Sezon wiosna-lato 2026 przyniósł coś, czego branża potrzebowała od lat: rzeczywiste przełomy, a nie ich inscenizację. Nowi dyrektorzy kreatywni, stare sylwetki w nowym języku i jeden kolor, który nie daje o sobie zapomnieć.
Zacznijmy od faktu, który zdominował komentarz po wszystkich czterech tygodniach mody: sezon SS26 był sezonem debiutów – ponad piętnastu nowych projektantów przejęło stery w największych domach mody jednocześnie. To nie zdarzyło się nigdy wcześniej na taką skalę. Kiedy branża zmienia się tak gwałtownie i tak szybko, trendy przestają być tylko kwestią długości spódnicy – stają się sygnałem, w jakim kierunku zmierza cały przemysł.
Anderson i Blazy: dwa debiuty, jedno pytanie
Jonathan Anderson w Dior i Matthieu Blazy w Chanel – obaj weszli na scenę w tym samym sezonie i obaj zaproponowali powrót. Zaplanowany i nie nostalgiczny. Debiut Andersona zakończył się owacją na stojąco. Projektant sięgnął do archiwum po sam logotyp i przepisał formalność od nowa – Bar Jacket z irlandzkiego twedu Donegal, krawaty noszone odwrotnie, płaszcze-kape z krótkimi spodniami. Blazy poszedł inną drogą: użył jedwabnej mousseline w kolorze denimu, tak delikatnej, że niemal niematerialnej, żeby nawiązać do linii flapperki z wczesnych dekad XX wieku. Zachował kody Chanel, przesuwając je jednocześnie w nowy rozdział — najbardziej widoczne było to w koszulach, lekkich i czystych, nawiązujących do tych, które Coco sama nosiła. FashionUnited Dwa różne podejścia do tego samego problemu: jak być sobą w domu, który dawno ustanowił kanon. Anderson pyta, Blazy odpowiada.
Powrót peplum
Peplum hem jest oficjalnie z powrotem. Sacai na swoim wybiegu SS26 eksplorował ten element na wszystkie możliwe sposoby – biała boxy koszulka z denimowymi panelami i pofałdowaną denimową linią dolną, bezrękawnik z marszczeniami i objętościowym peplum. Dior, Simone Rocha i Tibi sięgnęły też po kształt panniers, jako odniesienie do XVIII-wiecznej mody i obręczy pod spódnicą.
To nie przypadkowy powrót. Sylwetka panniers pojawia się zawsze, kiedy moda szuka czegoś ostentacyjnie nieergonomicznego – czegoś, co odmawia dostosowania się do wymogów codzienności. Ostatni raz, gdy takie kształty wchodziły do mainstreamu, był rok 1980 z hakiem. Tym razem jednak zestawiane są z minimalizmem i sportową odzieżą, co daje efekt znacznie ciekawszy niż oryginalny.
Seksapil powrócił na wybieg!
SS26 był sezonem powrotu sex appeal na wybieg – prowokacyjne i uwodzicielskie stylizacje, niekonwencjonalne sylwetki redefiniujące kobiecość, odważne zestawianie kolorów i zaawansowane layering. Przez wiele kolekcji przewijały się detale lingerie: koronkowe wykończenia, suknie-halki, biustonosze topy, ale przepracowane na poziomie rzemiosła haute couture.
Bralety stały się jednym z najbardziej wszechstronnych elementów sezonu. Projektanci proponowali je jako samodzielne części garderoby, a nie tylko bieliznę – ze spodniami, pod marynarki, w zestawieniach, które balansują między intymnym a prezentacyjnym.
Safari wciąż na topie
Hermès przypiął torebkę Kelly do paska. Louis Vuitton użył sznurka zamiast tradycyjnej skóry. Celine stworzyło własną wersję klasycznego paska z monetami: ogromne medaliony, owalne metalowe klamry i masywne okucia.
To część szerszego trendu utility, ale nie tego z lat 90., który był przede wszystkim estetyczną deklaracją, ale znacznie bardziej literalnego. Luźne sylwetki, ziemiste tonacje, wytrzymałe materiały i energia koczownika to esencja kolekcji z Nowego Jorku aż po Paryż – hołd dla podróży i dla kogoś, kto ciągle jest w drodze. Cargo trousers, safari jackets, koszule khaki – brzmi jak mundur na festiwal muzyczny, ale na wybiegach SS26 te elementy zestawiane były z jedwabiem, kożuchem i biżuterią, która kosztuje tyle, co używany samochód.
Twarz i włosy: powrót koloru i koniec z „glass skin”
Skóra idealna odchodzi z okładek magazynów – przynajmniej ta wygładzona do plastiku. Na wybiegach SS26 zamiast „glass skin” pojawiło się „cloud skin”: miękka, rozmyta cera z delikatnym blaskiem, wyglądająca jak skóra, a nie jak rendering 3D. Róż na policzkach też ewoluował, rozkładany jak akwarela, w rozmytym efekcie, który makeup artystki opisują jako „naturalny, jakbyś właśnie przebiegła przez łąkę”. Eyeliner wraca: u Sandy Liang jako delikatny brązowy flick, u Fendi i Dolce & Gabbana jako klasyczne czarne skrzydełko z czerwoną szminką. Usta przestały być jednorodne – u Chloé pudrowy różowy, u Sportmax jagodowy, u Simone Rocha napisy malowane wprost na wargach.
Na głowach: miękkie, nieuczesane fale i powracający bob w różnych wersjach – asymetryczny, niedopracowany. Przedziałek z boku, który generacja Z ogłosiła symbolem millenialsów, wrócił u Balmain, Stelli McCartney i Tory Burch, a jego wyszukiwania wzrosły o 48 procent po tygodniach mody. To samo pokolenie, które budowało tożsamość na odrzuceniu „millennial style”, właśnie sobie zaprzeczyło.
Na te produkty mamy oko w tym sezonie:

Gisele Bündchen wraca do Marc O'Polo już kolejny sezon z rzędu i właściwie trudno sobie wyobrazić lepiej dobraną parę. W garderobie: oversized bluzy, szerokie spodnie, klasyczny denim w odcieniach piaskowego beżu, miękkich szarości i chłodnego błękitu.
Kolekcja nie próbuje zaskakiwać i jest w tym coś osobliwie odświeżającego, szczególnie w sezonie, gdy połowa branży ściga się na spektakl. Marc O'Polo ze swoją skandynawską powściągliwością robi dokładnie to, co zawsze: reimaginuje klasyki, definiując je przez nowy kod łatwości. Bündchen, która od lat buduje wizerunek kogoś głęboko zakorzenionego w naturze, jest tu nie twarzą kampanii, lecz jej argumentem.
