Jakich artystów zobaczymy na listach najbardziej wyczekiwanych premier w 2026 roku? Czy wrażliwość Idles i „Złodziej z przypadku” to połączenie idealne? Czy w cyfrowej erze jest jeszcze przestrzeń na nowy muzyczny gatunek? Na te i wiele innych pytań odpowiedź znalazła Magda Chemicz, która zaprasza do świata muzycznych typów.
IDLES
Po dość szybkim zdobyciu popularności i miana „zbawicieli punku” zespół IDLES przerzucił się na delikatniejsze brzmienia. Nie tyle zmiękli, co poszerzyli pole rażenia. Nie bez powodu – dynamika utworów odzwierciedla walkę z nałogiem wokalisty, Joe’ego Talbota.
W najnowszym albumie „Caught Stealing”, stworzonym jako tło do filmu pod tym samym tytułem (u nas w kinach jako „Złodziej z przypadku”), skupili się na instrumentalnych brzmieniach. Tym razem nie stawiają na przekaz słowny, lecz na atmosferę, rytm i to, jak dźwięk potrafi grać na emocjach. Tekstowo lawirują między politycznymi manifestami, opowieścią o używkach i miłosnymi wyznaniami, a od punku uciekają w podskokach, biegnąc w stronę tanecznej alternatywy. Do starych panczurów nie przemówią swoim brzmieniem, ale fanów LCD Soundsystem czy Fontaines D.C. przekonają bez trudu.
IDLES, fot. Daniel Topete, materiały prasowe Partisan RecordsDwie półki w sklepie z emocjami
Listy najbardziej wyczekiwanych artystów, albumów i piosenek w 2026 roku zdecydowanie nie szukają bezpiecznego środka, który pasowałby wszystkim. W przewidywaniach największych magazynów i krytyków muzycznych wyraźnie rysują się dwa obozy: jeden jest brudny, ciężki, „z pierdolnięciem”, drugi zaś – rozmarzony, delikatny niczym mgła na szybie.
Nie oznacza to wcale monotonnego, nudnego podziału na dwa gatunki czy style. W pierwszej grupie, tej cięższej, znajdziemy zarówno rap, z głównym przedstawicielem w postaci A$AP Rockiego, jak i pełne eksperymentów noisowe brzmienia – w tym KAVARI, artystkę budującą gęstą atmosferę bazującą na agresywnej elektronice, którą łączy z naturalistycznymi akcentami, takimi jak oddechy czy szuranie butów. Po drugiej stronie barykady, otulona kołderką z chmur, leży Lana Del Rey z zapowiedzianą na ten rok płytą, z której dwa single ujrzały światło dzienne już w zeszłym roku. Równie miękka co Lana, ale utkana z innej przędzy i pozwalająca na zanurzenie się w wannie emocji jest muzyka Arlo Parks, której ciepły, dochodzący jakby zza szyby głos, tym razem w elektronicznej oprawie, działa niczym promyk słońca i sprawia, że świat wydaje się piękniejszy.
Lana Del Ray, fot. Neil Krug, materiały prasowe UniversalEcho chambers
Czasy sukcesów tak wielkich jak ten Michaela Jacksona czy The Beatles, których znał każdy, niezależnie od miejsca zamieszkania, płci, wieku czy upodobań, dawno się skończyły. Teraz scena jest podzielona. Wynika to między innymi z liczb. Liczba utworów powołanych do życia w całym 1989 roku jest równa temu, co dzisiejsi artyści klecą w ciągu jednego dnia. Tworzenie muzyki nie jest już bowiem sportem dla wybranych – teraz może się za to zabrać każdy. Do tego dochodzi fragmentacja kultury. Jednakowe dla wszystkich główne medium, takie jak MTV czy kilka wiodących stacji radiowych, już nie ma prawa bytu. Każdy użytkownik karmiony jest treściami, które na bazie wcześniejszych wyborów podsuwa mu algorytm. W efekcie dostaje coraz więcej tego, co lubi. Ale nie może być zdziwiony, gdy wspólny mianownik się rozmywa. W związku z tym nisze dostały prawo do krzyku. Wcześniej, nie mając dostępu do masowych kanałów, pozostawały w cieniu. Dziś każdy kanał może być masowy, wykonawcy mogą mieć setki milionów wyświetleń, a mimo to pozostać zupełnie niewidzialni poza swoją bańką. Przykłady? Metal, w tym Bring Me The Horizon, których piosenka „Can You Feed My Heart” ma na Spotify ponad osiemset milionów wyświetleń, czy K-Pop – tutaj przykładem może być TOMORROW X TOGETHER, które na YouTubie zgromadziło łącznie ponad dwa miliardy wyświetleń. Mimo że poza K-Popową bańką mało kto o nich słyszał.
Bring Me The Horizon, fot. materiały prasowe UniversalHELP (2)
Album HELP z 1995 roku zapisał się na kartach historii wielkimi literami. 24-godzinne nagrywki inspirowane pomysłem Johna Lenona i najznamienitsi artyści z różnych baniek, zjednoczeni razem w jednym celu – pomocy dzieciom. Dzisiaj dzieci dotkniętych niszczycielskimi skutkami konfliktów zbrojnych jest dwukrotnie więcej niż trzydzieści lat temu, więc artyści, a wśród nich Arctic Monkeys, Olivia Rodrigo, Beadoobee, Depeche Mode, Fontaines D.C. i wielu innych, zdecydowali się na dłuższą, bo tygodniową sesję nagraniową.
Całość projektu wykonana została zgodnie z założeniem „Przez dzieci dla dzieci” – studio otworzyło swoje wrota i wpuściło do środka najmłodszych, którzy przy użyciu niewielkich kamer mogli bez żadnych ograniczeń rejestrować pracę artystów. Poza materiałami ze studia oprawę wizualną albumu dopełniały nagrania wykonane przez dzieci znajdujące się w strefach konfliktu, co miało bezpośrednio przypominać o tych, którym projekt ma służyć.
Arctic Monkeys, fot. Phoebe Fox, materiały prasowe Sonic RecordsCzy jeszcze może powstać coś nowego?
Wszystko zależy od tego, czym jest dla nas nowość. Era cyfrowa sprzyja bowiem nieustannemu mieszaniu się gatunków, a nie wielkim rewolucjom. Progresywny metal, alternatywny pop czy industrialny hip-hop to gatunki powstałe w wyniku konwergencji międzygatunkowej. Jednym z ciekawszych połączeń jest drum and bass, gatunek elektronicznej muzyki klubowej, oscylujący w granicach od stu sześćdziesięciu do stu osiemdziesięciu uderzeń na minutę, z rapową nawijką. W takiej konwencji często działają MC’s, czyli Mistrzowie Ceremonii, odpowiedzialni za oprawę wokalną i zaangażowanie publiki na imprezach hiphopowych. W takiej konwencji, dość popularnej szczególnie w UK, jako DJ działa Shy FX, a w roli MC – Strategy. Obaj mają na streamingach dość spore portfolio. Polska scena nie zostaje w tyle – coraz więcej osób zarówno tworzy, jak i docenia tego typu muzykę. Wrocławski kolektyw What The Fok, w którego skład wchodzą Bartek (Ih8uparo), asl33p i Acidstanek, do współpracy zapraszają wielu innych artystów i chętnie organizują imprezy rodem z londyńskich piwnic. Przy okazji chłopaki tworzą solowe projekty, a asl33p wylądował nawet w zeszłym roku na tracku Top5, otwierającym EP-kę legendy polskiego hip-hopu, Pezeta.
Asl33p i Acidstanek, fot. Szaber, dzięki uprzejmości artystówTypy to jeden z filarów każdego magazynu K MAG. Nasi redaktorzy i redaktorki dokładają wszelkich starań, żeby opowiedzieć wam o nietuzinkowych zjawiskach i wybitnych postaciach ze świata muzyki, sztuki, mody, dizajnu i filmu.

