak Chad dokładnie określał swoją skalą wybranych ludzi, w tym dzieci Lori, wtedy już swojej żony.

Daybell twierdził, że ma dar duchowego rozeznania: potrafi „zobaczyć”, ile w człowieku jest światła, a ile ciemności. Melani Pawlowski, siostrzenica Lori, zeznała, że posługiwał się przy tym wisiorem albo naszyjnikiem, choć nie zawsze go potrzebował. To nie była ocena charakteru, tylko status metafizyczny. Gibb zeznała też, że Lori regularnie prosiła Chada o oceny konkretnych osób ze swojego otoczenia, a on „dowiadywał się” przy okazji także tego, ile razy dana osoba żyła na tej i na innych planetach.

Skala miała wartości ułamkowe. Najlepiej udokumentowany przykład pochodzi z rodzinnego czatu Google Daybellów, który funkcjonariusz Vincent Kaaiakamanu z biura szeryfa hrabstwa Madison odczytał na procesie: dwunastoletni chłopiec z prowadzonej przez Chada i Tammy klasy przy kościele został oznaczony jako „4.2 dark”, z dopiskiem, że autor wiadomości będzie z przyjemnością obserwował jego rozwój ku światowemu terrorowi i dominacji. Z tego samego czatu wynika, że Tammy i dzieci Daybellów znali system – córka Emma napisała, że podoba jej się chłopak oznaczony jako ciemny i dostała odpowiedź, że być może to on na nią wpływa.

Kłopot w tym, że państwo, które ją skazało, argumentowało zbrodnie inaczej. Prokurator Rob Wood podczas wyroku w Idaho podważył wersję o zabójstwie z pobudek religijnych prostym spostrzeżeniem: Vallow nigdy nie opowiedziała o tym swoim współwyznawcom, a przecież głosiła wszystko, w co wierzyła. Jego zdaniem milczała, bo znała prawdziwy powód – pieniądze. Za dziećmi szły świadczenia socjalne, które pobierała po ich śmierci (stąd zarzut kradzieży w wielkim rozmiarze), a za Tammy Daybell polisy na życie. Sąd nakazał Chadowi zwrot 430 tysięcy dolarów dwóm firmom ubezpieczeniowym. Sędzia Steven Boyce, ogłaszając dożywocie, przyznał, że Vallow ma problemy psychiczne – powołał się na diagnozę z lutego 2023 roku, mówiącą o zaburzeniu urojeniowym typu mieszanego z treściami dziwacznymi i hiperreligijnością oraz o zaburzeniu osobowości z cechami narcystycznymi – i w tym samym wystąpieniu wyliczył jej z zimną precyzją każdy tydzień, w którym wiedziała, gdzie leżą ciała, i milczała.

Warto dodać rzecz, o której film nie wspomina, że w stanie Idaho nie ma obrony przez niepoczytalność. Znaczenie ma wyłącznie zdolność do udziału w procesie. I tu sprawa też jest ciekawa – Vallow spędziła dziesięć miesięcy w szpitalu psychiatrycznym jako „niezdolna do stawania przed sądem”, zanim w kwietniu 2022 roku uznano ją za „przywróconą do kompetencji”.

Na marginesie dodam, że badania udowodniły, że weterani wojny w Wietnamie z uszkodzeniami brzuszno-przyśrodkowej kory przedczołowej deklarowali wyższy poziom fundamentalizmu religijnego. Pokusa, by uznać tę kobietę za niespełna rozumu jest oczywista, ale żadne z badań nie zdiagnozowało Lori Vallow jako osoby niepoczytalnej. Badania dotyczą populacji pacjentów z ogniskowymi uszkodzeniami mózgu, a nie kobiety, u której nikt takiego uszkodzenia nie stwierdził. Mówią co najwyżej tyle, że sztywność przekonań ma korelaty neuronalne, nie że wynika z nich zbrodnia.

Bardziej użyteczna jest klasyfikacja dzieciobójstwa, którą Phillip Resnick zaproponował w 1969 roku na podstawie 131 przypadków i którą psychiatria sądowa stosuje do dziś. Prawie połowa zabójstw dzieci przez rodziców mieściła się u niego w kategorii „altruistycznej”: rodzic zabija, bo wierzy, że robi to dla dobra dziecka. To jest dokładnie ta szuflada, do której „Grzechy naszej matki” chciałyby wsunąć Lori Vallow. Sąd w Idaho wsunął ją jednak do zupełnie innej – tej z motywem majątkowym. Szkoda, że dokument nie podejmuje tego tematu uważniej.

Sekty Chada Daybella nie było

Najbardziej odporna na streszczenie jest kwestia, którą film obchodzi bokiem, sypiąc słowem „kult”. Christopher James Blythe, folklorysta z Brigham Young University napisał serię esejów, żeby sprostować obiegowy obraz Daybella jako przywódcy zorganizowanej grupy. Jego zdaniem mamy do czynienia z czymś innym: siecią, subkulturą proroctwa, w której krążą książki, konferencje i podcasty. To rynek konsumentów przepowiedni, nie organizacja religijna, a to znaczy, że nie ma tu bramy, przez którą się wchodzi, ani lidera, którego można wskazać palcem. Julie Rowe, autorka wspomnień z doświadczenia z pogranicza śmierci, którą Daybell wydawał i promował, została ekskomunikowana przez Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich w 2019 roku, a jej publiczność szybko się rozeszła.

Niestety dokładnie taką odpowiedź serial Borgman podsuwa i dokładnie dlatego, mimo świetnego materiału źródłowego, pozostawia widza w tym przekonaniu. Mimo wszystko warto je poznać, by mieć świadomość, w co jesteśmy w stanie uwierzyć i co jesteśmy w stanie zrobić. Kwestia czy dla Boga czy dla pieniędzy może zejść na dalszy plan.

Advertisement

Polecane

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Ali G wraca do kin! Ujawniono nowy projekt Sachy Barona Cohena

Ali G wraca do kin! Ujawniono nowy projekt Sachy Barona Cohena

My, dzieci przełomu. Instrukcja obsługi cudzego świata

My, dzieci przełomu. Instrukcja obsługi cudzego świata

Modny gadżet czy narzędzie inwigilacji? Ciemna strona okularów Meta Ray-Ban

Modny gadżet czy narzędzie inwigilacji? Ciemna strona okularów Meta Ray-Ban

Berlinale, Cannes, Wrocław. 8 krótkich metraży, które warto zobaczyć na 26. MFF Tauron Nowe Horyzonty

Berlinale, Cannes, Wrocław. 8 krótkich metraży, które warto zobaczyć na 26. MFF Tauron Nowe Horyzonty

Buka, Alinoë, kardynał Roark. 6 postaci, przez które popsuła mi się głowa

Buka, Alinoë, kardynał Roark. 6 postaci, przez które popsuła mi się głowa

Polecane

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Przewodnik kulturalny. 10 wystaw w Europie, które warto uwzględnić w wakacyjnych planach

Ali G wraca do kin! Ujawniono nowy projekt Sachy Barona Cohena

Ali G wraca do kin! Ujawniono nowy projekt Sachy Barona Cohena

My, dzieci przełomu. Instrukcja obsługi cudzego świata

My, dzieci przełomu. Instrukcja obsługi cudzego świata

Modny gadżet czy narzędzie inwigilacji? Ciemna strona okularów Meta Ray-Ban

Modny gadżet czy narzędzie inwigilacji? Ciemna strona okularów Meta Ray-Ban

Berlinale, Cannes, Wrocław. 8 krótkich metraży, które warto zobaczyć na 26. MFF Tauron Nowe Horyzonty

Berlinale, Cannes, Wrocław. 8 krótkich metraży, które warto zobaczyć na 26. MFF Tauron Nowe Horyzonty

Buka, Alinoë, kardynał Roark. 6 postaci, przez które popsuła mi się głowa

Buka, Alinoë, kardynał Roark. 6 postaci, przez które popsuła mi się głowa

Więcej od autora

Easy life – Defender Salt Wave Festival łączy dobrą muzykę i nadmorski relaks

Easy life – Defender Salt Wave Festival łączy dobrą muzykę i nadmorski relaks

My, dzieci przełomu. Instrukcja obsługi cudzego świata

My, dzieci przełomu. Instrukcja obsługi cudzego świata

15 lat od śmierci. Wspominamy Amy Winehouse

15 lat od śmierci. Wspominamy Amy Winehouse

Easy life – Defender Salt Wave Festival łączy dobrą muzykę i nadmorski relaks

Easy life – Defender Salt Wave Festival łączy dobrą muzykę i nadmorski relaks

My, dzieci przełomu. Instrukcja obsługi cudzego świata

My, dzieci przełomu. Instrukcja obsługi cudzego świata

15 lat od śmierci. Wspominamy Amy Winehouse

15 lat od śmierci. Wspominamy Amy Winehouse

FacebookInstagramTikTokX
Advertisement