Błoto, mocz, amoniak i szafran łączy jedno – były narzędziem służącym zaspokojeniu społecznej obsesji na punkcie jasnych włosów. Przejście na blond nigdy nie było jednak tylko wyborem estetycznym.
Pierwsze przypadki blond włosów datuje się na 11 tysięcy lat wstecz i przypisuje mutacji genetycznej, która pojawiła się w północnej Europie, gdzie słońce jest słabsze. Jako że nie był to pierwszy kolor włosów w historii, był rzadki – a przez to wyróżniający się i pociągający.
Złote włosy miały więc wiele greckich bogiń, herosów czy najpiękniejszą kobietę na świecie – Helenę Trojańską. Archetyp był tak silny, że już w starożytnym Rzymie kobiety znajdowały sposoby na rozjaśnienie pukli. Jasnowłosy standard wiódł prym aż do 1775 roku, gdy na deskach teatru pojawiła się sztuka satyryczna Les Curiosités de la Foire, z której wyrósł stereotyp „głupiej blondynki” – mający swoich wyznawców do dziś.
Za włosami stoi też polityka
Nie bez powodu blond jest najbardziej upolitycznionym kolorem, jaki możemy nosić na głowie. Atrybuty charakterystyczne dla białej części społeczeństwa zawsze kształtowały standardy piękna i świadczyły o statusie. Do dziś – mimo postępu w technologiach umożliwiających samodzielną koloryzację – po blondzie widać, czy robiony był w salonie, czy przed lustrem w łazience. W momentach społecznej, politycznej lub ekonomicznej zmiany blond z salonu służy za stabilny wyznacznik statusu – co możemy zauważyć także teraz.
Blond marketowany jest jako najbardziej dziewczęcy, delikatny kolor. Wszechobecny w estetykach takich jak cottagecore czy coquette, podświadomie sugeruje, że kobiece cechy muszą być łagodne. Estetyki te, przejęte przez prawicowe influencerki, sprowadzają kobiecość do tradycyjnego, patriarchalnego jej postrzegania – czyli powabnej dziewczyny w zwiewnych sukienkach, piekącej chleb i piklującej warzywa.
Blondynkami są bardzo często prezenterki stacji telewizyjnych. We wcześniejszych pokoleniach wiadomości przedstawiali głównie szpakowaci mężczyźni mówiący niskim, spokojnym głosem. W erze, w której emocje w mediach grają pierwsze skrzypce, młode, atrakcyjne blondynki przekazujące wiadomości o atakach terrorystycznych czy „groźnych” falach imigrantów sprawdziły się idealnie. Widoczne szczególnie w amerykańskiej telewizji Fox News idealne blond loki stały się znakiem rozpoznawczym prawicowych mediów.
Podobnie, złotowłosa jest zarówno pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Melania Trump, jak i polska pierwsza dama Marta Nawrocka – obie stojące u boku prezydentów reprezentujących prawicowe, tradycjonalistyczne poglądy.
Blond się opłaca
Ponieważ tylko 2% populacji ma naturalnie blond włosy, a większość jasnowłosych ikon swój kolor zawdzięcza chemikaliom, trudno nie zgodzić się, że bycie blondynką to wybór. Wybór, za który trzeba słono zapłacić – albo mierzyć się z konsekwencjami w postaci zniszczonych czy wypadających włosów.
Badania dowodzą, że blondynki są częściej zaczepiane przez mężczyzn, którzy postrzegają je jako młodsze, bardziej atrakcyjne, zdrowsze i bardziej nadające się na potencjalne matki. Dodatkowo 35% senatorek i 48% kobiet na stanowiskach kierowniczych w dobrze prosperujących firmach w Stanach Zjednoczonych to blondynki – przy czym włosy na ten kolor farbuje 40% Amerykanek.
Nie chodzi tylko o kolor włosów – chodzi o poglądy polityczne, szanse na sukces i wpasowanie się w patriarchalne, europocentryczne standardy piękna. Dopóki blond pozostaje synonimem sukcesu, kobiecości i lojalności wobec określonego porządku społecznego, żaden wybór farbowania nie będzie wyłącznie estetyczny. Włosy to zawsze komunikat – pytanie tylko, do kogo i w czyim interesie.






