Małgorzata Karpiuk zaczynała od pisania o modzie i pracy jako stylistka przy sesjach zdjęciowych. Jednak pierwsze doświadczenia na planie filmowym szybko uświadomiły jej, że to właśnie kostium jest obszarem, w którym chce się realizować. Fascynuje ją kostium w ruchu – bliższy życiu, funkcjonujący w czasie i przestrzeni filmu.
Pracując nad kolejnymi projektami, świadomie unika oglądania realizacji innych twórców. Zamiast tego sięga wyłącznie po materiały źródłowe, traktując research jako podstawę swojej pracy i punkt wyjścia do budowania własnej interpretacji. Największe uznanie przyniosła jej praca nad filmem „Strefa interesów” w reżyserii Jonathana Glazera. Niedawno tworzyła także kostiumy do „Testamentu Ann Lee” – osadzonej w XVIII wieku historii założycielki religijnego ruchu Shakersów. Małgorzatę Karpiuk zapytaliśmy o jej początki, różnicę między pracą stylistki a kostiumografki, a także o proces twórczy i źródła inspiracji.
Jak zaczęła się twoja przygoda z kostiumami?
Od zawsze chciałam robić coś związanego z kreowaniem aniżeli zwykłą pracą. Naturalne było więc dla mnie szukanie formy ekspresji, która ostatecznie skierowała mnie w stronę sztuki, a konkretnie szeroko rozumianego filmu. Początkowo planowałam zostać dziennikarką i przez pewien czas pisałam o modzie. Przełomowym momentem okazało się jednak poznanie mojego partnera, Sławka Blaszewskiego – wybitnego stylisty i kostiumografa. To właśnie on był osobą, która wprowadziła mnie w świat kostiumów i stała się impulsem wyznaczającym ten kierunek. Przy okazji pracy przy reklamie poprosił mnie o pomoc i wtedy po raz pierwszy zauważyłam, że tworzenie kostiumowych setów naprawdę sprawia mi przyjemność. Pamiętam dokładnie sytuację, gdy przygotowałam swoje propozycje, a on przyszedł i całkowicie je zmienił. Pomyślałam wtedy: „Przecież to było dobre”. I właśnie w tym momencie poczułam, że to mnie interesuje, że mam ochotę się tym „bawić”.
Czemu właśnie praca kostiumografki, a nie stylistki?
Przez pewien czas zajmowałam się stylizacją i współpracowałam przy sesjach zdjęciowych, jednak nigdy nie było to dla mnie w pełni naturalne. Tworzenie kostiumu jest zupełnie innym, dłuższym procesem. Choć bardzo cenię pracę stylistów, mnie interesuje kostium, który się rusza, który pracuje, któremu jest bliżej do życia. Zrealizowałam kilka sesji, które lubię, ale sam proces był dla mnie bardziej wypracowany niż organiczny, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że to właśnie kostium jest tym właściwym obszarem.
Jaki jest twój proces? Od czego zaczynasz?
Pierwszym i najważniejszym elementem pracy jest dla mnie zawsze przeczytanie scenariusza. Czytam go intuicyjnie i wyobrażam sobie pierwsze sylwetki, pierwsze postacie, emocje, które się z nich wyłaniają. Dopiero później konfrontuję te wyobrażenia z researchem. To właśnie scenariusz naprowadza mnie na emocje, które później trzeba wyrazić poprzez kostium i w ogóle przez cały świat filmu. Dalszy proces zależy już od epoki i kontekstu. Jeśli mówimy o „Testamencie Ann Lee”, którego akcja rozgrywa się w XVIII wieku, czy o „Strefie interesów”, osadzonej w realiach II wojny światowej, wówczas wchodzimy w bardzo pogłębiony research historyczny.
W przypadku XVIII wieku mamy pewne ograniczenia – bazujemy głównie na rycinach, malarstwie oraz książkach opisujących historię życia, sztuki czy ubioru z tamtego okresu. Jeśli chodzi o Shakersów, sytuacja była nieco inna, ponieważ powstały publikacje poświęcone wyłącznie ich społeczności. Miałam też możliwość pojechania do Hancock Village, gdzie mogłam bezpośrednio zetknąć się z ich designem i estetyką. Ten film jest zresztą dobrym przykładem tego, że obok solidnego researchu zawsze istnieje pewien margines na licencję kreatywną i budowanie własnego świata. Jednak uważam, że absolutną podstawą jest znajomość historii, historii sztuki i historii kostiumu – dopiero wtedy można świadomie i twórczo korzystać z tej wiedzy, przetwarzać ją i nadawać jej własny charakter.
„Strefa interesów” to jednak zupełnie inna historia. Cały film opierał się na prawdziwych wydarzeniach, dlatego kluczowe było możliwie najwierniejsze odwzorowanie rzeczywistości. Jonathan Glazer bardzo mocno naciskał, abyśmy byli jak najbliżej prawdy i nie popełnili żadnego błędu. W grę wchodziły więc książki, biografie, opracowania dotyczące mundurów, ale przede wszystkim oryginalne fotografie rodziny Hössów. Dzięki Muzeum w Oświęcimiu mieliśmy dostęp do prywatnej kolekcji zdjęć rodziny. Część z nich została opublikowana, więc można je znaleźć w internecie, ale były też fotografie, które nigdy wcześniej nie ujrzały światła dziennego – należące do syna lub wnuka Hössa. Mieliśmy możliwość zobaczyć je tylko raz, co było bardzo ważnym momentem.
Podsumowując, research zaczynam od własnego odczucia po lekturze scenariusza – od emocji. Następnie szukam solidnej podstawy historycznej, która pozwala stworzyć kostium poprawny pod względem epoki. Dopiero potem przychodzi etap modyfikacji – świadomej, przemyślanej i opartej na wiedzy – tak, aby kostium ostatecznie spełniał swoją funkcję w filmie.
fot. kadr z filmu „Testament Ann Lee” / materiały prasowe Searchlight PicturesCo jest dla ciebie największą inspiracją? Skąd czerpiesz najbardziej? Myślę, że kiedy byłam młodsza i miałam więcej czasu, chłonęłam dużo filmów, często chodziłam do kina, starałam się bywać w teatrze i podróżowałam po najważniejszych europejskich wystawach sztuki dawnej i współczesnej. Dziś mam jednak poczucie, że jestem na innym etapie. Przygotowując film historyczny, staram się nie oglądać realizacji innych twórców, a zwłaszcza kostiumografów, dotyczących tego samego tematu czy okresu. Nie chcę zaburzać własnego procesu myślenia ani wyobraźni tym, co już zostało przefiltrowane przez cudzą wrażliwość. Dlatego obecnie, pracując nad filmem, sięgam wyłącznie po materiały źródłowe, których jest bardzo dużo – szczególnie jeśli potrafi się dobrze prowadzić research. A ja akurat naprawdę to uwielbiam.
Jakie wyzwania chciałabyś jeszcze podjąć w swojej karierze? Masz marzenia zawodowe?
Myślę, że w przyszłości chciałabym stworzyć kostiumy do teatru albo opery. To jest chyba coś, co przychodzi z czasem. Obecnie koncentruję się przede wszystkim na filmie, dlatego na teatr wciąż brakuje przestrzeni. Mimo to mam poczucie, że kiedyś na pewno chciałabym się z nim zmierzyć, szczególnie w kontekście opery. Jeśli chodzi o film, nie mam konkretnych marzeń. Życie nieustannie mnie zaskakuje i nauczyło mnie, że lepiej zostawić sobie otwartą przestrzeń na to, co przyjdzie. Mam wrażenie, że wiele z moich marzeń już się spełniło, dlatego wolę nie planować z góry kolejnych kroków, tylko pozwolić, by rzeczy po prostu same przychodziły – tak jak do tej pory.
fot. kadr z filmu „Strefa interesów” / materiały prasowe Gutek Film
![Małgorzata Karpiuk: „Mnie interesuje kostium, któremu jest bliżej do życia” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_IMG_0742_3dae95738a.jpg&w=1920&q=80)
