Curry Barker, dwudziestopięcioletni twórca internetowy z Los Angeles, zadebiutował jako reżyser filmowy w 2024 roku slasherem „Milk & Serial”, nakręconym dosłownie za osiemset dolarów i opublikowanym za darmo na YouTube, gdzie obejrzało go ponad dwa miliony ludzi.
Rok później pokazał na TIFF z Obsession i Focus Features kupiło prawa do dystrybucji za czternaście milionów dolarów. To nie jest przypadkowy sukces. Barker rozumie horror, zna go od podszewki. Wie, że najskuteczniejszy strach nie pochodzi z ciemności, tylko z własnego pokoju.
Wypowiedz życzenie
Bear (Michael Johnston) to nieśmiały pracownik sklepu muzycznego, który nie potrafi zebrać się na odwagę, żeby zaprosić koleżankę z pracy i przyjaciółkę z dzieciństwa Nikki (Inde Navarrette) na randkę. Zamiast powiedzieć jej, jak naprawdę się czuje, zagląda do sklepu z kryształami i kupuje „One Wish Willow”– kiczowatą zabawkę z lat sześćdziesiątych, która według zapewnień producenta spełnia jedno życzenie. Łamie gałązkę. Życzy sobie, żeby Nikki pokochała go bardziej niż cokolwiek na świecie. I dostaje dokładnie to, o co prosił.
Motyw make a wish to stary i znany patent nie tylko horrorów, ale i komedii. ALe Barker nie przyszedł tu po to, żeby odgrzewać gotowe schematy. Jego film działa: horror rodzi się z sytuacji społecznej, która wymyka się spod kontroli.
Kto tu jest ofiarą
Najbardziej nieprzewidywalnym posunięciem Barkera jest decyzja, żeby historię czegoś obiektywnie potwornego – mężczyzny, który wyrywa kobiecie duszę i zastępuje ją psychotyczną repliką samej siebie, po czym udaje, że mają prawdziwy związek – opowiedzieć wyłącznie z perspektywy sprawcy. Bear nie jest potworem z plakatu. Jest każdym facetem, który kiedyś powiedział sobie, że zasługuje na tę miłość, zanim w ogóle zapytał wybrankę, czego ona chce.
Inde Navarrette pożera scenariusz Barkera bez reszty, scena po scenie wywołując nerwowy śmiech albo spory lęk. Burwell stosuje tu formalnie coś, co można by nazwać muzycznym odpowiednikiem przeczucia nadchodzącego gramatu – nie tyle straszy, ile sprawia, że ciało wie wcześniej niż umysł, że zaraz będzie naprawdę źle.
Przez efekty drżenia kamery albo sposób, w jaki Navarrette układa kończyny lub wykrzywia twarz, coś w jej postaci wydaje się wykręcone. Barker dozuje body horror oszczędnie i właśnie dlatego, gdy w końcu uderza, robi to z konkretną siłą rażenia. Barker przez lata kręcił niskobudżetowe shorty, próbując i myląc się, co nauczyło go efektywności. Każda scena ma jasny cel, tempo jest pewne, montaż szybki.
Ostatnie dwadzieścia minut „Obsesji” zawiera hołd dla Kiyoshiego Kurosawy i sekwencje, które można by nazwać dosłownie demonicznymi. Pozostają w głowie długo po seansie, co ciekawe nie jako obrazy gore, lecz jako pytanie, które Barker przemyca w każdej scenie, nie formułując go jednak wprost: co dokładnie chciałeś dostać i czy naprawdę to przemyślałeś, zanim złamałeś magiczną gałązkę?



![„undertone” – nowy horror studia A24 o nadprzyrodzonym podcaście [TRAILER]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_theundertone_still_1_e4abe42985.jpg&w=1920&q=80)




