Wyobraźmy sobie Internet, który umarł, ale nie zniknął. Jego serwery zostały odłączone, użytkownicy dawno odeszli, a stworzone przez nich światy powoli obracają się w cyfrowy pył. Pozostały po nich awatary, obrazy, nagrania i fragmenty historii, których nie ma już komu opowiedzieć. Kto powinien zdecydować, co z nimi zrobić? I czy cyfrowy wizerunek zmarłego człowieka jest jeszcze pamiątką, czy już tylko kolejnym produktem?
Właśnie w takiej rzeczywistości umieszczają widzów Victoria Halper i Kai Krösche z austriacko-niemieckiego kolektywu DARUM. Ich [EOL]. End of Life to instalacja performatywna, która zamiast tradycyjnej sceny oferuje wirtualne ruiny, a zamiast biernego oglądania – udział w podejmowaniu decyzji o cudzej pamięci.
Witajcie w cyfrowym świecie po końcu świata
Punktem wyjścia jest fikcyjne Metawersum 1.0 – przestrzeń z niedalekiej przyszłości, która została wyłączona z internetowych serwerów i pozostawiona własnemu losowi. Nie przypomina jednak efektownej wizji technologicznego raju. To raczej cyfrowe pobojowisko: opuszczone, stopniowo rozpadające się światy, w których wciąż można odnaleźć ślady obecności ich dawnych mieszkańców.
Publiczność otrzymuje dość nietypowe zadanie. Uczestnicy wcielają się w zewnętrznych współpracowników fikcyjnej, wartej miliardy dolarów korporacji IRL (Imaginary Reality Landscapes). Mają ocenić, które z opuszczonych przestrzeni zasługują na zachowanie w nowej wersji metawersum, a które należy bezpowrotnie usunąć. Nie jest to wyłącznie technologiczna selekcja. Wśród cyfrowych pozostałości znajdują się bowiem ślady ludzkich historii, a niektóre z wirtualnych światów skrywają rekonstrukcje osób, które już nie żyją.
W tym momencie technologiczna zabawa zaczyna przypominać eksperyment etyczny. Czy mamy prawo skasować cyfrową reprezentację kogoś, kto nie może już wyrazić zgody? Czy pozostawiony w sieci wizerunek rzeczywiście należy do nas, czy do platformy, która go przechowuje? A może ostatecznie o tym, co przetrwa, zdecyduje nie pamięć bliskich, lecz biznesowy model korporacji?
[EOL]. End of Life nie jest przedstawieniem, podczas którego publiczność siedzi w fotelach i obserwuje wydarzenia rozgrywające się na scenie. Każdy uczestnik zakłada gogle Meta Quest 3 i samodzielnie eksploruje trójwymiarowe przestrzenie. Wirtualny świat można przemierzać, przyglądać się jego elementom i wchodzić z nimi w interakcje za pomocą własnych dłoni. Nie ma tu tradycyjnych kontrolerów ani klasycznego podziału na scenę i widownię.
Co istotne, wybory publiczności wpływają na przebieg doświadczenia i jego narrację. Widz nie otrzymuje więc gotowej opowieści, którą wystarczy przyswoić. Zostaje wciągnięty w mechanizm podejmowania decyzji, a przy okazji może odkryć, jak łatwo zaakceptować rolę osoby odpowiedzialnej za los cudzych cyfrowych istnień, kiedy zadanie przedstawia się jako kolejny element korporacyjnej procedury.
To jeden z ciekawszych pomysłów twórców: technologia nie służy wyłącznie do budowania spektakularnej scenografii. Staje się również narzędziem opowiadania o władzy, kontroli i manipulacji. Wirtualna rzeczywistość pozwala poczuć się częścią wykreowanego świata, ale jednocześnie przypomina, że ktoś ten świat zaprojektował i wyznaczył reguły jego funkcjonowania.
Pytania stawiane przez DARUM trudno uznać za czystą fantazję science fiction. Współczesny internet jest przecież ogromnym archiwum ludzkich istnień. Zostawiamy w nim fotografie, wiadomości, nagrania głosu, prywatne rozmowy i całe kolekcje wspomnień. Część tych materiałów przetrwa nas samych, część zostanie usunięta, a część może stać się przedmiotem decyzji firm zarządzających platformami.
Jeszcze bardziej niepokojąca jest możliwość cyfrowego odtwarzania zmarłych. Jeśli algorytm potrafi naśladować czyjś głos, sposób wypowiadania się czy wygląd, czy rzeczywiście przywraca tę osobę, czy tworzy jedynie przekonującą imitację? I kto powinien mieć prawo do korzystania z takiej reprezentacji?
Twórcy nie próbują udzielać prostych odpowiedzi. Zamiast tego konfrontują uczestników z sytuacją, w której granica między pamięcią a jej technologiczną symulacją zaczyna się zacierać. Wirtualne pozostałości nie są tu neutralnymi plikami. Mają emocjonalny ciężar, ponieważ przypominają o ludziach, którzy istnieli poza ekranem.
Teatr Powszechny w Warszawie, 19-22 listopada 2026.
reżyseria: Victoria Halper & Kai Krösche (DARUM), czas trwania: 90 min, miejsce: scena mała


![American Horror Story „13”: Szatan na emeryturze [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_93d0547e_9e15_4892_a362_2bfc82bf2966_1789993338_2f4ce01954.jpg&w=1920&q=75)




