FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Moda

„Rzeźba bliska ciału”, „Barwny oniryzm”, „Przez różową soczewkę”... [TYPY MODA]

20-03-2026
„Rzeźba bliska ciału”, „Barwny oniryzm”, „Przez różową soczewkę”... [TYPY MODA]
„Rzeźba bliska ciału”, „Barwny oniryzm”, „Przez różową soczewkę”... [TYPY MODA]
fot. Nina Minkin, makeup i włosy Daria / DNmakeup, modelka Asia Janc

Typy to jeden z filarów każdego magazynu K MAG. Nasi redaktorzy i redaktorki dokładają wszelkich starań, żeby opowiedzieć wam o nietuzinkowych zjawiskach i wybitnych postaciach ze świata muzyki, sztuki, mody, dizajnu i filmu. Przedstawiamy Wam typy modowe prowadzone przez Natalię Żelazowską, które osadzone są w temacie przewodnim magazynu „The Breakfast Club”.

materiał pochodzi z numeru K MAG 126 The Breakfast Club, tekst: Natalia Żelazowska

Rzeźba bliska ciału

To więcej niż biżuteryjna ekspresja. To flirt z rzeźbiarstwem, które na warsztat bierze fuzję ze sztuką oraz synergię z ciałem. Minimalizm schodzi na dalszy plan. Forma staje się słowem-kluczem, które funkcjonuje nie tylko jako zwierciadło duszy twórcy, ale też i tego, kto nosi biżuterię. Praca ze stalą, srebrem czy szkłem obfituje w obłości, zagięcia, deformacje oraz bardziej bezpośrednie nawiązania do natury. Zamiłowanie do rzemiosła i struktury daje o sobie znać od pierwszego wejrzenia. Efekt końcowy dyktuje tworzywo, a konkretniej jego możliwości, które wykraczają poza granice powszechności. Duńska marka Cehofski zabiera nas do ogrodu. Sięga po symbol miłości oraz pasji, kwiat anturium, przeplatając go w kolekcji z motywami fauny. MAZ, założony przez kolumbijską projektantkę Manuelę Alvarez, łączy prostotę i lekkość dmuchanego białego szkła z wyrazistością. Tworzy mistyczne kolczyki oraz opływowe naszyjniki w rozmiarze XL.

Pochodząca z nowojorskiego Brooklynu marka Julietta maksymalizm spaja z prostotą wyrazu. Nowoczesność za to wplata w styl vintage oraz pokłosie dziedzictwa uwielbianej przez założycielkę Elsy Schiaparelli. Chętnie bawi się z minerałami, przemycając je na przeskalowanych mosiądzowych chokerach, których stanowczy charakter balansuje barwnymi akcentami. Podobnie postępuje krakowskie Forge Objects, które na srebrnej obręczy umieszcza kamienie jak jaspis czy krzemień w geometrycznych, przeskalowanych formatach. Nocturnal Animals Huberta Rozkruta ucieka za to do nieco mroczniejszych inspiracji, fantazjując z gotyckimi motywami oraz, jak sugeruje nazwa brandu, tajemnicą skrywaną pod osłoną nocy.

Forge Objects, fot. Dominika WąsikForge Objects, fot. Dominika Wąsik

Barwny oniryzm

„Kolorowa, sentymentalna, romantyczna, trochę oniryczna, fantastyczna. Bardzo ornamentalna i raczej maksymalistyczna” – tak opisuje swoją twórczość Natalia Kowalska. Jej projekty są celebracją marzeń i tego, co na pozór wydawałoby się nieuchwytne. Pierwszy raz przy maszynie do szycia usiadła już w podstawówce. Wcześniej były malarstwo i rysunek. Początki z tkaniną nie należały do najprostszych. Jak wspomina, okazały się swoistą lekcją pokory, ale na wskroś ekscytującą. „Byłam samoukiem i uczyłam się wszystkiego sama. Na tyle mnie to wciągnęło, że każdą wolną chwilę spędzałam na szyciu własnych projektów, ubrań dla siebie. Wtedy uznałam, że to jest to – że właśnie to chciałabym robić”, wyznaje.

Zaczęła od torebek, poszewek na poduszki, ale podczas kolejnych etapów nie przebierała w półśrodkach. Pierwszym ubraniem wykonanym od zera była satynowa sukienka z kołnierzykiem i guzikami. Już wtedy chętnie sięgała do epoki wiktoriańskiej, ale nie miała bezpośrednich wzorców. Wolała czerpać z natury, sztuki oraz jubilerstwa, nie szczędząc sobie przy tym romansów z historycznymi epokami. „Dużo inspiracji czerpię z fantastyki. Czytam dużo książek w tym klimacie i staram się wyciągać z nich pewną atmosferę, którą potem przekładam na ubrania. Wszystko to jest dla mnie senne, fantastyczne, romantyczne, sielankowe…”, dodaje.

Studia sprawiły, że nasiąknęła modą. Nabrała pewności, że to właściwy dla niej kierunek, ale przez pierwsze dwa lata szukała siebie, a konkretniej swojej estetycznej drogi. „Czułam się zagubiona, wciąż poszukiwałam siebie, tego, co cenię najbardziej przy projektowaniu, jednocześnie starając się sprostać oczekiwaniom promotorów i dorównać wysokiemu poziomowi kolegów z roku”, wspomina. Przełomem okazały się wakacyjne warsztaty, tuż przed trzecim rokiem. To na nich odważyła się podążać za intuicją, która później zdefiniowała jej pracę dyplomową. Zdecydowała się nie walczyć z kolorem. Wiedziała, że jest na niego „skazana”. Podobnie było z dzianiną, która „nie wybacza błędów”. „Interesuje mnie forma niekonwencjonalna, ale przede wszystkim eksperyment ze splotami i strukturą dzianiny”, tłumaczy młoda projektantka, gdy pytam, co w modzie pociąga ją najbardziej. Natalia nie ogranicza się wyłącznie do manualnego szycia. Pracuje jako programistka maszyn dziewiarskich. W niedalekiej przyszłości za ich pomocą chciałaby rozwijać autorską markę, a charakterystyczne dla siebie sploty i ażurowe formy przeniosłaby na przystępniejsze wydanie ready-to-wear. Swoimi projektami zamierza udowodnić, że codzienność nie musi być pozbawiona koloru. „Ubraniami chcę przekazywać pozytywną energię, baśniowość, ciepłe emocje. Chcę, żeby ubrania dawały poczucie wyjątkowości – żeby to nie był kolejny basic, tylko coś, co ma szansę przenosić w trochę inny świat”,- opowiada.

fot. Nina Minkin, makeup i włosy Daria / DNmakeup, modelka Czerlyfot. Nina Minkin, makeup i włosy Daria / DNmakeup, modelka Czerly

Powrót na salony

Gorsety, halki, wiązania, warstwy falban i koronek – styl wiktoriański pobudza wyobraźnię, zachęca nas do ucieczki od tego, co przyziemne. Nie musi być traktowany dosłownie. Datowana na drugą połowę lat 30. XIX wieku epoka trwała około sześćdziesięciu lat, ale jej echa nie cichną nawet po niemal dwóch stuleciach. Punkty charakterystyczne rozpozna nie tylko wprawione oko. Długim spódnicom przez lata towarzyszyły efektowne kołnierze oraz zdobione dekolty. Krynolina, mająca „trzymać” sylwetkę w ryzach, w połowie lat 70. została zdetronizowana przez węższe formy. Bogate zdobienia, kokardy i romantyczne hafty pozostały nienaruszone. Do wiktoriańskiego świata przez lekko zniekształconą soczewkę zabrała nas kostiumografka „Biednych Istot” Yorgosa Lanthimosa, Holly Waddington. Odpowiadająca za garderobę bohaterów w „Wichrowych wzgórzach” Jacqueline Durran również wzięła na warsztat styl epoki.

Proponowane przez czasy wiktoriańskie dramatyzm i misterność obecnie przybierają formę nie tylko dosłownych odniesień. Pokazują się też jako luźne inspiracje, odwołania, w których obok efektu liczy się pragmatyzm oraz wtórująca mu sensualność. Tej nie sposób odmówić projektom RAD Duetu. Odpowiadający za nie Juliusz Rusin i Maciej Jóźwicki sięgają po wiktoriańskie wpływy, jednocześnie filtrując je przez pryzmat rodzimego folku, stanowczości i uwodzicielskiej siły, która wykracza ponad pojęcie płciowości. Francuska marka Sevali, praktykując upcycling couture, nadaje romantycznym koronkom nonszalancki pazur. Magdalena Czamara proponuje zwrot w stronę nieskrępowanego maksymalizmu. W swojej kolekcji zawiera przegląd dziedzictwa epoki, które nanosi na współczesny grunt, swobodnie przebierając wśród tkanin. Na swoistą podróż w czasie zabiera nas natomiast Froufrou and loukoum, które miksując historyczne wpływy, skaluje bufiaste rękawy i upięte pod szyją kokardy.

Magdalena Czamara, fot. Sandra ŻyłkaMagdalena Czamara, fot. Sandra Żyłka

Przez różową soczewkę

Sposób, w jaki społecznie zaprogramowaliśmy róż, zdecydowanie odstaje od jego pierwotnego charakteru. Konotacje tego koloru z czerwienią nie mają w sobie nic z przypadku. To wyraz siły i buntu, który z męskiej garderoby, przeniósł się do kobiecej szafy, by po latach stoczyć bój o płciową neutralność. Swoje językowe konotacje zakorzenił w naturze. W angielskim „pink” nawiązuje do potocznej nazwy goździka. U nas odniesienie do róży przyjęło się już w XVII-XVIII wieku. Przełomem dla różu były czasy Marii Antoniny, w których pastelowe i subtelne odcienie stały się synonimem statusu. Powód? Trudna dostępność i idąca za nią wysoka cena barwnika. Z Ameryki Południowej, gdzie był pozyskiwany, przedostał się na europejski grunt jako kolor arystokracji. W XIX wieku został utożsamiony z delikatnością i subtelnością, ale i erotyzmem. Gdy w grę weszła popularyzacja koloru, jego klasowość straciła na znaczeniu.

Trudno wskazać okres, w którym kolejne odcienie różu osuęłyby się w cień. W ostatnich dekadach był on jednym z popkulturowych ulubieńców. Marilyn Monroe nosi go w słynnym teledysku do utworu „Diamonds Are a Girl’s Best Friend”, żywy „millenial pink” opanował garderoby i wnętrza, a do różowego uniwersum przeniosła nas kolekcja Pierpaolo Piccioliego dla Valentino na jesień-zimę 2022/23 czy „Barbie” Grety Gerwig, która sprawiła, że kolor był widoczny na każdym kroku. Wszystkie te przykłady okazały się fenomenem, czymś więcej niż tylko odcieniem mającym „sprzedać” produkt. A obecnie? Róż nabiera pokory. Wraca o kilka tonacji wstecz, blednie. Staje się egalitarny. U Kasi Kucharskiej pojawia się wśród bufiastych rękawów, upięć i marszczeń. Stefan Cooke przenosi go na dresówkę, z której szyje unisexowe komplety z rozkloszowaną spódnicą. Tosia Betkowska w swojej dyplomowej, męskiej kolekcji róż miesza ze wzorem paisley, a paryska marka Rowem Rose poświęca mu całą kolekcję, nie szczędząc pudrowych odcieni nawet dodatkom. Bez względu na to, czy branża okrzyknie go kolorem sezonu czy nie, róż długo nie zniknie z naszego celownika. Przeciwnie, jeszcze długo będzie zyskiwał kolejnych entuzjastów.

Kasia Kucharska, fot. Lukas WenningerKasia Kucharska, fot. Lukas Wenninger

W objęciach dekonstrukcji

Projektowaniem zajął się Jan Anusz z początku dość nieświadomie. Wynikało ono z potrzeby obcowania ze sztuką w codzienności zdominowanej przez nauki ścisłe w gimnazjum i liceum. Zaczął od rysunku. Następne w kolejce było malarstwo. Romans z modą zaczął się niepozornie, od streetwearu. Już wtedy patrzył na nią jak na środek wyrazu, popkulturowy nośnik, który za swoją wizualną stroną skrywa głębię, opowieść, kontekst. „To zainteresowanie naturalnie we mnie ewoluowało – od streetwearu do high fashion. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego niektóre ubrania są tak drogie, co właściwie za tym stoi. Oglądałem coraz więcej pokazów mody i stopniowo zacząłem rozumieć, że ubrania są tylko jednym z elementów większej opowieści”, wyjaśnia Jan. „Moda wydała mi się czymś bardzo przestrzennym, rzemieślniczym, materialnym. Daje ogromne możliwości ekspresji – i to jest jej największa zaleta, ale też jednocześnie wada”. Jego projektom trudno przypiąć łatkę. Mówi, że nie chce się ograniczać. „Odkrywanie mody i własnego gustu to proces ciągły, nielinearny. Są fazy, fale – coś cię zachwyca, potem temu zaprzeczasz, a po czasie do tego wracasz z nowej perspektywy”, tłumaczy młody projektant.

W kolekcji „Tour de Marché” stworzonej na trzecim roku na tapet wziął kolarstwo. Choć sport prywatnie jest mu bliski, w tym projekcie chodziło o coś więcej – o społeczny komentarz. Próbując zrozumieć twórczość Waltera Van Beirendoncka, przyjrzał się dyscyplinie od strony kryjących się za nią kapitalistycznych pokus. Za pomocą dosłowności i przesycenia kolarski kostium uzupełnił o zakupowy koszyk i reklamowe slogany. „Ubrania sportowe nie są neutralne: niosą symbole, barwy, przynależności. Interesowało mnie to, jak reklama obiecuje poprawę jakości życia, szczęście, sukces, a jak bardzo te obietnice rozmijają się z rzeczywistością”, mówi. Przy pracy dyplomowej skręca w nieco inną stronę. Jak zapowiada, „wraca do podstaw projektowania, dekonstrukcji, surowości”. Przypatruje się dziedzictwu Maisona Martina Margieli, na nowo zgłębia to, czym jest dla niego moda. Całości nadaje konceptualne ramy. „Skupiam się na najbardziej podstawowych elementach garderoby: jeansach, koszuli, kurtce skórzanej, spodniach garniturowych, butach wizytowych. Interesuje mnie, jakie cechy definiują te ubrania i jak wyglądałby ich negatyw – stąd pojęcia pozytywu i negatywu jako kluczowe dla całej kolekcji”, wyjaśnia. Bawi się formą i dekonstrukcją. Na pozór patchworkowe spodnie w rzeczywistości są nadrukiem skanu jeansów. „Współczesna moda coraz silniej odbija realia społeczne, polityczne i ekonomiczne. Normy się rozluźniają, a granice przesuwają”, zauważa, podkreślając, że traktuje modę jako narzędzie oswajania „inności”. „Jeśli pokażesz, że możesz wyglądać inaczej, a jednocześnie dzielić wspólne wartości z drugą osobą, inność przestaje być barierą, a my stajemy się bardziej otwarci”.

model Rogue, fot. Piotr Daszewskimodel Rogue, fot. Piotr Daszewski
Advertisement
Advertisement
FacebookInstagramTikTokX
Advertisement
Advertisement