Pierwszy weekend jednego z największych festiwali muzycznych na świecie za nami. Przedstawiamy momenty, które naszym zdaniem na długo zapiszą się w historii festiwalu.
Jedno z największych i najbardziej wpływowych wydarzeń muzycznych na świecie po raz kolejny udowodniło swój kultowy status – i wszystko wskazuje na to, że z każdą edycją tylko go umacnia. To właśnie na Coachelli często wyznaczane są trendy, które później definiują inne festiwale. Nic więc dziwnego, że przyciąga uwagę publiczności z całego świata – bilety na tegoroczną, 25. odsłonę wydarzenia wyprzedały się w zaledwie tydzień od ogłoszenia.
Już pierwszy weekend przyniósł zarówno spektakularne momenty, jak i drobne rozczarowania. Były wielkie powroty, głośne debiuty, nieoczywiste połączenia i widowiska, które na długo zapiszą się w historii festiwalu.
Najdroższy występ festiwalu
Największą sensacją okazał się występ Justina Biebera. Artysta, który w ostatnich latach mierzył się z kryzysem wizerunkowym i wzbudzał sporo niepokoju wśród fanów, przyciągnął rekordową publiczność – jego koncert był prawdopodobnie najliczniej oglądanym w historii festiwalu.
Bieber postawił na niekonwencjonalną formułę. Na scenie ustawił laptopa i zaczął przeglądać na YouTubie fanowskie edity swoich teledysków, by następnie zaśpiewać do młodszej wersji siebie. Uruchomił także transmisję na żywo, podczas której widzowie mogli wybierać kolejne utwory. Z dystansem odniósł się zarówno do swojej wczesnej twórczości, jak i medialnych kontrowersji – w tym słynnych sprzeczek z paparazzi. Na scenie towarzyszyli mu Wizkid, Tems, Mk.gee i Dijon.
Koncert był nostalgiczną podróżą do początków kariery artysty i przypomnieniem, jak długą drogę przeszedł – zarówno muzycznie, jak i jako postać publiczna. Według doniesień był to również jeden z najdroższych występów w historii festiwalu, wyceniany na około 10 milionów dolarów.
Wpływ Biebera dało się odczuć także na innych scenach – zespół Geese z Cameronem Winterem na czele wykonał podczas swojego setu kultowy utwór „Baby”.
Wielkie powroty i zaskakujące debiuty
Po piętnastu latach na scenę Coachelli powrócił zespół The Strokes. Frontman Julian Casablancas nie powstrzymał się od politycznego akcentu – pojawił się w koszulce z przerobionym logo Amazon Prime – na której zamiast słowa prime, pojawiło się słowo crime.
Na scenę powrócił także duet The xx, który ostatni raz występował na Coachelli w 2009 roku. Z kolei Nine Inch Noiz zaprezentowali pierwszy pełny set, rozwijając koncepcję znaną z trasy „Peel It Back” i zapowiadając nadchodzący album.
Nie zawiedli także weterani sceny. Iggy Pop, mimo 78 lat, nadal imponuje energią i sceniczną formą. Znakomity występ dał również znany z Talking Heads David Byrne, a lider zespołu The Smashing Pumpkings, Billy Corgan, pojawił się na scenie u boku Sombra, wykonując kultowe „1979”.
Renesans popu?
Spektakularny debiut w roli headlinerki zaliczyła Sabrina Carpenter. Jej dopracowany w każdym detalu występ – przygotowywany przez osiem miesięcy – był jednym z najbardziej widowiskowych momentów weekendu.
Show rozpoczął krótki film, w którym obok Carpenter pojawił się Sam Elliott. Na scenie nie zabrakło teatralnych elementów i gości specjalnych: Susan Sarandon, Willa Ferrella oraz Corey Fogelmanis. W przerwie narrację uzupełniał głos Samuela L. Jacksona.
Niemałym echem odbił się także występ PinkPantheress, który przybrał formę tanecznego spektaklu z elementami fabularnymi, w tym z udziałem jej partnera, aktora Tyriqa Withersa. Co więcej, u jej boku na scenie pojawili się The Dare, Horsegirl i Precious Renee Tucker.
Oba te koncerty zdają się potwierdzać, że pop przeżywa obecnie wyraźny renesans.
Kogo zobaczymy w Polsce?
Warto też zauważyć, że wielu artystów z tegorocznej Coachelli zobaczymy wkrótce w Polsce – i to w dużej mierze na Open’erze. Na największym polskim festiwalu pojawią się między innymi David Byrne, Clipse, Ethel Cain, PinkPantheress, The xx oraz Addison Rae. Z kolei na katowickim OFF Festivalu wystąpi Oklou, której hipnotyzujący set na Coachelli tylko podniósł oczekiwania wobec jej nadchodzących koncertów.
Na Orange Warsaw Festival zobaczymy FKA twigs, a na Clout Festival pojawi się jedna z najgłośniejszych rapowych postaci tego roku – fakemink. Już 9 maja w Pałacu w Wilanowie zagra Bedouin, w ramach pierwszej polskiej edycji legendarnego cyklu imprez Ciroloco. Nieco później, 24 października 2026 roku, w warszawskim Palladium, na scenie pojawi się Slayyyter w ramach trasy „WOR$T GIRL IN THE WORLD TOUR”.
Wszystkie te wydarzenia to kolejny dowód na to, że Polska umacnia swoją pozycję jako jeden z najbardziej różnorodnych i coraz bardziej międzynarodowych punktów na muzycznej mapie Europy. Tym bardziej, że pełne programy wymienionych festiwali nie zostały jeszcze ogłoszone, a przed nami jeszcze drugi weekend Coachelli.
